Kochankowie zza biurka

Kochankowie zza biurka

W pracy zaczyna się 60 procent związków damsko-męskich. Coraz więcej czasu spędzamy w pracy i coraz częściej przenosimy do niej nasze życie prywatne. Nie ma dziś biura bez nadgodzin i nie ma biura bez romansu. Nie w barze, nie na plaży, ale właśnie w miejscu pracy najczęściej znajdujemy przyszłego męża, żonę czy choćby kochanka na jedną noc.
 
- Gdy Michał przyszedł do firmy, oboje byliśmy z kimś związani. Nie myśleliśmy o sobie w kategoriach damsko- -męskich, tym bardziej że był moim dyrektorem, a ja szefową działu. Uważałam, że taki romans byłby w złym stylu - mówi Katarzyna Sagatowska z warszawskiej agencji reklamowej. Mieszkali blisko siebie, więc podwoził ją rano do firmy. Coraz częściej dzwonili do siebie po południu. Po kilku miesiącach wspólnej pracy stało się jasne, że są w sobie zakochani. Ich poprzednie związki się rozpadły. - Wiedziałem, że z romansów w pracy na ogół nic dobrego nie wynika. Tym razem byłem jednak pewien, że warto zaryzykować. Po dwóch miesiącach bycia razem oświadczyłem się - wspomina Michał Sagatowski.
Swój związek postanowili utrzymywać w tajemnicy, głównie z obawy, że jego ujawnienie popsuje atmosferę w pracy. Podczas delegacji brali osobne pokoje, woleli wysyłać SMS-y, niż rozmawiać w towarzystwie innych. On nie dawał jej podwyżki, choć na nią zasługiwała. - Udawałam nawet, że go nie lubię - śmieje się Katarzyna. Gdy wręczali zaproszenia na ślub, pracownicy uznali to za żart.
Socjologowie twierdzą, że w pracy zaczyna się aż 60 proc. związków damsko-męskich. Magazyn "Psychology Today" napisał wręcz o "eksplozji miłości w miejscach pracy". Z danych amerykańskiego pisma "Money", które przeprowadziło badania wśród 485 przedsiębiorców, wynika, że około 20 proc. z nich ma za sobą biurowy flirt. Obserwacje potwierdzili dziennikarze "Fortune": co czwarty z 500 prezesów największych firm twierdząco odpowiedział na pytanie o romans.

Miłość na stres
Romansów w pracy jest coraz więcej, ponieważ spędzamy w niej coraz więcej czasu. Dotyczy to szczególnie osób zatrudnionych w nowych branżach: reklamie, portalach internetowych, mediach, które pracują po dwanaście godzin na dobę przez sześć dni w tygodniu.
Jedną z teorii wyjaśniających, dlaczego w miejscach pracy tak łatwo wybuchają uczucia, psychologowie nazwali teorią przesunięcia pobudzenia. W miejscu, gdzie kumulują się emocje (nerwy, stres, intensywny wysiłek umysłowy lub fizyczny), dochodzi do sytuacji, w której spotykana na co dzień osoba staje się obiektem pożądania seksualnego. To doświadczenie zaś mylone jest z zaangażowaniem uczuciowym. Według Davida Eylera, amerykańskiego guru zarządzania i autora książki "More Than Friends" ("Więcej niż przyjaciele"), praca jest jedną z najbardziej pobudzających erotycznie form aktywności. "Wspólna praca, dążenie do celu i emocje z nim związane sprawiają, że ludzie zaczynają patrzeć na siebie inaczej" - pisze Eyler i dodaje, iż odsetek osób, które nigdy nie pomyślały o koledze lub koleżance z firmy jako o obiekcie seksualnym, jest znikomy.
- To specyfika owocu zakazanego - mówi prof. Zbigniew Lew-Starowicz. - Niektórych podnieca sytuacja zagrożenia, to, że zostaną zdemaskowani. Mąż mojej pacjentki uprawia seks z koleżankami z pracy w damskiej toalecie.

"Nie czekałem długo, bo gdy w grę wchodzi przyjemność, wszystko inne idzie szybko. Pijany szczęściem i miłością padłem jej w ramiona i przez całe siedem godzin dawałem jej najrealniejsze dowody mojego zapału i uczucia".

