Wybory szeryfa

Dodano:   /  Zmieniono: 
Cyniczna gra", "obłuda", "prywata", "nieliczenie się z wyborcami" - to podobno dzieje się w polskim parlamencie i generalnie w polskiej polityce. Całe zło polskiej polityki polega chyba na tym, że toczy się ona w parlamencie i na politycznych salonach, a nie na ulicy. Bo cynizm i obłuda to po prostu rozmowy, jakie Prawo i Sprawiedliwość toczyło i toczy z opozycją - na temat powstania większościowego rządu lub parlamentarnej koalicji. A jeśli do tego nie dojdzie, będą przedterminowe wybory, też nie wiadomo, dlaczego nazywane "kpiną z wyborców" i "skrajnym przejawem politycznego egoizmu". Ktoś tu zwariował, bo w całym demokratycznym świecie przyspieszone wybory są normalnym, często stosowanym narzędziem demokracji.
Cyniczna gra", "obłuda", "prywata", "nieliczenie się z wyborcami" - to podobno dzieje się w polskim parlamencie i generalnie w polskiej polityce. Całe zło polskiej polityki polega chyba na tym, że toczy się ona w parlamencie i na politycznych salonach, a nie na ulicy. Bo cynizm i obłuda to po prostu rozmowy, jakie Prawo i Sprawiedliwość toczyło i toczy z opozycją - na temat powstania większościowego rządu lub parlamentarnej koalicji. A jeśli do tego nie dojdzie, będą przedterminowe wybory, też nie wiadomo, dlaczego nazywane "kpiną z wyborców" i "skrajnym przejawem politycznego egoizmu". Ktoś tu zwariował, bo w całym demokratycznym świecie przyspieszone wybory są normalnym, często stosowanym narzędziem demokracji. Tylko w ostatnich 10 latach na świecie doszło do ponad 40 przedterminowych wyborów. I to zwykle w demokracjach o dużo dłuższej tradycji niż w Polsce.
Czy próba ogrania politycznych rywali za pomocą konstytucyjnych instrumentów jest zamachem na demokrację? Bzdura - jest jej esencją. Rozpisywaniu wcześniejszych wyborów wszędzie towarzyszą skomplikowane gry i intrygi polityczne. A mimo to, a może dzięki temu, wszystko kończyło się ustabilizowaniem sytuacji w krajach, które decydowały się na przyspieszone głosowanie. Dla polskiej sceny politycznej, która tkwi w swego rodzaju klinczu, wybory na wiosnę mogłyby mieć zbawienne skutki. Ciągłe narzekanie i trąbienie, że "wybory niczego nie zmienią", to wyraz pogardy dla obywateli, którzy - co widać w sondażach dających zdecydowaną przewagę dwóm największym partiom - doskonale wiedzą, jak należałoby głosować, by zrobić porządek w polskiej polityce. Wyborcy zdają się też wiedzieć lepiej niż napuszeni komentatorzy i część polityków, do czego służą takie instrumenty demokracji, jak właśnie przedterminowe wybory, gry koalicyjne czy nawet polityczne blefowanie.
Jarosław Kaczyński, najważniejszy obecnie polski polityk, ani nie łamie zasad demokracji, ani nawet pewnych niepisanych praw. On po prostu wykorzystuje możliwości demokracji oraz wszystkie mankamenty prawa (łącznie z konstytucją), które obecnie obowiązuje. Dopóki tak jest, dopóty głupie jest mówienie o mniej lub bardziej miękkiej dyktaturze. Bo to, że polityk czy partia dąży w ramach prawa do poszerzenia swej władzy, jest istotą uprawiania polityki, a nie jakąś aberracją.

