Biało-czerwony

Biało-czerwony

Kilka miesięcy temu, zdopingowany recenzjami prawej strony politycznej, wraz z żoną wybraliśmy się na film pt. "Obywatel". Dodatkową zachętą był fakt, że grają w nim obaj panowie Stuhrowie, niewątpliwie moi ulubieni polscy aktorzy.
Śmialiśmy się do łez. Nie ma sensu przypominać Państwu scen z biskupem i prostytutką, albo jak bohater w stanie wojennym poszedł pożyczyć sól i nie wrócił.

Szczególnie w mojej pamięci zachował się obraz ostatniej sceny filmu, kiedy to głównemu bohaterowi w szpitalu zdjęto tylko część gipsu z twarzy. Wtedy też zobaczyliśmy dwa półgłówki. Półgłówek biały i półgłówek czerwony.

Trudno znaleźć lepszą puentę obecnego życia politycznego.

Dzisiaj, tj. w poniedziałek 29 czerwca 2015 roku, na dworcu Warszawa-Wschodnia ogłoszono powstanie nowej formacji politycznej: Biało–Czerwoni. Czyli, parafrazując film "Obywatel”, spotkali się: jeden "półgłówek” czerwony i jeden "półgłówek” biały.

Z góry przepraszam za to mocne pejoratywne określenie Grzegorza Napieralskiego, którego lubię. Jednak w dalszej części wpisu chciałem przypomnieć wybitne działania drugiego "geniusza” polskiej sceny politycznej, posła redaktora-tylko-z-maturą Rozenka.

Otóż obywatel Rozenek, nie wiem czy to ten biały czy czerwony, był rzecznikiem (jak sam utrzymuje – autorem) inicjatywy Europa +. W której ten geniusz polityczny, przy aprobacie Janusza Palikota, postanowił poukładać polską scenę polityczną w ten sposób, że były Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski będzie namaszczał tzw. nejmy na przyszłych europosłów. W konsekwencji, według planu „geniusza” politycznego Rozenka, Bruksela miała zapełnić się pełnowartościowymi nejmami lewicy. W tym miejscu oszczędzę Państwu wymieniania tych nejmów. Wystarczy spojrzeć na tzw. „jedynki” tej formacji na listach wyborczych do euro parlamentu.

Myślę, że wszyscy Polacy, poza "geniuszem”, cieszą się, że projekt ten upadł. Po prostu jako naród nie musimy się wstydzić za potencjalne, mocne popisy polskich europosłów. Wystarczą korwinowcy. Ponieważ wstyd jest zjawiskiem uniwersalnym i ponad narodowym.

Teraz ten sam "geniusz” bierze się ponownie do roboty. Na zasadzie – do kilku razy sztuka. Teraz jego ugrupowanie nie nazywa się już Europa. Bo w końcu w Europie trzeba mieć możliwość porozumienia się w jakimś międzynarodowym języku. Teraz "geniusz” zawęża działania do krajowego podwórka, w dodatku wykorzystując, bardzo popularne i pozytywne do dzisiejszego poranka, skojarzenia z Biało Czerwonymi - samoistną marką naszych sportowych sukcesów. Jeszcze brakuje tylko tego, aby na hymn swojej partii ów "geniusz” zaanektował popularną wśród kibiców przyśpiewkę "Polska Biało Czerwoni”.

Bez wątpienia rozpocznie się objeżdżanie całego naszego kraju. W końcu to wakacje, sezon podróży, wycieczek i wypoczynku. Przedwyborczych spotkań i prób składania struktur. (UWAGA! Prywatna rada dla potencjalnych rozmówców – unikajcie płacenia rachunków!).

Nie ma najmniejszej wątpliwości, że nasz „geniusz” polityczny zacznie werbować nejmiki. Nejmy już miał.

Mógłbym się pastwić nad tym „geniuszem” jeszcze parę godzin, jednak efekt, bez względu na długość tego wpisu zawsze będzie ten sam: klęska, śmiech i upokorzenie.

Grzegorz, przyjacielu, "nie idź tą drogą” (cytat Leszka Millera z rozmowy z Markiem Siwcem). W końcu znasz to polskie przysłowie - lepiej zgubić się z mądrym niż znaleźć się z głupkiem.




Czytaj także