Miłość od pierwszego wejrzenia nie jest najczęstszym powodem romansów w biurze. Ludzie widzą się codziennie, pracują z sobą, a dzięki temu szybko poznają swoje zalety. - Romans w pracy łatwo zacząć. Nie trzeba się zbytnio starać, nie trzeba zdobywać numeru telefonu i specjalnie się umawiać. Ta druga osoba jest przecież codziennie łatwo dostępna - mówi Zofia Milska-Wrzosińska, psycholog.
Marlena Chojecka i Przemysław Bek przez dwa lata pracowali w jednym departamencie w dużej firmie telekomunikacyjnej. - I nic się między nami nie działo - zapewnia Marlena. Po dwóch latach to się zmieniło - zaczęli częściej z sobą rozmawiać, zwierzać się z problemów sercowych. Wspólnie robili sobie przerwę na papierosa, razem chodzili na imprezy firmowe i obiady. - Uważano nas za parę, chociaż wówczas nią nie byliśmy. Wszyscy o nas plotkowali i bardzo nas to śmieszyło - mówi Przemysław. Po kilku miesiącach stwierdzili jednak, że obiegowa opinia na ich temat zaczyna się zgadzać z rzeczywistością. - Przyszłam do pracy i powiedziałam, że jesteśmy razem. Chciałam uciąć plotki. Moje wyznanie nikogo nie zdziwiło - mówi Marlena, która niedawno została żoną Przemysława.

Stróże moralności
Plotki i spadek wydajności pracy należą do najczęstszych powodów, dla których pracodawcy mają niechętny stosunek do biurowych romansów. - Sam jestem im przeciwny. Nie chodzi nawet o parę, ale o całą resztę, która ciągle plotkuje. Im bardziej ukrywany związek, tym atmosfera w pracy jest gorętsza - mówi Michał Sagatowski. Marek Borzestowski, szef Wirtualnej Polski, uważa, że w firmie nie powinno się flirtować, tylko skupiać na tym, co jest do zrobienia: - Hormony trzeba trzymać na wodzy, a czas na romanse wygospodarować w godzinach wolnych od pracy.
Czy jednak romanse można wyeliminować? - Nie sądzę - mówi Katarzyna Korpolewska, psycholog społeczny. - Gdy jednak takie związki zyskują przyzwolenie pracodawcy, po pewnym czasie cała firma zaczyna romansować. A wtedy układy prywatne stają się ważniejsze niż zawodowe. Pracodawca powinien wyraźnie pokazać, że osobiste uczucia należy pozostawić przed drzwiami biura. Tak sympatie, jak i antypatie.
Niektóre firmy, na przykład Arthur Andersen, formalnie zakazują nawiązywania relacji damsko-męskich. To próba wyeliminowania sytuacji, w której w romans wikła się szef z podwładnym, co na ogół powoduje niezdrowe emocje i podejrzenia o faworyzowanie danej osoby. Historia pracownicy i jednocześnie kochanki szefa ogólnopolskiej firmy transportowej, o której większość naszych rozmówców (proszących o anonimowość) wolałaby zapomnieć, jest tego najlepszym przykładem. Kobieta najpierw zaczęła irytować kolegów tym, że obijała się w pracy, potem dość mocno dała się we znaki samemu partnerowi, próbując go szantażować. Straciła pracę.
Na pytanie, czy szef może rzetelnie ocenić podwład-ną, z którą ma romans, aż 70 proc. ankietowanych przez miesięcznik "Elle" odpowiedziało "nie", a prawie połowa uznała, że związek z przełożonym często wykorzystywany jest do osiągnięcia zawodowego sukcesu. - Potencjalnym zagrożeniem dla firmy jest też trudność w zachowaniu tajemnicy służbowej. Osoby bardzo bliskie sobie prywatnie nie mają przed sobą żadnych tajemnic - mówi Neil Selby, dyrektor agencji reklamowej D’Arcy. Jakiś czas temu dwoje jego pracowników związało się z sobą. Długo w trójkę dyskutowali o tym, jak mają wyglądać ich relacje zawodowe. - Dzięki takiemu postawieniu sprawy osoby te są dziś szczęśliwymi małżonkami, spodziewają się dziecka, a firma cieszy się razem z nimi - dodaje Neil Selby.
Gorzej, gdy ktoś zakocha się w pracowniku konkurencyjnej firmy. Zdarzyło się to pewnemu kierownikowi z ogólnopolskiego przedsiębiorstwa. Na wyjazdowej konferencji poznał panią, z którą spędził wspaniały wieczór. Po powrocie do pracy zastał swoje rzeczy spakowane do kartonowego pudła.
Szefowie wielu firm sami, być może nieświadomie, stwarzają pracownikom okazje do romansowania. Czym bowiem są comiesięczne imprezy integracyjne, pikniki czy wyjazdy motywacyjne?
- Próbujemy osłodzić ludziom stres związany z pracą. Aby wytrzymać takie napięcie, konieczna jest jak najlepsza atmosfera. Nie chcemy niczego sztucznie zabraniać. Nie jesteśmy stróżami moralności - mówi Arkadiusz Kamionka z działu human resources w firmie konsultingowej KPMG. Jego zdaniem, miłości rodzą się najczęściej na wspólnych kilkutygodniowych delegacjach. Po pracy cała grupa idzie razem na piwo, potem wraca wspólnie do hotelu. - Średnia wieku w naszej firmie nie przekracza trzydziestki. Byłoby dziwne, gdyby takich romansów nie było - dodaje Kamionka.