Pierwszy instrumentdemokracji - blef
Choć ze składanych w ostatnich dniach oficjalnych deklaracji liderów PiS i PO wynika, że koalicja między tymi partiami jest coraz bliższa, to w istocie perspektywa wspólnego rządu coraz bardziej się oddala (podobnie jak wariant z trwałym porozumieniem między PiS a mniejszymi ugrupowaniami, nazwany w sobotę Blokiem Naprawy Państwa). Coraz realniejszy staje się za to scenariusz przyspieszonych wyborów. To, że wzajemna kurtuazja jest raczej tylko kolejnym politycznym blefem, potwierdzają informacje, do których dotarli dziennikarze "Wprost". Już w najbliższych dniach ma dojść do dwóch kolejnych zmian w rządzie, które PO odbierze jako kolejne prowokacje ze strony PiS. Jak ustaliliśmy, zaawansowane są rozmowy z wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego Jackiem Saryuszem-Wolskim z PO, któremu Jarosław Kaczyński zaproponował stanowisko szefa polskiej dyplomacji. Saryusz-Wolski jeszcze nie przyjął propozycji, ale także jej nie odrzucił. Rozmowy w tej sprawie z upoważnienia prezesa PiS prowadzi eurodeputowany Michał Kamiński. Według naszych informacji, odwołany ma zostać także Krzysztof Michałkiewicz, minister pracy i polityki społecznej. Najpoważniejszym kandydatem na to stanowisko jest Adam Cichocki, były wojewoda lubelski, który mimo propisowskich sympatii jest związany ze środowiskiem dawnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego.
Zakulisowym rozmowom towarzyszą działania, które są już de facto początkiem kampanii wyborczej. W głównych wydaniach programów informacyjnych niemal każdego dnia pojawia się premier Kazimierz Marcinkiewicz, reklamując kolejne posunięcia rządu. Równie aktywni jak szef rządu są jego ministrowie. W ubiegłym tygodniu ogłoszony został program budowy autostrad autorstwa ministra transportu Jerzego Polaczka, a szef resortu sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zapowiedział odebranie emerytur i rent byłym pracownikom aparatu represji PRL. A to nie koniec obietnic (de facto wyborczych), jakie członkowie rządu zgłoszą w najbliższych dniach. Jak się dowiedzieliśmy, wkrótce ma zostać przedstawiony program dopłat do kredytów mieszkaniowych. Nic więc dziwnego, że poparcie dla premiera i jego rządu jest rekordowe - Kazimierzowi Marcinkiewiczowi ufa prawie 60 proc. Polaków.

Drugi instrument demokracji - zakulisowe gry
Czy Jarosławowi Kaczyńskiemu uda się po raz kolejny wyprowadzić w pole najpoważniejszych konkurentów? Prezes PiS nie ukrywa, że swego rodzaju politycznym wzorem jest dla niego były węgierski premier Victor Orban, który do perfekcji opanował sposoby skutecznego wykorzystywania zakulisowych metod demokratycznej gry. Kiedy w 1994 r. partia Fidesz z trudem prześlizgnęła się do parlamentu, zdobywając ledwie dwadzieścia mandatów, nikt się nie spodziewał, że jej lider Victor Orban za kilka lat stanie się najpotężniejszym prawicowym politykiem Europy Środkowej. Kierowana przez niego partia dwa razy z rzędu zwyciężyła w wyborach do Zgromadzenia Narodowego. A udało się to dzięki metodom, którymi dziś posługuje się Jarosław Kaczyński. Po przegranych wyborach w 1994 r. Orban zorientował się, że prawicy władzę zapewnić może jedynie zwrot w stronę konserwatyzmu. I właśnie dzięki narodowej retoryce lider Fideszu cztery lata póueniej stanął na czele rządu, do którego wciągnął Partię Drobnych Posiadaczy kierowaną przez Józsefa Torgyana, węgierskiego Leppera. Efekt mariażu był taki, że w 2002 r. populiści nie przekroczyli nawet progu wyborczego, a wielu członków PDP wystartowało z list Fideszu, który oczywiście wygrał wybory. Co więcej, partia Orbana przejęła także elektorat drugiego ze skrajnych ugrupowań, Partii Sprawiedliwości i Życia, wypychając je poza parlamentarną burtę i stając się jedyną prawicową siłą na Węgrzech. Paradoksalnie jednak właśnie z tego powodu doszło do utworzenia lewicowego gabinetu. Koalicję zawiązali bowiem socjaldemokraci i liberałowie, którzy uzyskali odpowiednio drugi i trzeci wynik wyborczy, zdobywając razem większość. Mimo czterech lat opozycyjnej kwarantanny Orban obecnie powraca do gry w wielkim stylu. Namaszczony przez niego Laszló Sólyom został prezydentem, a wyniki sondaży wyrauenie wskazują, że to Fidesz wygra wiosenną batalię parlamentarną.
Kilkumiesięczne tworzenie rządów, szantaże, układanie się z populistami i przedwczesne wybory na dobre wpisały się także w krajobraz austriackiej polityki. Mistrzami parlamentarnych forteli okazali się chadecy z OVP. Kiedy po trzynastu latach rządów ich koalicji z socjaldemokratami Austriacy postanowili w 1999 r. oddać władzę w ręce prawicowych wolnościowców (FPO), kanclerzem został... Wolfgang Schuessel z OVP. Jak to możliwe? Wobec perspektywy przedterminowych wyborów Joerg Heider, lider FPO, przez ponad dwa miesiące nie mógł się zdecydować, czy stanąć na czele niesamodzielnego rządu. W efekcie premierem został przywódca dopiero trzeciej partii w kraju. Kiedy po trzech latach poparcie dla wewnętrznie skonfliktowanych wolnościowców stopniało do 10 proc., wywodzący się z OVP prezydent Thomas Klestil rozpisał nowe wybory. Tym razem wygrali chadecy. Nie uzyskali jednak absolutnej większości i zaczęli szukać koalicyjnego partnera. Po ponad dwóch miesiącach negocjacji najbliższe było porozumienie z Zielonymi. Do stworzenia najbardziej egzotycznego w historii Europy rządu jednak nie doszło, bo OVP w ostatniej chwili wycofała się z tego pomysłu, a prezydent Klestil zaczął poważnie rozważać rozpisanie kolejnych wyborów. Na horyzoncie pojawiło się wtedy FPO. Schuessel wyczuł, że skonfliktowanych i osłabionych kiepskim wynikiem populistów łatwo będzie zdominować. W ten sposób doszło do ponownego stworzenia rządu popieranego przez obie partie.

