Świat się wtrąca...

Świat się wtrąca...

Dodano:   /  Zmieniono: 
Obserwujemy obecnie w polityce gospodarczej wielkie oczekiwanie na obniżkę stóp procentowych. Niemal każda wiadomość o zwolnieniu tempa wzrostu produktu krajowego brutto
czy na przykład o obniżeniu tempa wzrostu cen producentów komentowana jest w nużąco jednakowy sposób. To jeszcze jeden argument na rzecz obniżki stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej - stwierdzają zwolennicy majsterkowania. Zapewne. Tyle że stopy procentowe, uwzględniając inflację, do tej pory też nie były zbyt restrykcyjne.
Poza tym efekty produkcyjne obniżki stóp procentowych pojawiają się w stabilnej gospodarce gdzieś po 6-9 miesiącach. Przyspieszenie w następstwie ekspansywnej polityki monetarnej miałoby w efekcie nastąpić w okresie, w którym gospodarka i tak - wedle licznych prognoz - będzie rosnąć w tempie 5 proc. i więcej rocznie. Czyli polityka oddziaływałaby ekspansywnie na już rozpędzoną gospodarkę. Implikacje inflacyjne są więc wyraźne.
Polska gospodarka charakteryzuje się względnie niskim zapotrzebowaniem na kredyty. W warunkach szybkiego wzrostu zysków, który obserwujemy od 2003 r., zapotrzebowanie przedsiębiorstw na kredyty inwestycyjne jest jeszcze niższe. Dlatego efekt stymulacyjny ekspansywnej polityki monetarnej może się okazać niezbyt silny.

obserwacja rynku światowego sugeruje, że impulsy z tegoż rynku będą oddziaływać na politykę monetarną w kierunku odwrotnym od zamierzonego przez dominujących w RPP majsterkowiczów. W gospodarce światowej kończy się bowiem okres niezwykle niskich stóp procentowych. W USA stopa referencyjna FED na poziomie 1 proc. była najniższa od prawie półwiecza. Ponieważ i gdzie indziej (Europa Zachodnia, Japonia, Chiny) było podobnie, w gospodarkach tych krajów i na światowym rynku finansowym odnotowuje się ogromny wzrost płynności, przemieszczającej się w poszukiwaniu minimalnie choćby opłacalnych lokat.
Presje inflacyjne są już silne np. w Chinach. Z drugiej strony, na przykład w USA Alan Greenspan i jego koledzy od miesięcy starają się im zapobiegać, podnosząc stopy procentowe. Polityka nie jest jeszcze restrykcyjna, ale kierunek zmian jest wyraźny.
Z kolei podnoszenie stopy referencyjnej, nawet powolne, pociąga za sobą wzrost atrakcyjności amerykańskich aktywów, zwłaszcza obligacji. Dlatego właśnie połączenie podwyżek stopy referencyjnej FED i obniżek stóp referencyjnych w Polsce i gdzie indziej w Europie Środkowo-Wschodniej (np. na Węgrzech i w znacznie mniejszym zakresie w Czechach) wywołuje odpływy kapitału krótkookresowego.
Ponieważ różnice realnych stóp procentowych są coraz mniejsze, a poziom ryzyka jest znacznie mniejszy w wypadku USA, każda kolejna podwyżka stóp w USA będzie powodować podobne reakcje inwestorów. Próba powstrzymania tendencji odpływu kapitału krótkookresowego wymagałaby polityki odwrotnej od prowadzonej w Polsce, to znaczy od podwyżek stopy referencyjnej. Każe to się spodziewać względnie szybkiego zakończenia przez RPP obecnego cyklu obniżek stopy referencyjnej.
Obserwowane od wielu miesięcy spowolnienie dynamiki wzrostu gospodarczego jest faktem, na co wskazują dotychczasowe dane z okresu od stycznia do marca tego roku. Można by je nawet uznać za sygnał alarmowy, gdyby nie to, że wszyscy spodziewali się spadku, wiążąc go przede wszystkim z efektem bazy, gdyż okres od lutego do kwietnia 2004 r. był okresem bardzo wysokiego wzrostu produkcji przemysłowej. Tak więc jeśli w marcu 2004 r. w stosunku do marca 2003 r. produkcja przemysłu przetwórczego wzrosła o 27,6 proc., to nawet jeśli spadła obecnie - w stosunku do marca 2004 r. o 4,4 proc. - i tak, biorąc pod uwagę dwa lata 2003-2005, w sumie wzrosła o ponad 20 proc. Efekt bazy wpływa więc szczególnie silnie na wyniki lutego, marca i kwietnia tego roku. Wszyscy jednakże oczekują przyspieszenia w II półroczu. Jednakże efekt bazy nie zastąpi normalnych źródeł dynamizmu gospodarki. Te zaś nie obiecują zbyt wiele.
Głównym czynnikiem dynamizującym z racji jego udziału w PKB jest konsumpcja prywatna. A ta rośnie powoli, gdyż brak jej źródeł zasilania. Wykres wskazuje, że fundusz płac realnie nie rośnie. Fundusz świadczeń socjalnych też prawie nie rośnie (rekompensaty za zeszłoroczną i tegoroczną inflację będą dopiero w 2006 r.). Kredyty konsumpcyjne wprawdzie rosną, ale w stałym tempie, nie przyspieszając. A oszczędności po paru latach spadku
są (bardzo powoli!) odbudowywane.
Można wprawdzie liczyć na wzrost eksportu, co do którego nadal jesteśmy optymistyczni, ale to wszystko za mało. Wiele będzie zależeć od inwestycji, które wprawdzie rosną, ale bynajmniej nie w imponującym tempie. Być może więc ok. 4 proc. to "naturalne tempo wzrostu PKB" naszej gospodarki na danym - bardzo wysokim! - poziomie zniekształceń instytucjonalnych.