Z życia opozycji

Z życia opozycji

Józefa Oleksego znowu uznano za kłamcę lustracyjnego. Chłopina jako agent wojskowy miał być zrzucony na Danię. Pewnie wziąłby pod lupę przemysł pornograficzny.

Tenże Oleksy wyznał, że w wyborach prezydenckich głosował na Lecha Kaczyńskiego, ale nie chciał powiedzieć - dlaczego. Potem w "Trybunie" kajał się, że tylko żartował. Naszym zdaniem, wcale nie żartował, bo słabość do Lecha ma już od przełomu lat 80. i 90. Oleksy był wtedy ministrem ds. związków zawodowych, a Kaczyński szychą w prawie już legalnej "Solidarności". No i Oleksy wydzwaniał do niego po nocach, gawędził, uwodził, kokietował. Pewnie czuł pismo nosem i chciał zostać ambasadorem. Teraz znowu chce.

Zygmunt Wrzodak zakłada nową partię. Prawicową, narodową, katolicką. I nieantysemicką. Zamiast Żydów będą prześladować Giertychów.

PiS chciał z Józefa Zycha zrobić marszałka Sejmu, żeby pogrozić opornej Platformie Obywatelskiej. O dziwo, marszałek ornitolog stwierdził, że marszałkiem być nie chce i że takie gierki nie mają sensu. Nigdy nie sądziliśmy, że Zych okaże się rozsądniejszy niż Kaczyński z Rokitą razem wzięci.

Wielkie kłopoty mają pisma kobiece. Wypadałoby przecież zrobić jakąś sesję nowej pierwszej damie. Niestety, fotograficy, wizażyści i inni tacy to często reprezentanci zacnej mniejszości, więc podnieśli bunt. Nie chcą fotografować "żony faszysty", który zakazuje parad gejowskich. Cóż, szkoda, że Leni Riefenstahl już nie żyje.

Pamiętają państwo takiego zahukanego, nieśmiałego ministra rolnictwa w rządzie Leszka Millera? Tego człowieka już nie ma. Zastąpił go pewny siebie, egocentryczny, błyskotliwy, przebojowy klon dawnego Aleksandra Kwaśniewskiego. Owszem, nadal nazywa się Wojciech Olejniczak, ale nie dajcie się na to nabrać.

Olejniczak wykazał się najlepszym refleksem i pierwszy wskoczył na sejmową mównicę zaraz po tym, jak Dorn z Rokitą przestali się wygłupiać z tymi swoimi marszałkami. Wskoczył i - niestety - słusznie oraz celnie przemówił w imieniu narodu, zaniepokojonego tym, co PO i PiS wyrabiają. Na szczęście zaraz po nim do mikrofonu podpełzł Tadeusz Plecak-Iwiński, rozpoczął bełkoty w swoim stylu i popsuł efekt. Jego przyjaciel Huntington musi być załamany.

W wyścigu o tytuł najlepszego opozycjonisty wzięli jeszcze udział Roman Giertych i Andrzej Lepper. Największy polski polityk zwrócił uwagę szronem, jaki pokrył jego włosy. Widać, mocno przeżył te wybory. Natomiast najsłynniejszy polski Mulat znowu zgrywa profesora Geremka, czyli męża stanu. Drogi panie Andrzeju! Na imieniny ma pan od nas fajkę! O brodę musi się pan sam postarać.

Przykra sprawa. Józef Zych nie został wicemarszałkiem. PSL wystawiło Jarosława Kalinowskiego, którego też lubimy, ale to jednak nie to samo. Zych był jak królowa Wiktoria - ludzie się rodzili i umierali, a on zawsze dzierżył laskę. Był ważnym elementem kosmicznego ładu. Bez niego ból egzystencji jest znacznie większy.

Nie wybrano Zycha, wybrano Leppera. Najsłynniejszy polski Mulat został wicemarszałkiem dzięki głosom PiS - oczywiście. Mamy nadzieję, że odpowiednio się zrewanżuje, tak jak cztery lata temu odwdzięczył się za podobną grzeczność postkomunistom. Na początek mógłby oskarżyć Marka Jurka o potajemne mordowanie kotów.

LPR domaga się dekomunizacji. Wybrali sobie idealny moment. Od razu widać, kto teraz niszczy Polskę - komuniści. Ustawę dekomunizacyjną dobrze byłoby jednak uzupełnić desolidaryzacją. Dawni członkowie opozycji nie mogliby obejmować stanowisk państwowych, a zwłaszcza tworzyć koalicji rządowych.

koalicja&opozycja@wprost.pl
Okładka tygodnika WPROST: 44/2005
Więcej możesz przeczytać w 44/2005 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także