Trzeci instrument demokracji - przedterminowe wybory
Kiedy sześć miesięcy temu niemiecka SPD przegrała wybory w Nadrenii, tracąc tym samym kontrolę nad parlamentem, Gerhard Schroeder nie wahał się. Lokalni działacze socjaldemokracji nie zdążyli jeszcze otrzeć łez po porażce, a ich lider już ogłosił przedterminowe wybory. A gdy kanclerz postawił w Bundestagu wniosek o wotum zaufania dla własnego rządu, niemieccy publicyści, zamiast podnosić larum, po prostu mu przyklasnęli. Mało tego, lider SPD sam prosił posłów koalicji, żeby wstrzymali się od głosu (w przeciwnym razie wniosek zapewne by przepadł). Schroederowi rację przyznali nie tylko politycy, komentatorzy i wyborcy, ale także trybunał konstytucyjny. Jego sędziowie orzekli, że Bundestag rozwiązano zgodnie z prawem. I choć SPD przegrała wybory, Angela Merkel zmuszona była wziąć polityków tej partii do swego rządu.
Burzliwe były także początki urzędującego obecnie w Holandii premiera Jana Petera Balkenendego. Pierwszy stworzony przez niego gabinet przetrwał zaledwie 87 dni. Do jego upadku doprowadził spór wywołany przez współtworzących go polityków Listy Pima Fortuyna. W przedterminowych wyborach zwyciężyła chadecka partia Balkenendego. Manewr z rozwiązaniem parlamentu okazał się dla niego korzystny, bo nie dość, że utrzymał stanowisko premiera, to jeszcze pozbył się z koalicji kontrowersyjnych przedstawicieli listy.
Przedterminowe wybory to mechanizm regulowania demokracji stosowany nie tylko w Europie. Wykorzystał go m.in. Junichiro Koizumi, premier Japonii. Kiedy w zeszłym roku parlament utrącił jego sztandarowy projekt, prywatyzację poczty, Koizumi zagrał va banque i ogłosił przyspieszone wybory. Opłaciło się. Mimo wewnętrznych sporów partia rządząca wygrała w cuglach. Koizumi mógł dodatkowo stworzyć większościowy rząd.