Delegacja do raju
Katarzyna i Cezary Zielińscy poznali się na szkoleniu zorganizowanym przez ich firmę. On był z Warszawy, ona z Katowic. Dopiero po trzecich warsztatach postanowili być razem. Dziennie wysyłali do siebie nawet po trzysta e-maili. - Nikt nie miał nic przeciwko naszemu związkowi. Przeciwnie, szef mnie nawet dopingował. Gdy postanowiłem się oświadczyć na imprezie firmowej, kupił dla wszystkich szampana - mówi Cezary. - Cała firma żyła naszym romansem, nawet ci, którzy nas wcześniej nie znali. Historię tych zaręczyn jako plotkę opowiadano nawet mnie - śmieje się Katarzyna, która od niedawna pracuje w oddziale warszawskim.

"Wieczorem o ustalonej godzinie udałem się na schadzkę i postępując zgodnie z danymi mi instrukcjami, wszedłem do salonu, gdziem zastał moją nową miłość przybraną z niezwykłą elegancją i gustem".

Wyjazdy służbowe zapewniają mającym się ku sobie pracownikom pełną swobodę. Daleko od domu zapomina się o żonie, mężu, można się poddać nastrojowi chwili i poczuć wolnym. Wieczorne bankiety sprzyjają rozluźnieniu norm.
Hotel Gołębiewski w Mikołajkach jest jednym z większych w kraju centrów kongresowych. Niemal bez przerwy odbywają się tu szkolenia, zjazdy i konferencje. Wielu uczestników w ciągu dnia nawiązuje znajomość, wieczorem wypijają razem drinka, tańczą i dobrze się bawią. Potem postanawiają, że zamiast dwóch jednoosobowych pokoi wystarczy im jeden. - Na konferencji znajomość nawiązuje się błyskawicznie. Na jej skonsumowanie jest przecież tylko jedna, najwięcej dwie noce - zwierza się 27-latek, zapytany o wrażenia z wyjazdu szkoleniowego. - To typowe. Wieczorami na bankietach goście nastawieni są na kontakt. Wnikliwy obserwator błyskawicznie rozpoznaje, o co im naprawdę chodzi - mówi pracownik hotelu. - W firmach, w których istnieje przyzwolenie na flirt, romansowanie podczas wyjazdów to rytuał - mówi Katarzyna Korpolewska.
Naukowcy z Uniwersytetu Dakoty Północnej po przeprowadzeniu wnikliwych badań w kilkudziesięciu przedsiębiorstwach stwierdzili, że romans biurowy działa stymulująco zarówno na mężczyzn, jak i kobiety nie mających stałego partnera. Wolni strzelcy, zakochani i pracujący razem, są wydajniejsi, rzadziej się rozpraszają (sic!), szybciej rozwiązują problemy i łatwiej porozumiewają się ze współpracownikami. Kłopoty zaczynają się wtedy, gdy romans oznacza zdradę małżeńską. Jest to sytuacja frustrująca. - Ukrywanie znajomości, kłótnie między kochankami, źle rozumiane intencje drugiej strony to bomba emocjonalna, której wybuch niewielu ludzi potrafi znieść. Dlatego romans biurowy może być niezwykle groźny i stresujący - podkreśla prof. Lutz von Rosenstiel, niemiecki socjolog. Ze statystyk wynika, że mężczyźni po raz pierwszy mają ochotę na flirt w pracy sześć lat po ślubie. Kobiety szukają partnera w firmie już po pięciu latach od zamążpójścia.

