Polska w NAFTA?

Polska w NAFTA?

Dlaczego amerykańska strefa wolnego handlu jest o wiele bardziej efektywna niż Unia Europejska
Meksyk w ciągu siedmiu lat od przystąpienia do strefy wolnego handlu NAFTA z ekonomicznego pariasa przeobraził się w jedno z bogatszych państw świata. W tym okresie meksykański eksport do USA wzrósł niemal czterokrotnie i osiągnął astronomiczną wartość 87 mld USD. Stopa wzrostu gospodarczego utrzymuje się tam na poziomie prawie 5 proc., a wskaźnik bezrobocia nie przekracza 3,7 proc. Stany Zjednoczone - filar NAFTA - są gotowe do znacznego powiększenia tej strefy, nawet o odległe od Ameryki państwa. Czy zatem - miast się spierać z daleką od gospodarki wolnorynkowej Unią Europejską o tysiące mniej i bardziej ważnych problemów oraz grzecznie czekać w europejskiej poczekalni, znosząc chimeryczne nastroje zachodnich polityków - nie powinniśmy zgłosić swojego akcesu do najbogatszego, najbardziej liberalnego i otwartego na nowych członków stowarzyszenia? Jest to, pomijając względy natury politycznej, teoretycznie możliwe, a na pewno byłoby korzystne. Dlaczego NAFTA jest o wiele bardziej efektywna niż inne stowarzyszenia i sojusze, w tym Unia Europejska?

Powołana w 1994 r. na podstawie umowy zawartej pomiędzy USA, Kanadą i Meksykiem NAFTA jest dziś największą na świecie strefą wolnego handlu. W chwili powstania obejmowała ona obszar zamieszkany przez 380 mln ludzi, wytwarzających produkt krajowy brutto o wartości 7290 mld USD - jedną trzecią produktu światowego. Początkowo doprowadzono do obniżenia ceł w handlu między krajami członkowskimi o połowę. W ubiegłym roku zmniejszono stawki celne o kolejne 15 proc. Reszta ma być zlikwidowana do roku 2009. Ten prosty zabieg przyniósł natychmiastowe ożywienie w handlu, którego obroty między krajami członkowskimi wzrosły w 1994 r. o 50 mld USD, czyli o 17 proc. Wymiana handlowa pomiędzy Meksykiem i Kanadą zwiększyła się zaś aż o 36 proc.
Największe korzyści z uwolnienia handlu odniósł przemysł amerykański, przede wszystkim samochodowy. Już w pierwszym półroczu 1994 r. eksport aut z USA do Meksyku zwiększył się z 3630 do 12 830. Do końca 1994 r. zwiększony eksport umożliwił powstanie w USA 100 tys. nowych miejsc pracy. Z kolei na skutek przenoszenia przez amerykańskie firmy produkcji do Meksyku, kraju taniej siły roboczej, pracę straciło zaledwie 11 tys. Amerykanów. W następnych dwóch latach amerykańskie firmy przeniosły do Meksyku 225 tys. miejsc pracy. W kwietniu 1995 r. dramatyczny spadek wartości peso doprowadził jednak do poważnego osłabienia dolara, co sprawiło, że NAFTA stała się przedmiotem wielu sporów w USA. Do obu izb Kongresu wpłynęły nawet projekty ustaw o jej rozwiązaniu, a przynajmniej o renegocjacji dotychczasowych zasad współpracy państw członkowskich. Republikański kandydat na prezydenta, Pat Buchanan, uczynił ze szkodliwości NAFTA dla dobrobytu Ameryki główny punkt swojej kampanii wyborczej. Przegrał jednak, NAFTA zaś przetrwała kryzys.
Rok 1997 zakończył się pełnym sukcesem. Według badań waszyngtońskiej Hertitage Foundation, dzięki istnieniu NAFTA obroty handlowe między państwami członkowskimi wzrosły o 43 proc., sięgając 420 mld USD. Średni poziom opłat celnych spadł w Meksyku z 10 proc. do 6 proc., a w USA z 4 proc. do 2,5 proc. W 1997 r. 75 proc. meksykańskiego eksportu trafiło do USA. 39 z 50 stanów amerykańskich zwiększyło obroty w handlu z Meksykiem. Eksport do państw NAFTA umożliwił utworzenie w USA 2,3 mln nowych miejsc pracy.
W 1995 r. rokowania o przystąpieniu do NAFTA rozpoczęło Chile. Rozmowy załamały się jednak i kraj ten ostatecznie zamiast do NAFTA przystąpił do południowoamerykańskiego wspólnego rynku - Mercosur. Na razie dysponuje statusem państwa stowarzyszonego. Pełne członkostwo Chile ma uzyskać w 2004 r.
Nie zrażony tym niepowodzeniem prezydent USA Bill Clinton zapowiedział w kwietniu 1998 r. na szczycie Organizacji Państw Amerykańskich (DOS) zamiar rozszerzenia NAFTA na oba kontynenty amerykańskie i utworzenia do roku 2004 strefy wolnego handlu od Alaski po Ziemię Ognistą. Oświadczenie Clintona nie wywołało wpierw entuzjazmu państw Ameryki Łacińskiej, wskazujących, że różnice w rozwoju poszczególnych gospodarek narodowych są zbyt wielkie, aby można było szybko likwidować bariery celne. Przede wszystkim Brazylia obawia się, że jej przemysł nie wytrzyma konkurencji amerykańskiej oferty towarowej. Zamiast rozważać przystąpienie do strefy wolnego handlu, kraje należące do Mercosur (Argentyna, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj) wykonały krok wstecz: podniosły cła na swoich granicach zewnętrznych z 20 proc. do 23 proc.
W porównaniu z Unią Europejską NAFTA wzbudza na świecie większe zainteresowanie, szczególnie z powodu swojej nieprawdopodobnie prostej konstrukcji. Nie tylko nie ma siedziby, przewodniczącego, adresu, lecz także nie dysponuje aparatem administracyjnym, nie wydaje rozporządzeń, nie pobiera podatków i nie udziela subwencji. Nikt w tej strefie nie wpadłby na pomysł biurokratycznego ustalenia kategorii biologicznej "ryb lądowych" po to, by hodowcom ślimaków i żab zapewnić dostęp do dobrodziejstw w postaci subwencji dla rybołówstwa morskiego. Nikt również nie zgłosiłby, tak jak stało się to w Unii Europejskiej, projektu stemplowania jajek znoszonych przez unijne kury. Funkcjonowaniu NAFTA towarzyszy diametralnie odmienna filozofia. To, co chce Europa osiągnąć za pomocą gęstej sieci przepisów, NAFTA czyni prościej - uruchamiając i stymulując mechanizmy rynkowe. Unia Europejska jest dziś największym na świecie producentem zadrukowanego papieru. Cała NAFTA zaś to tylko kilkanaście stron umowy o charakterze cywilnoprawnym. Porównanie to nie traci na ostrości nawet przy uwzględnieniu faktu, że NAFTA jest jedynie strefą wolnego handlu, a UE ścisłym sojuszem kilkunastu państw. Może by tak więc do NAFTA?

Okładka tygodnika WPROST: 40/2000
Więcej możesz przeczytać w 40/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także