Czwarty instrument demokracji - ordynacja większościowa
Tak naprawdę demokratyczny instrument, jakim są przyspieszone wybory, można skutecznie wykorzystać tylko w wypadku ordynacji opartej na jednomandatowych okręgach wyborczych. Ma ona trzy fundamentalne zalety: jest sprawiedliwa, skuteczna i pobudza obywatelską aktywność. Taki system funkcjonuje w USA i Wielkiej Brytanii i tam zainteresowanie wyborami jest bardzo duże. Wyborcy nie są rozczarowani, bo wybierani są kompetentni politycy, którzy nie unikają odpowiedzialności, zasłaniając się "potrzebami koalicyjnego kompromisu". Gdyby w Polsce obowiązywała taka ordynacja, pozbylibyśmy się raz na zawsze plagi koalicji zawieranych ze sprzedawcami mandatów za stołki - w rodzaju Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Głosowanie na partie, a nie na ludzi, ma także tę wadę, że często wybiera się osoby zagrażające demokracji. Gdy w połowie lat 80. we Francji Francois Mitterrand na krótko wprowadził system proporcjonalny, by poprawić wynik Partii Socjalistycznej, do parlamentu weszło nacjonalistyczne ugrupowanie Jeana-Marie Le Pena. I odwrotnie, gdyby w Wielkiej Brytanii obowiązywał system proporcjonalny, wybory w 1983 r. przegrałaby Margaret Thatcher i Zjednoczone Królestwo byłoby dziś zupełnie innym krajem.
Przykład włoski dowodzi z kolei, że proporcjonalne wybory mogą być dla państwa prawdziwą plagą, przyczyną niestabilności rządów. Po 1945 r., kiedy we Włoszech obowiązywała proporcjonalna ordynacja, kraj ten miał aż 57 rządów.

Piąty instrument demokracji - dobra konstytucja
"Żeby zmienić w Polsce ordynację na większościową, trzeba znowelizować konstytucję" - powtarzają zwolennicy wyborów proporcjonalnych. To kłamstwo! - Fakt, że jednym z pięciu przymiotników określających wybory do Sejmu w konstytucji jest słowo "proporcjonalne". Czy jednak nasze obecne wybory są matematycznie proporcjonalne? Oczywiście, że nie. Powiem więcej, zrealizowanie postulatu proporcjonalności, czyli stałego stosunku liczby mandatów do liczby oddanych głosów, jest zadaniem praktycznie niewykonalnym. Wybory nigdy nie będą proporcjonalne. Mogą być tylko mniej lub bardziej dysproporcjonalne - uważa Mariusz Wis, prezes Fundacji im. J. Madisona Centrum Rozwoju Demokracji - Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. Politolodzy wymyślili normatyw tej dysproporcjonalności - tzw. indeks Gallaghera, który jest miarą odstępstwa od proporcjonalności. W wypadku matematycznej proporcjonalności wyniósłby zero. Im większa jest wartość tego indeksu, tym wybory są bardziej nieproporcjonalne. Na przykład indeks Gallaghera dla wyników wyborów do naszego Sejmu w 1993 r. wyniósł 15,8,Ę a w wyborach z 1997 r. - 9,8. Ostatnie wybory w systemie jednomandatowym w USA dały indeks 5,43. - Komentarz jest zbyteczny: oto mamy odpowiedue na pytanie konstytucjonalistów, czy wybory w systemie jednomandatowym wypełniają znaczenie przymiotnika "proporcjonalne". Tak, one są bardziej proporcjonalne niż według obecnie obowiązującej ordynacji. Chyba że w słowie "proporcjonalne" ma się kryć coś zupełnie innego, na przykład zakamuflowane hasło "partyjne" - mówi Mariusz Wis.
Prawnicy z Fundacji im. J. Madisona są zdania, że system jednomandatowy można wprowadzić bardzo łatwo. Nie potrzeba zmiany konstytucji, wystarczy tylko przeforsować jedną poprawkę do ustawy o ordynacji. Należy zmienić zapis o liczbie okręgów - 41 zastąpić 460. To jest najprostsza i najszybsza droga. Taka zmiana nawet przy zachowaniu głosowania na listy partyjne wiele zmieni. - Art. 96 konstytucji mówi tylko, że wybory muszą być proporcjonalne, więc taka zmiana nie łamie ustawy zasadniczej. Tym bardziej że w 2001 r., gdy pisano ustawę o ordynacji, zmieniono liczbę okręgów z 52 na 41. Skoro można było zmniejszyć ich liczbę, to dlaczego nie można by jej powiększyć? - pyta Wis.

