Ziobro: śledztwo dotyczyło służb, nie mediów

Ziobro: śledztwo dotyczyło służb, nie mediów

Śledztwo z 2001 r. dotyczyło nie mediów, ale służb specjalnych, które chciały wtedy przez media dyskredytować wysokich urzędników państwa - tak minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro komentuje publikację "Newsweeka".
Najnowszy "Newsweek" opisał akta śledztwa sprzed pięciu lat, wszczętego na polecenie ówczesnego prokuratora krajowego Zbigniewa Wassermanna i ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego. Według tygodnika, "kazali oni tropić dziennikarzy +Rzeczpospolitej+" Annę Marszałek i Bertolda Kittela.

Podstawą śledztwa była notatka Elżbiety Kruk (wówczas szefowej gabinetu politycznego ministra L. Kaczyńskiego, dziś szefowej KRRiT), że ma informacje, iż Marszałek i Kittel otrzymali zlecenie wyeliminowania z życia politycznego Marka Kempskiego (wojewody śląskiego), Jerzego Widzyka (ministra transportu) i Lecha Kaczyńskiego. Sprawę badała specjalnie powołana grupa prokuratorów. "Newsweek" przypomina, że śledztwo umorzono w  sierpniu 2001 r., gdy ówczesny premier Jerzy Buzek odwołał ministra Kaczyńskiego.

Według "Newsweeka", lektura akt śledztwa ukazuje "ogrom zaangażowanych sił i drobiazgowość śledztwa, a równocześnie budzi zażenowanie, bo kilkadziesiąt teczek z 4 tys. ponumerowanych stron nie zawiera niczego, co mogłoby obciążać dziennikarzy".

Sprawę tych działań ujawnił w lipcu 2001 r. - już po odwołaniu L. Kaczyńskiego jego następca Stanisław Iwanicki, który nazwał je  "karygodnymi akcjami".

Ziobro zapewnił, że to nie działalność dziennikarzy, ale służb specjalnych, przekazujących mediom "wybiórcze albo nieprawdziwe informacje", była celem działań prokuratorów. "Żadne praworządne państwo nie może godzić się na to, że funkcjonariusze służb specjalnych inspirują materiały prasowe (...) i  w konsekwencji wpływają na bieg spraw w państwie" - dodał Ziobro.

Koordynator służb specjalnych Zbigniew Wassermann dodał, że w  kontekście tej sprawy trzeba patrzeć na zapowiadaną likwidację Wojskowych Służb Informacyjnych. "To jest kapitalny przykład, co  może wynikać z braku kontroli służb specjalnych" - dodał, mówiąc o  sprawie z 2001 r.

Zdaniem Wassermanna, w śledztwie z 2001 r. zarysowały się takie wątki, które sensownym czynią dalsze jego prowadzenie. "Materiał dowodowy wzbogacał tezę postawioną w postanowieniu o wszczęciu śledztwa, że możemy mieć do czynienia z przestępstwem" - zaznaczył.

Ziobro poinformował, że w śledztwie zebrano materiały, które potwierdziły, iż funkcjonariusze służb specjalnych niejednokrotnie przekazywali dziennikarzom rozmaite materiały będące w dyspozycji służb. Poszczególni świadkowie zeznali też, że dysponowali wiedzą o prowadzonych działaniach mających zdyskredytować Kempskiego, Widzyka i L. Kaczyńskiego. "Ten materiał procesowy, który został przeprowadzony potwierdza, że śledztwo miało swoje podstawy" -  ocenił Ziobro.

Przytoczył też informacje "Rzeczpospolitej" z ostatnich tygodni, jakoby chciał odwołać krakowskiego prokuratora Marka Wełnę, prowadzącego śledztwo w sprawie mafii paliwowej, czy też szukał na  niego "haków". "To nigdy nie miało miejsca, wielokrotnie o tym mówiłem, wiec zakładam że dziennikarze musieli od kogoś dostać fałszywe informacje. Było to robione celowo, żeby stworzyć atmosferę napięcia (...) Efekt w postaci publikacji czynił napięcie w rozmowach z prokuraturami, którzy mieli poczucie zagrożenia i niepewności" - wyjaśnił minister.

pap, ss, ab

 0

Czytaj także