Przegląd prasy

Przegląd prasy

Jak agent SB witał papieża, czy Przemysław Gosiewski zostanie wiceprezesem PiS, czy sędzia Trybunału Stanu bije żonę, jakiego języka używa minister Rafał Wiechecki - o tym piszą dzisiejsze gazety.
"Dziennik" dotarł do tajnych dokumentów MSW dotyczących agentury wśród ludzi Kościoła. Wynika z nich m.in., że każdy, kto trafił do seminarium duchownego, miał zakładaną teczkę inwigilacji operacyjnej księży. Teczka ta była prowadzona aż do śmierci duchownego. Pod koniec 1982 r. SB miała blisko sześć tysięcy współpracowników wśród ludzi Kościoła - wynika z zestawienia, do którego dotarła gazeta. Powstało on 31 grudnia 1982 r. w resorcie spraw wewnętrznych. Tabela jest niezwykle szczegółowa. Wymienia się w niej, ilu księży, zakonników, wikariuszy, studentów i wykładowców katolickich uczelni współpracuje ze Służbą Bezpieczeństwa. W tabeli jest też podział na poszczególne województwa czytamy w artykule "Sześć tysięcy współpracowników SB". O statystykę dziennik zapytał prof. Antoniego Dudka z Instytutu Pamięci Narodowej: "SB nie robiła takich zestawień w stosunku do dziennikarzy, nauczycieli akademickich czy lekarzy. Pamiętajmy, że księża byli jedyną grupą zawodową obłożoną w całości inwigilacją. Kościół to była instytucja w całości uznana za przeciwnika i zwalczana w całości" - mówi.

Kard. Stanisław Dziwisz nie chce, by ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski ujawnił nazwiska księży agentów. Do czego prowadzi zachowawcza postawa kurii? Na Wawelu Benedykta XVI witał agent bezpieki PRL - informuje "Życie Warszawy" w tekście "Ksiądz agent witał papieża na Wawelu". Dziennik przypomina, że chodzi o proboszcza katedry na Wawelu ks. Janusza Bielańskiego. Kilka miesięcy temu informację, że mógł być on agentem SB podał tygodnik "Wprost". Krakowska kuria zlekceważyła sprawę. Ks. Bielański pozostał na stanowisku. W czasie pielgrzymki Benedykta XVI witał papieża na Wawelu. Tymczasem "ŻW" dotarło do treści dokumentów zgromadzonych w IPN. Rzucają one nowe światło na przeszłość ks. Bielańskiego. Wynika z nich, że od początku lat 80. był on agentem bezpieki o pseudonimie Waga. Informował SB o tym, co dzieje się w wawelskiej katedrze, kto zamawia msze za ojczyznę i kto na nie przychodzi. Współpraca została zakończona w 1989 r. Ksiądz Bielański wszystkiemu zaprzecza.

Wszystko wskazuje na to, że Przemysława Gosiewskiego czeka partyjny awans. Już za kilka dni może on zostać wiceprezesem Prawa i Sprawiedliwości - wynika z informacji "Życia Warszawy". To, czy obecny szef klubu parlamentarnego PiS, będzie nowym zastępcą J. Kaczyńskiego, rozstrzygnie się w weekend podczas zjazdu krajowego partii. Mimo to większość polityków PiS już dziś jest przekonana, że Gosiewski zasługuje na taki awans - czytamy w artykule "Czy Gosiewski zostanie zastępcą Kaczyńskiego?". "Szef klubu parlamentarnego najczęściej zasiada też w ścisłym kierownictwie partii. Dlatego, moim zdaniem, Gosiewski powinien zostać wiceprezesem" - uważa poseł Krzysztof Tchórzewski. "Zgadza się. Zresztą w poprzedniej kadencji i u nas tak było. Funkcję przewodniczącego klubu oraz wiceprezesa partii zarazem sprawował wtedy Ludwik Dorn" - dodaje Marek Suski, który uchodzi za jednego z najbardziej zaufanych ludzi Gosiewskiego. Sam zainteresowany twierdzi, że nikt nie złożył mu jeszcze żadnej propozycji. "Jeśli jednak taka oferta się pojawi, to na pewno ją rozważę - mówi.

Dzięki interwencji Jarosława Kaczyńskiego poznańska firma dostanie - z ominięciem przepisów - milionowe zlecenie z PKP. Uratuje to 500 miejsc pracy, ale wesprze też interesy ściganego za długi właściciela. Sprawę opisuje "Gazeta Wyborcza" w tekście "Pięć lokomotyw od prezesa PiS". W połowie kwietnia prezes PiS jednym listem postawił na nogi dwa ministerstwa - skarbu i transportu - oraz spółkę PKP Cargo. Napisał do szefów resortów, swoich partyjnych podwładnych Jerzego Polaczka i Wojciecha Jasińskiego, w sprawie poznańskiego Zakładu Napraw Taboru Kolejowego: "Pozwalam sobie według właściwości przedłożyć pismo (...) w sprawie pomocy i rozwoju przedsiębiorstwa, a głównie w pozyskaniu kredytów średnioterminowych o łącznej kwocie 40 mln zł na spłatę zadłużenia, finansowanie bieżącej produkcji oraz dokończenie prac rozwojowych w sferze autobusów szynowych. Będę wdzięczny panu ministrowi za zainteresowanie się sprawą oraz poinformowanie mnie o zajętym stanowisku". ZNTK od lat jest na skraju bankructwa. Pół roku temu zakład przejęła tajemnicza spółka Sigma, która obiecała pracę i wypłaty na czas. Prezes Sigmy Zbigniew Majcherek nie rozmawia z dziennikarzami, nie odbiera telefonu, nikt go nie może znaleźć. "GW" ustaliła, że bezskutecznie ścigają go komornicy i urzędy skarbowe w całym kraju. Zalega setki tysięcy złotych prywatnym firmom, kilka z nich doprowadził do bankructwa. Sigma ma jednak poparcie poznańskich działaczek PiS Lidii Dudziak i Małgorzaty Stryjskiej. Obie panie w marcu zwróciły się osobiście do prezesa J. Kaczyńskiego z prośbą o ratowanie zadłużonego przedsiębiorstwa. Lider PiS - jak pisze gazeta - wprawił wówczas w ruch machinę kontaktów i poleceń, wskutek czego z działu napraw lokomotyw PKP pięć z nich - z ominięciem przepisów prawnych - trafiło do naprawy do zadłużonego zakładu.