Szósty instrument demokracji - wyborcy
Dodatkowym i najważniejszym argumentem przemawiającym za wprowadzeniem większościowej ordynacji jest to, że popiera ją większość Polaków. Aż 62 proc. badanych w sondażu przeprowadzonym przez OBOP chciałoby głosować na konkretnych ludzi, a nie na partie. A zatem chciałoby jednomandatowych okręgów (przeciwko nim opowiedziało się jedynie 27 proc. ankietowanych). Tygodnik "Wprost" tuż po ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych, gdy okazało się, że utworzenie większościowej koalicji jest niemożliwe, zaproponował szybkie wprowadzenie w Polsce ordynacji opartej na jednomandatowych okręgach wyborczych. Umieszczony przez nas w Internecie apel w tej sprawie poparło ponad 3 tys. osób. Apel wraz z listą podpisów przekażemy marszałkowi Sejmu Markowi Jurkowi.
Czy posłowie posłuchają wyborców i zmienią ordynację? Wątpliwe. Nie ma bowiem na to zgody nawet partii, której ta zmiana najbardziej by się opłaciła. - PiS jest zwolennikiem systemu mieszanego; tylko część okręgów byłaby jednomandatowa - mówi Adam Lipiński, wiceprezes PiS. Mimo to ewentualne przedterminowe wybory i tak będą de facto wyborami większościowymi, bo tak potraktują je wyborcy. Gry, które prowadził w ostatnich dniach Jarosław Kaczyński, przyniosły pewną niezwykle ważną dla polskiej demokracji korzyść. Pokazały, że głos oddany na małe i populistyczne partie w rodzaju PSL, LPR i Samoobrony to głos zmarnowany. Dla posłów tych ugrupowań ważniejszy okazał się lęk przed utratą mandatów niż zobowiązania złożone wyborcom. Większość sondaży jasno wskazuje, że mandaty podzieliłyby między siebie przede wszystkim dwie największe partie. Przedterminowe wybory będą więc w istocie wyborem partii i jej lidera (swego rodzaju szeryfa), któremu uda się wreszcie zbudować IV Rzeczpospolitą - bez zgniłych kompromisów i koalicyjnych przepychanek. Najważniejsze decyzje podejmie Jarosław Kaczyński. Może wybrać skrócenie kadencji parlamentu i przy zmianie ordynacji ustanowić trwały system dwupartyjny. Może też rządzić przez wywoływanie i zażegnywanie kolejnych kryzysów, co wcale nie musi oznaczać kryzysu państwa.

Współpraca: Anita Blinkiewicz

Większościowe kontra proporcjonalne
LECH WAŁĘSA
były prezydent RP

Jestem za, ale i przeciw. Gdyby wprowadzić wybory większościowe bez zmiany innych przepisów, większość posłów w Sejmie byłaby niezrzeszona. Przed wyborami każdy po prostu wystąpiłby z partii i startował jako wolny strzelec. Sukces gwarantuje przecież nazwisko, a nie partyjna przynależność. W Sejmie byłby przez to jeszcze większy bałagan niż obecnie, bo każdy poczułby się jak panisko i ciągnął w swoją stronę. Takie rozwiązanie, owszem, miałoby sens, ale tylko wtedy, gdyby równocześnie wprowadzić przepis, że w wyborach startować mogą jedynie kandydaci zrzeszeni. A ci, którzy wystąpiliby już w Sejmie ze swojego klubu, musieliby na przykład zrzec się połowy swoich uposażeń.

JÓZEF OLEKSY
były premier RP

System jednomandatowy z pewnością zmieniłby układ sił na naszej scenie politycznej. Przy obecnej ordynacji po każdych wyborach mamy ten sam scenariusz - zawiązywanie koalicji i niekończące się spory. Taka zmiana zapewne zmobilizowałaby polityków do porozumiewania się przed wyborami, a nie po, dzięki czemu łatwiej byłoby uzyskać stabilną większość dla rządu. Zwolennicy takiego systemu bardzo często przywołują przykład demokracji takich jak brytyjska. Zapominają jednak, że tam parlamentaryzm ma o wiele dłuższą tradycję niż w Polsce, a jego dobre funkcjonowanie jest zasługą nie tylko ordynacji, ale całego kompleksu rozwiązań. W związku z tym na jednomandatowe okręgi u nas jest jeszcze za wcześnie. Z pewnością jednak jest to kierunek, w którym powinniśmy zmierzać.

BOGDAN BORUSEWICZ
marszałek Senatu RP

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem takiego rozwiązania. Jedyną jego zaletą są mniejsze okręgi, przez co wybory są bardziej lokalne. Jednocześnie jednak legitymacja społeczna posłów jest wtedy mniejsza. Poza tym to prowadziłoby do jeszcze większych kłótni niż obecnie, bo łatwiej się przecież porozumieć klubom parlamentarnym niż pojedynczym osobom. Dlatego musimy dążyć do pogłębiania systemu partyjnego. Trzeba też pamiętać, że przy jednomandatowych wyborach kampanie są bardziej brutalne, bo uwaga opinii koncentruje się na poszczególnych kandydatach, a nie ugrupowaniach. Doskonale widać to na przykładzie wyborów prezydenckich.

