Turcja bliżej Unii

Turcja bliżej Unii

Nikt z uczestników nieformalnej rady szefów dyplomacji UE w Newport (W.Brytania) nie sprzeciwił się rozpoczęciu negocjacji akcesyjnych z Turcją 3 października. Może je jednak zakłócić brak uznania Cypru przez Ankarę.
"Nie bez podstaw jestem przekonany, że negocjacje z Turcją będą się mogły rozpocząć 3 października" - powiedział szef brytyjskiej dyplomacji Jack Straw na konferencji prasowej po pierwszym dniu nieformalnych obrad. "Nikt nie zakwestionował decyzji podjętych w grudniu ub. r. w sprawie daty rokowań z Turcją".

Szef polskiej dyplomacji Adam Daniel Rotfeld powiedział dziennikarzom, że Polska stoi na stanowisku, iż nie należy zmieniać przyjętych wcześniej zobowiązań, negocjacje trzeba rozpocząć, a wyjaśnienie spornych kwestii nie powinno być warunkiem sine qua non ich rozpoczęcia.

"Czas dojrzał do tego, żeby do Turcji odnieść się jako do ważnego, strategicznego partnera" - powiedział Rotfeld. "W interesie Europy jest zastosowanie wobec Turcji filozofii włączania, a nie wyłączania" - dodał.

Jednak zdaniem Rotfelda, Turcja strzeliła "sobie samobójczego gola", deklarując w lipcu, że nie uznaje państwowości Cypru. Ale - jak podkreślił minister - Ankara "nie przegrała jeszcze meczu".

W Newport Wielka Brytania, która przewodniczy w tym półroczu Unii Europejskiej przedstawiła propozycje do deklaracji w sprawie stanowiska Ankary. Deklaracja wyraża ubolewanie z powodu jednostronnego oświadczenia Turcji w sprawie nieuznawania Cypru. Podkreśla też konieczność "normalizacji de iure" relacji między Turcją a wszystkim krajami UE, tak szybko jak to możliwe. W projekcie wyrażono też oczekiwanie, że Ankara będzie w pełni realizować podpisany w lipcu protokół o rozszerzeniu unii celnej i zniesie wszelkie przeszkody dla swobodnego transportu towarów. Chodzi o pełne udostępnienie cypryjskim statkom i samolotom tureckich portów i lotnisk.

"Unia będzie obserwować realizację protokołu i oceni sytuację w  2006 roku" - napisano w brytyjskich propozycjach. Dopóki Turcja nie wypełni niektórych zobowiązań, negocjacje w części obszarów nie będą mogły się rozpocząć - podkreślono.

W Newport deklaracji jednak nie przyjęto. Jak powiedział Straw, panowało w tej sprawie "szerokie lecz nie jednomyślne poparcie" wśród unijnych ministrów. Nie podał dalszych szczegółów, lecz wcześniej przedstawiciele Cypru dawali do zrozumienia, że proponowane sformułowania nie satysfakcjonują Nikozji - projekt nie mówi o uznaniu, lecz jedynie o normalizacji de iure relacji między Turcją a pozostałymi krajami Unii.

Straw zapowiedział, że ostateczny tekst dokumentu wypracują stali przedstawiciele przy UE w Brukseli (Coreper) w przyszłym tygodniu, albo być może zajmie się tym rada ministrów UE.

Pytany o sugestie niektórych państwa, jak Austria, Francja oraz  niemieckich konserwatystów, by umożliwić zaoferowanie Turcji "uprzywilejowane partnerstwo" z UE, zamiast członkostwa, Straw odparł, że nikt w Newport nie proponował jakichkolwiek "poprawek" do ubiegłorocznych decyzji szczytu UE w sprawie negocjacji akcesyjnych z Turcją. Zgodnie z tymi decyzjami, negocjacje mają zakończyć się wstąpieniem Turcji do UE.