Członek Trybunału Stanu Krzysztof Śniegocki, jest podejrzewany o znęcanie się nad rodziną. Jak podaje "Rzeczpospolita" w artykule "Sędzia pod lupą prokuratora" prokuratura chce mu uchylić immunitet. Sędzia zaprzecza: "To jakieś plotki". Radca prawny Krzysztof Śniegocki w listopadzie 2005 roku został członkiem Trybunału Stanu. To jego druga kadencja. W latach 80. jako radca Ministerstwa Rolnictwa występował w sądzie pracy przeciwko wyrzuconemu działaczowi "Solidarności". Przed poprzednim wyborem do Trybunału Stanu w 2001 roku nie przyznał się, że prokuratura prowadziła postępowanie w sprawie wyłudzenia pieniędzy przez władze spółdzielni, którą nadzorował. Mimo to w listopadzie 2005 roku znów trafił do Trybunału jako wspólny kandydat PSL, LPR i PiS. Teraz radca ma poważne kłopoty z prokuraturą - śledczy twierdzą, że po alkoholu regularnie znęca się nad żoną i córką. Na początku marca 2006 roku w warszawskim mieszkaniu sędziego interweniowała policja. Wezwała ją 20-letnia córka. Bała się o matkę, którą zaatakował pijany ojciec. Miał grozić, że ją zabije, wcześniej próbował dusić. Policjantom zagroził, iż pozwalnia ich z pracy. Krzysztof Śniegocki zaprzecza i bagatelizuje sprawę. Jako sędziego Trybunału chroni go immunitet. W tym tygodniu ma się rozpocząć procedura jego odbierania - prokuratura rejonowa wystąpi z takim wnioskiem do prokuratury okręgowej, a ta - do Trybunału Stanu. Prokuratorzy chcą postawić sędziemu zarzut znęcania się nad rodziną. Grozi za to od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.

Elegancki, pod krawatem, uczesany i ogolony - tak wygląda minister gospodarki morskiej Rafał Wiechecki. Czy jednak tak było zawsze? Czy w LPR-owskim ministrze nie drzemie kibol, z którego ust wylewają się potoki wulgarnych słów? - zastanawia się "Fakt" w tekście "To jest język ministra?". "To nieprawda. Ktoś się pode mnie podszywa!" - oburza się Wiechecki. Jednak wystarczy wpisać w komputerze internetowy adres: http://ksiegi.emix.net.pl/wyswietl.php?user=aks&strona=6&lan=pl, i normalny człowiek pada porażony twórczością osoby podpisującej się imieniem i nazwiskiem ministra gospodarki morskiej. Oto próbka czatu z forum kiboli Sparty Augustów z 2002 r.: "Iwonka nie łyka, tylko się krztusi. Poza tym to chłopiec, taki śliczny z NS88 (skrót ten oznacza narodowych socjalistów, a cyfry 88: Heil Hitler!, bo litera "h" jest 8 w alfabecie). Podpis: rzecznik prasowy Okręgu Zachodniopomorskiego LPR i NOP Rafał Wiechecki". Jak czytamy w gazecie na tym nie kończy się internetowy dialog Wiecheckiego. Zdenerwowany pisze: "No, to gnoje poczujecie stalową pięść Narodowego Odrodzenia Polski!!!", i dodaje: "Czy ja się k...wa doczekam na telefon od was, buraki pier...ne?!!!". Reporter "Faktu" zadzwonił pod numer podany przez Wiecheckiego. Odebrał minister. Gazeta zapytała, dlaczego członek rządu używa takiego języka? Wiechecki zaniemówił. Za chwilę zaczął się tłumaczyć. Bąkał, że to nie on, ze ktoś się pod niego podszywa. Ale dlaczego ktoś miałby się podawać za Rafała Wiechcekiego, kiedy był on zwykłym, działaczem Ligi Polskich Rodzin? Przecież wówczas on sam nie myślał, że zostanie ministrem? - pytała gazeta. Wiechcecki się wściekł i zaczął straszyć: "Zapiszę pana imię i nazwisko i podam do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego" - mówił. Co na to ABW? Nie chce ani potwierdzić, ani zaprzeczyć, czy Wiechecki się do nich zgłosił i czy prowadzą śledztwo - pisze "Fakt".

Przegląd prasy przygotował
Sergiusz Sachno

Czytaj także

 0

Czytaj także