Fot. Z. Furman


Siewcy strachu
"Nasze życie publiczne zjeżdża po równi pochyłej - do poziomu Andrzeja Leppera. Tym razem jednak drogę upadku wskazuje Jarosław Kaczyński, prorok odnowy moralnej i oczyszczenia państwa".
Piotr Stasiński
"Gazeta Wyborcza", 16 stycznia 2006 r.

"Taka gra, zupełnie niezrozumiała dla opinii publicznej, może sporo kosztować, bo jest ostateczną kompromitacją rządzenia w wykonaniu partii, która wygrała wybory. To jest jazda nad przepaścią, polityczny hazard, jakiego jeszcze nie oglądaliśmy. Hazard, którego cel wydaje się dziś jeden - zdobycie pełni władzy w państwie".
Janina Paradowska
"Polityka", 21 stycznia 2006 r.

"W polityce wszystko da się uzasadnić dobrem państwa, skomplikowaną sytuacją polityczną, złośliwością politycznych konkurentów. Nikt oczywiście nie wspomni, że motorem takiego działania może być zwykła żądza władzy. Być może politycy PiS nawet w argumentację liderów uwierzą. Na początku po utracie cnoty będzie im trochę wstyd, a później się przyzwyczają".
Paweł Wroński
"Gazeta Wyborcza", 14-15 stycznia 2006 r.

"Chodzi o powtórzenie formuły Władysława Gomułki: Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy, oczywiście przy użyciu metod i środków demokratycznych. Nie oddać jej może tylko wielka formacja centrowo-ludowo-konserwatywna".
Jarosław Kurski
"Gazeta Wyborcza", 13 stycznia 2006 r.

"[PiS] nie jest w stanie podzielić się władzą, nie jest w stanie porozumieć się z jakimkolwiek zewnętrznym obiektem. A polityka służy do pokazywania, czyje jest na wierzchu. Wybory tego nie zmienią. Będzie nawet gorzej, bo ostra kampania do reszty wybije chęć do rozmów i do koalicji".
Ewa Milewicz
"Gazeta Wyborcza", 19 stycznia 2006 r.

"Wiele z zapowiadanych przez PiS w kampanii wyborczej działań jest niezbędnych. Nie da się jednak ich przeprowadzić ani skłócając potencjalnych sojuszników, ani przyciągając łobuzów i karierowiczów. Po wyborach wcale nie będzie łatwiej".
Krzysztof Gottesman
"Rzeczpospolita", 19 stycznia 2006 r.

"Jarosław Kaczyński] po drodze gubi te wartości. Polska moralna, Polska czysta, Polska praworządna, aż głupio to przypominać wszystko. Ale gdzieś po drodze to wszystko się jakoś dezawuuje, dewaluuje i już nawet nie jest to Paragwaj ani Urugwaj, tylko Purugwaj, czyli jakiś byt trzecioświatowy. Niestety, ale przykro powiedzieć, że te hasła - aksjologie, wartości - jakoś się tak przemielają w tej grze parlamentarnej".
Wiesław Władyka
Tok FM, 16 stycznia 2006 r.

"Dopuścić zdeklarowanego wroga demokracji do udziału we władzy mogą tylko ślepcy, kompletnie zagubieni w poszukiwaniu sposobów na przetrwanie. Bo Samoobrona w rządzie oznacza jeszcze większy chaos i ustawiczne zagrożenie praw demokracji".
Marek Beylin
"Gazeta Wyborcza", 16 stycznia 2006 r.

"Jak tu można w cokolwiek wierzyć? Przecież jedni drugich bez przerwy zwodzą, mamią, oszukują, kiwają, usiłują wystrychnąć na dudka; uprawiają politykę. Bo to się teraz rozumie przez uprawianie polityki. A to będzie miało dalszy szkodliwy wpływ na autorytet polityków w społeczeństwie".
Daniel Passent
Tok FM, 18 stycznia 2006 r.