Jak to się robi w pracy
Romansujące pary na ogół chcą ukryć uczucia nie tylko przed szefostwem, ale także przed kolegami. Niewielu się to udaje - o ile język można trzymać na wodzy, o tyle język ciała kontrolują wyłącznie najtwardsi. Powłóczyste spojrzenia, strzepywanie partnerowi pyłków z marynarki, wydawałoby się, że niezauważalne dla postronnych dotyki na korytarzu, uśmiechy i dziesiątki innych drobnych gestów zdradzają flirtujących. - Chciałam robić na nim wrażenie - mówi Magdalena Kozińska, wówczas dziennikarka PAP. - Gdy po raz pierwszy miał sprawdzić moją depeszę, w głowie miałam tylko jeden problem: jak się ubrać. Przed lustrem spędziłam kilka godzin i w końcu spóźniłam się na wydarzenie, które miałam opisywać. Usłyszałam, że w agencji nigdy jeszcze nie powstała tak zła depesza, i mało nie wyrzucono mnie z pracy.

"Nie mogąc już panować nad sobą, postanowiłem napisać liścik, ani chwili nie zastanawiając się, jak go jej prześlę; wystarczyło bowiem, aby spadł z balkonu".

Nie da się powstrzymać chęci przebywania z ukochanym tylko dlatego, że "ktoś może coś powiedzieć" - mówią psychologowie. Nawet gdy tym kimś jest żona, która pracuje w tym samym miejscu. - Siedzieliśmy obok siebie. Szybko zaczęło między nami iskrzyć. Spotykaliśmy się popołudniami, ale w pracy tylko wysyłaliśmy do siebie e-maile. To było jedyne rozwiązanie, bo jego żona pracowała w tej samej firmie - opowiada Julia. Nie chce ujawniać swojego nazwiska, bo za całą historię i tak słono zapłaciła. Gorący mailowy kontakt trwał kilka miesięcy. W końcu całą korespondencję ktoś życzliwy wysłał żonie. W firmie wybuchła straszliwa awantura - jedni byli po stronie żony, inni po stronie męża. Nikt nie trzymał z Julią. Po pewnym czasie sytuacja stała się dla niej nie do wytrzymania. Postanowiła zmienić pracę.
Wewnętrzna poczta to wyjątkowo wdzięczne narzędzie do romansowania. - Niby przez przypadek wysyłam służbowego maila do dziewczyny, która pracuje na drugim końcu kraju. Na ogół mam tam kolegów, którzy informują mnie, jak ona wygląda i czy jest chętna. Gdy dziewczyna tłumaczy, że to pomyłka, zaczynam z nią mailowo flirtować. Po kilku tygodniach wyjeżdżamy razem na szkolenie, na którym dochodzi do finalizacji znajomości - opowiada Grzegorz (żonaty, dwoje dzieci, dlatego nie chce ujawniać swojego nazwiska), pracownik firmy mającej oddziały we wszystkich większych miastach Polski. Na kursy jeździ przynajmniej raz w miesiącu.
Biurowe romanse zwykle rozwijają się w palarniach oraz barkach. Właśnie tam bez narażania się na docinki wścibskich kolegów można do woli flirtować, umówić się na wieczór, zaplanować wspólny "wyjazd na delegację". Często tylko w tych miejscach wygłodniali kochankowie mogą się dotknąć, pocałować, choć na chwilę zostać sam na sam. - Nie mogliśmy się całować w redakcji, więc często jeździliśmy windą - wspomina Magdalena Kozińska. Podobnie robi większość biurowych kochanków.
- Romans w pracy łatwo nawiązać, bardzo trudno go jednak zakończyć. Po pewnym czasie zaczyna przypominać małżeństwo - mówi Zofia Milska-Wrzosińska. Kochankowie obserwują się w różnych sytuacjach, także wtedy, gdy nie są w najlepszej formie, gdy są zapracowani i nie mają ochoty na amory. - Taki związek może trwać latami, częściowo dzięki sile inercji - dodaje. Przecież zawsze trafi się okazja, by bez wysiłku wszystko zacząć od nowa - myślą kochankowie.
Czasem łatwiej jest zmienić pracę, żeby zapomnieć o kochanku. A czasem, zmieniając pracę, lepiej z góry założyć, że przyjdzie nam zmienić kochanka.

Okładka tygodnika WPROST: 4/2001
Więcej możesz przeczytać w 4/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także