Świętości czyli przypadek Mariana Zembali

Świętości czyli przypadek Mariana Zembali

Czy różni się menadżer od ministra? Z pozoru niczym. Menadżer zarządza przedsiębiorstwem tak, żeby optymalnie działało. Minister zarządza odpowiednim sektorem też w tym samym celu. O tym, że różnica jest i to zasadnicza przekonał się minister zdrowia profesor Marian Zembala, który w kilka dni musiał przejść transformację mentalną. Zamiast zwolnień pielęgniarki dostaną podwyżki.
"Jeżeli ktokolwiek z pracowników w moim szpitalu podjąłby strajk, na drugi dzień będzie przeze mnie, dyrektora, zwolniony" – to była pierwsza reakcja nowego ministra. Później przeprosiny, prośba o przyjęcie przeprosin przez premier Kopacz, szybkie negocjacje i podwyżki. Między czasie wyjaśnienia, że dobro pacjenta zawsze jest dla profesora świętością i że doszło do pomylenia ról.
Problem w tym, że w Polsce mamy jeszcze jedną świętość: prawo do strajku, wywalczone przez stoczniowców w sierpniu 1980 roku i całą wspaniałą historię. Stąd apel szefa NSZZ "Solidarność” o dymisję dla nowego ministra, który nie respektuje ustawy o związkach zawodowych. O dziwo to prawda, polskie prawo nie odróżnia pracownika służby zdrowia od pracownika prywatnej fabryki gwoździ.

Pamiętamy oburzenie po słowach Ludwika Dorna o braniu lekarzy w kamasze. Teraz historia się powtarza. Na szczęście nigdy lekarze i pielęgniarki nie odeszli od łóżek pacjentów. Ale problem zostaje i często powraca.

Niestety jedynym rozwiązaniem jest pozbawienie pracowników służby zdrowia prawa do strajku. Spośród dwóch świętości wybierzmy dobro słabszego czyli pacjenta. Nie chcę wpadać w banalne moralizatorstwo ale życie i zdrowie jest nadrzędne wobec roszczeń płacowych.

O wynagrodzenia bądźmy spokojni. Wróćmy do marszałka Dorna i jego słów: "pokaż lekarzu co masz w garażu”. Trochę chamskie lecz prawdziwe. Jak wygląda dzień lekarza? Rano do szpitala odbębnić dyżur a zwłaszcza rozdać kilka wizytówek z prywatnym namiarem pacjentom i ich rodzinom. I do prywatnej kliniki gdzie już czekają klienci. Ponieważ publiczna służba zdrowia nie działa, to klientów coraz więcej. Pielęgniarki? To samo. Prywatna opieka nad seniorami, prywatne szpitale i domy opieki. Tam nie słychać o protestach, roszczeniach, strajkach.

Mamy nowe rozdanie na scenie politycznej i już wiadomo, że istotną na niej rolę odegrają nowe inicjatywy. Jeszcze mało konkretne ale przyciągające tych co chcą zmiany. Tak zwanych wkurzonych, że są sprawy, których partie starego porządku nie mogą załatwić. To także służba zdrowia gdzie jedne instytucje nadzorcze zastępuje się innymi z nazwy a pacjent nadal jest bezradny. Mamy polityczne batalia o bzdurne in vitro a nie o system. Czy ktoś ze wkurzonych powie: zróbmy jak było w USA i to przed Obamą.



Czytaj także

Czytaj także