Więcej możesz przeczytać w 4/2006 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Spis treści tygodnika Wprost nr 4/2006 (1207)

  • Polacy pod polską okupacją29 sty 2006Czy politycy pozwolą Polakom wreszcie się wyzwolić spod polskiej okupacji?3
  • Skaner29 sty 2006SKANER - POLSKA KADRY Premier Kluska? Biznesmen Roman Kluska może zastąpić Kazimierza Marcinkiewicza na stanowisku premiera - dowiedział się "Wprost". Zmiana ma nastąpić, jeśli PiS zdoła stworzyć koalicję dającą większość w parlamencie....8
  • Dossier29 sty 2006JAROSŁAW KACZYŃSKI prezes PiS "Nie jestem prezydentem, mimo że może jestem podobny" na konferencji prasowej DONALD TUSK przewodniczący PO "Aniołem nie jestem oczywiście" Program III PR KRZYSZTOF CUGOWSKI senator PiS, wokalista...9
  • Sawka29 sty 200610
  • Playback29 sty 200614
  • Poczta29 sty 2006Listy od czytelników14
  • Ryba po polsku - Kwaśniewski na białym słoniu29 sty 2006Ach, gdzież te niegdysiejsze śmietniki, wokół których mogłaby się jednoczyć lewica15
  • Z życia koalicji29 sty 2006A JEDNAK BĘDĄ WYBORY. Do takich wniosków doszliśmy, oglądając Jarosława Kaczyńskiego. Nie, nie słuchając, wystarczyły oględziny. Otóż Jarosławowi Kaczyńskiemu po wyborach zawsze konfiskują grzebień. Rusza kampania wyborcza - proszę...16
  • Z życia opozycji29 sty 2006ANDRZEJ LEPPER, MAJĄC DO WYBORUJarosława Kaczyńskiego i chińskich komunistów, wybrał komunistów. Nie wiadomo, czy młodzi działacze i całe Chiny zdają sobie sprawęz zaszczytu, jaki ich spotkał - w końcu wygraćz Kaczyńskim to nie w kij...17
  • Najważniejszy front29 sty 2006Można się podpierać Lepperem i Giertychem, ale gospodarkę trzeba powierzyć fachowcom18
  • Fotoplastykon29 sty 2006Henryk Sawka (www.przyssawka.pl)19
  • Wybory szeryfa29 sty 2006Cyniczna gra", "obłuda", "prywata", "nieliczenie się z wyborcami" - to podobno dzieje się w polskim parlamencie i generalnie w polskiej polityce. Całe zło polskiej polityki polega chyba na tym, że toczy się ona w parlamencie i na politycznych...20
  • Rządowi zadymiarze29 sty 2006W sejmowym stawie nie brakuje karpi gotowych do głosowania za przyspieszeniem świąt Bożego Narodzenia28
  • Religia obywatelska29 sty 2006Głos katolików, nawet bardzo mało postępowych, nie jest sprzeczny z wolnościowym i nowoczesnym ładem30
  • Naiwni Polacy29 sty 2006Niemcy nie zmieniają polityki wobec Polski, tylko łudzą nas symbolami34
  • Giełda29 sty 2006HossaŚwiat Wysokoprocentowa BrazyliaJuż ponad połowa sprzedawanych w Brazylii nowych samochodów to pojazdy zasilane alternatywnymi źródłami energii. Tradycyjne auta na benzynę mają dziś tylko 47 proc. rynku, podczas gdy 53 proc....38
  • Mister Dollar29 sty 2006Rozmowa z Alanem Greenspanem, szefem Fed, banku centralnego Stanów Zjednoczonych40
  • Czas (ro)związków29 sty 2006Związki zawodowe powiększają bezrobocie44
  • Ostatni wytrysk Gazpromu?29 sty 2006Rosyjski straszak gazowy się zaciął46
  • Fabryki pieniędzy29 sty 2006Ranking funduszy inwestycyjnych48
  • Pokerowy brydż29 sty 2006Koncentracji banków sprzyja nie tylko Kongres USA, ale też Komisja Europejska54
  • Bunt Kalego29 sty 2006Nawet Blair czy Schroeder są dziś przekonani, że chleb jest tylko w kapitalistycznej piekarni56
  • Supersam29 sty 200658
  • O octavię wyżej29 sty 2006Duch sportowy rośnie w siłę, a producenci dostatniej wyposażają swoje nowe modele. Skoda właśnie wypuściła najszybszą i najmocniejszą octavię RS. I w tym wyścigu wcale nie gubi dystansu do czołówki. Nowa octavia z silnikiem 2.0 FSI z bezpośrednim...58
