Hymn za długi dla PO

Hymn za długi dla PO

Cztery zwrotki Mazurka Dąbrowskiego to stanowczo za dużo. Z reguły podczas oficjalnych uroczystości śpiewa się przecież jedną. Do tego refren i odfajkowane. Można spocząć. Niestety organizatorzy inauguracji Masztu Wolności w Warszawie zrobili psikusa i trzeba było śpiewać całą czterozwrotkową pieśń. I prawie wszyscy politycy mieli kłopot.
Byłam dziś rano, dzień przed Świętem Niepodległości na na rondzie Zgrupowania AK „Radosław” w Warszawie. Kombatanci, prezydent Gronkiewicz-Waltz, ministrowie, posłowie i całkiem spora grupa cywilów. Nastrój podniosły. Na monumentalnym maszcie (ufundowało go dwóch warszawiaków Artur Nowakowski i Bogdan Kaczmarek) powiewa biało-czerwona flaga. Wmaszerowuje orkiestra wojskowa. I się zaczyna. Pięknie, dostojnie. Pierwsza zwrotka, refren, druga, refren i... trzecia. W tłumie minister Andrzej Halicki, posłanka PO Ligia Krajewska i jej partyjny kolega Marcin Kierwiński. Ruszają ustami, jeszcze wygląda jakby znali słowa ale już się zaczynają kręcić, coś do siebie mówić półgębkiem. Przy czwartej zwrotce dają za wygraną, nie wytrzymują, to nie na ich polityczne nerwy. Nawet nie udają, że znają:

„Już tam ojciec do swej Basi
Mówi zapłakany —
Słuchaj jeno, pono nasi
Biją w tarabany.”

Ba, zaczynają rozmawiać, rozglądać się. Myślą może, że ich nie widać, albo że może wystarczy, jak całość pieśni zna Hanna Gronkiewicz-Waltz? Czekają aż to się w końcu wszystko skończy. Przed nimi pewnie jeszcze kilka niepodległościowych imprez ze śpiewaniem hymnu. Również publicznych. Dobra rada, panie i panowie politycy: nauczcie się hymnu, bo trochę wstyd na was patrzeć. Albo może zawnioskujcie w Sejmie o skrócenie hymnu. Będzie łatwiej.

Czytaj także