Ankara uznaje jedynie Turecką Republikę Cypru Północnego, utworzoną w 1974 roku po inwazji wojsk tureckich na tę część wyspy. W lipcu Turcja rozszerzyła porozumienie o unii celnej z UE na nowe kraje członkowskie, jednak że zastrzegła, że nie oznacza to automatycznego uznania Republiki Cypryjskiej ze stolicą w  Nikozji.

Drugim ważnym problemem omawianym w walijskim Newport była sprawa programu atomowego Iranu. Ministrowie zgodzili się, że jeśli Iran nie dotrzyma międzynarodowych zobowiązań w sprawie rezygnacji z programu nuklearnego, sprawa powinna trafić na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ. "Mamy nadzieję, że Iran przemyśli jeszcze raz swą decyzję (o wznowieniu programu nuklearnego)" - powiedział Jack Straw. "Uważamy, że ostatnie działania Iranu podważają nasze zaufanie do tego kraju i stanowią wyzwanie dla UE. Nie możemy akceptować takiej sytuacji" - dodał.

Zapowiedział jednak, że zanim zapadną jakiekolwiek decyzje o tym, czy kierować sprawę do Rady Bezpieczeństwa ONZ, Unia chce wysłuchać raportu szefa Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) Mohammeda ElBaradei, który ma być przedstawiony w sobotę, i skonsultować się z innymi krajami.

Wcześniej komisarz ds. stosunków zewnętrznych UE Benita Ferrero-Waldner podkreśliła, że Unia nadal chce być otwarta na negocjacje z Iranem, a jej wspólne stanowisko ma być wsparciem dla MAEA. "Nadal jesteśmy otwarci na rozmowy z Iranem. Nikt nie chce kierować sprawy do Rady Bezpieczeństwa ONZ, chyba że będzie to  nieuniknione" - powiedziała komisarz. "Na tym etapie niczego nie  można wykluczyć".

Na początku sierpnia nastąpił impas w negocjacjach Iranu z unijną "trójką": Francją, Niemcami i Wielką Brytanią, które starają się nakłonić Teheran do wstrzymania programu nuklearnego. 10 sierpnia Iran ogłosił wznowienie prac nad przetwarzaniem uranu, co jest częścią programu wzbogacania uranu, i odrzucił ofertę gospodarczą UE w zamian za rezygnację z tych prac. Teheran twierdzi, że  program nuklearny służy wyłącznie celom pokojowym, co kwestionują przede wszystkim Stany Zjednoczone.

Podczas spotkania poruszana była także sprawa Rosji. Przedstawił ją polski minister Adam Daniel Rotfeld, wspominając także o sytuacji na Białorusi i  problemach polskiej mniejszości w tym kraju. Według Ferrero-Waldner, ministrowie rozmawiali jednak o niej krótko krótko podczas roboczego lunchu.

4 października w Londynie odbędzie się szczyt UE-Rosja. Według komisarz, Polska i kraje bałtyckie wyrażają obawy dotyczące relacji UE z Rosją, ale chcą mieć partnerskie relacje z tym krajem. "Potrzebujemy naprawdę głębokiego dialogu w tej sprawie, być może przed październikowym szczytem" - powiedziała komisarz.

Waldner potwierdziła, że Komisji Europejskiej zależy na  wzmocnieniu społeczeństwa obywatelskiego na Białorusi. "Uważamy, że społeczeństwo obywatelskie na Białorusi napotyka coraz to  więcej trudności i ograniczeń. Chcemy pomóc białoruskiej opinii publicznej w uzyskaniu dostępu do niezależnych mediów, a  porozumienie z niemiecką rozgłośnią Deutsche Welle było pierwszym krokiem w realizacji tego celu" - dodała. Stacja ta otrzyma 138 tys. euro na nadawanie audycji przez radio i internet na Białoruś w języku rosyjskim, potem być może także po białorusku. Unijna komisarz nie wyklucza, że będą podobne porozumienia Komisji z innymi stacjami radiowymi.

em, pap

Czytaj także

 0