  • Domowa siłownia29 sty 2006Fitness club można dziś trzymać w... szafie. Ważąca mniej niż pół kilograma przenośna siłownia firmy Gymstick pozwala na trenowanie w dowolnym miejscu (np. w parku), a wszystko dzięki prętowi o długości 130 cm, wykonanemu z włókna szklanego. Do...58
  • Wizerunek toastu29 sty 2006Tradycyjny smak wynikający ze sprawdzonych receptur i zaufanie do jakości - te cechy konsumenci wódki uznali w ogólnopolskim badaniu za najważniejsze. Jednocześnie dla Polaków coraz ważniejszy jest wizerunek kojarzony z trunkiem. Dlatego Soplica,...58
  • Nie czas na ekstrawagancje29 sty 2006Klasyczne, nienachalne wzornictwo przeważa w tegorocznych projektach biżuterii. Dominują szlachetna stal, matowe faktury, łagodnie wyprofilowane detale, a jedyną ekstrawagancją jest metaliczny połysk. Takimi cechami odznaczają się damskie zegarki...58
  • Druga francuska choroba29 sty 2006Europejczycy nie pragną utrzymać Europy - to jest zasadnicza przyczyna imigracyjnego naporu60
  • Krezusi z krainy chłodu29 sty 2006Nowi Ruscy już nie mieszają wódki z winami kosztującymi powyżej 1000 euro za butelkę64
  • Igrzyska ze zdrapki29 sty 2006Ceremonię wręczenia Oscarów przesunięto z powodu zimowej olimpiady66
  • Fałszerze zagłady29 sty 2006Wciąż pojawiają się ludzie, którzy powtarzają straszne kłamstwa oświęcimskie68
  • Know-how29 sty 2006Lek na talerzu Warzywa przyprawione curry mogą dać początek nowemu lekowi na raka prostaty. Uczeni odkryli, że kurkumina, nadająca charakterystyczny kolor curry i musztardzie, hamuje wzrost komórek nowotworowych. Najskuteczniej działa w...70
  • Zaćmienie rozumu29 sty 2006Zabobony dawno nie były tak rozpowszechnione jak dziś72
  • Żona na zdrowie29 sty 2006Rodzina może mieć silniejszy wpływ na nasze zdrowie niż geny76
  • Kodeks kata29 sty 2006Carcer był prawdopodobnie jedynym więzieniem w Wiecznym Mieście78
  • Bez granic29 sty 2006Frak lewicy Nowa moda w dyplomacji. Evo Morales, niedawno wybrany prezydent Boliwii, podczas oficjalnych spotkań zamiast w garniturze występuje w swetrze z wełny lamy. Morales, Indianin z plemienia Ajmara, poprzedza objęcie prezydentury...82
  • Chińska Republika Globalna29 sty 2006Pekin może dziś kupić za granicą firmy za 700 miliardów dolarów chińskich rezerw84
  • Europa prowincjonalna29 sty 2006Grupa wyszehradzka jest jak romantyczne małżeństwo z rozsądku88
  • Klub przyjaciół dyktatorów29 sty 2006Jedynie ci dyktatorzy, którzy występują przeciw światowym mocarstwom, kończą na ławach sądowych90
  • Menu29 sty 2006KRÓTKO PO WOLSKU Fulla Babula Wszystkie media odnotowały wejście na rynek Fulli - laleczki będącej muzułmańską odpowiedzią na agresję smukłej, wyzwolonej, libertyńskiej Barbie. Podobno zakwefiona od stóp do głów Fulla,...94
  • Teatr w operze29 sty 2006Po co nam w Polsce ponad 20 stałych scen operowych i muzycznych96
  • Salman Szekspir29 sty 2006Najnowsza powieść Rushdiego mówi więcej o konflikcie cywilizacji i terroryzmie niż najtęższa publicystyka98
  • Romans po polsku29 sty 2006Nadeszły takie czasy, że bardzo byśmy chcieli, by nam się coś udało - także w miłości100
  • Reklama watykańska29 sty 2006Pod pióro ciśnie się epopeja, gdy chcemy opisać, czego Watykan nauczył się na udrach z filmem104
  • Ueorgan Ludu29 sty 2006Jesteśmy niezawodnym ogniwem UE, ale bigosu nie oddamy TRYBUNA PRZYMIERZA MIĘDZY DAWNYMI A MŁODYMI Nr 3 (169) Rok wyd. 5 WARSZAWA, poniedziałek 23 stycznia 2006 r. Cena + VAT + ZUS + akcyza Cały naród zbiera na beret dla premiera PREMIER...105
  • Seksualna ruina29 sty 2006Częściej od śląskich rur pęka już tylko strategia aktualnie rządzącej partii106