Światowe media o rezygnacji Cimoszewicza (aktl.)

Światowe media o rezygnacji Cimoszewicza (aktl.)

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jak napisał "Financial Times", rezygnacja Włodzimierza Cimoszewicza z wyścigu o fotel prezydencki stawia postkomunistyczną lewicę w obliczu wyborczej katastrofy. Umacnia się natomiast pozycja lidera przedwyborczych sondaży Donalda Tuska.
Brytyjski dziennik przypomina, że Cimoszewicz zrezygnował z  ubiegania się o najwyższe w kraju stanowisko po fali krytyki, związanej z jego oświadczeniem majątkowym z okresu, gdy był jeszcze ministrem spraw zagranicznych.

"Cimoszewicz odrzucał wszelkie zarzuty, ale ataki zniszczyły jego reputację jako jednego z niewielu czystych polityków lewicy i  doprowadziły do dramatycznego spadku notowań w sondażach - z  pierwszego na trzecie miejsce" - pisze "FT".

Jak dodaje dziennik, mimo że Cimoszewicz twierdzi, iż wśród pozostałych kandydatów nie widzi osoby "godnej tego urzędu", korzyść z jego rezygnacji odniesie najprawdopodobniej lider Platformy Obywatelskiej Donald Tusk. Można się bowiem spodziewać, że poprze go mniej lewicowa część zwolenników Cimoszewicza.

"Jeśli nic dramatycznego się nie stanie i żadna ciemna strona biografii Tuska nie zostanie odkryta, nie sądzę, by stracił on przewodnictwo przed wyborami" - powiedział "FT" polski politolog Edmund Wnuk-Lipiński.

Z kolei niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung" pisze, że decyzja Cimoszewicza o wycofaniu się z walki o fotel prezydencki nie przynosi mu sławy. W komentarzu zatytułowanym "Niesławne odejście" warszawski korespondent gazety Thomas Urban nazywa uproszczeniem uzasadnienie Cimoszewicza, iż to brudna kampania konserwatywnych i  nacjonalistycznych sił była powodem jego rezygnacji.

"SZ" przyznaje, że marszałek Sejmu, uważany w  postkomunistycznym obozie za człowieka o czystych rękach, musiał ostatnio "przyjąć wiele ciosów".

"Cimoszewicz stał się jednak ofiarą nie tyle kampanii kłamstw, co  raczej prostego faktu, że opozycja odkryła kilka brudnych plam na  jego białej kamizelce" - czytamy.

Zdaniem komentatora, "niesławne odejście" kandydata jest ciężkim ciosem dla polskich postkomunistów. Cimoszewicza wybrano na osobę, która uratuje sieć bliskich powiązań między polityką i gospodarką, zbudowaną przez byłych partyjnych funkcjonariuszy i pracowników służb specjalnych, co doprowadziło także w Polsce do powstania warstwy oligarchów - twierdzi Urban.

Jeżeli obecna opozycja wygra wybory parlamentarne i prezydenckie, może dojść do "prześwietlenia" tego systemu. Zdaniem "SZ", nie  należy się tego obawiać, a wręcz przeciwnie - "to mógłby być początek zdecydowanej walki z korupcją, która niestety nadal jest głównym problemem młodej polskiej demokracji" - czytamy w  konkluzji komentarza.

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" napisał, że rezygnacja Cimoszewicza jest wynikiem "upadku politycznych obyczajów" w  Polsce. Ataki na kandydata, które nie były fair, okazały się skuteczne, ponieważ jego polityczny obóz przedstawiał w minionych latach obraz "całkowitej demoralizacji".

Komentator uważa, że mieszczańska prawica, "która wygra wybory parlamentarne i prezydenckie", nie ma jednak powodów do tryumfu. "Minęły zaledwie cztery lata od chwili, gdy była ona (mieszczańska prawica) w podobnej sytuacji co dziś postkomuniści" - przypomina "FAZ".

Zbliżony do niemieckich postkomunistów "Neues Deutschland" twierdzi, że przeciwko Cimoszewiczowi prowadzono bezlitosną nagonkę". Prawicowi członkowie komisji śledczej ds. Orlenu "rozdmuchali" do rozmiarów afery państwowej pomyłkę w oświadczeniu majątkowym Cimoszewicza.

"To, że sami także popełnili +małe techniczne błędy+ w swoich oświadczeniach, nie przeszkadzało im" - zauważył komentator. Gazeta przytacza wypowiedź premiera z czasów PRL Mieczysława Rakowskiego, który uważa, że prawica nie cofnie się przed żadnym chwytem, by "przepędzić" lewicę z politycznej sceny.

ks, pap