Przegląd prasy

Przegląd prasy

Co łączy Andrzeja Urbańskiego z oskarżonym o korupcję działaczem SLD, jak Zyta Gilowska szuka oszczędności, czy Warszawa przypomina miasto Trzeciego Świata, o czym zapomniał Aleksander Kwaśniewski - o tym piszą dzisiejsze gazety
W oficjalnym życiorysie Andrzeja Urbańskiego trudno znaleźć informacje o jego aktywności w biznesie. Tymczasem - jak wynika z dokumentów, do których dotarła "Rzeczpospolita" - Urbański był wspólnikiem oskarżonego o korupcję Ryszarda Nawrata, prominentnego działacza SLD z czasów rządu Leszka Millera. W październiku 1998 r. Andrzej Urbański żył głównie z dziennikarstwa. Właśnie wtedy z Ryszardem Nawratem stworzyli spółkę Kalejdoskop - Nowa Korporacja. Na rozwój firmy każdy z nich wyłożył po 50 tys. zł. Udziałami podzielili się po połowie, a Urbański został prezesem. Gazeta dysponuje podpisanymi przez Urbańskiego raportami finansowymi firmy za 1999 r. Wynika z nich, Ze spółka zajmowała się produkcją programów dla kierowanej przez lewicę TVP - zarobiła wówczas ponad 300 tys. zł. Po wyborczym triumfie SLD w 2001 r. Ryszard Nawrat został wojewodą we Wrocławiu. Półtora raku później musiał odejść, bo okazało się, że jego nazwisko pojawia się w jednym z wątków afery PZU Życie. Przed wrocławskim sądem właśnie rusza korupcyjny proces Nawrata w innej sprawie - prokuratura oskarża go o to, że za łapówkę obiecał publiczne zlecenia przedsiębiorcy Aleksandrowi K. Nawrat twierdzi, że nie ma już udziałów w Kalejdoskopie. Urbański zapewnia, że pozbył się ich, gdy został doradcą premiera Buzka. Problem w tym, że w Krajowym Rejestrze Sądowym spółka Kalejdoskop nadal figuruje jako firma Urbańskiego i Nawrata, a szef Kancelarii Prezydenta wciąż wymieniamy jest jako prezes. Ustawa antykorupcyjna bezwzględnie zakazuje urzędnikom posiadania udziałów w firmach i zasiadania w ich władzach - czytamy w artykule "Podejrzany wspólnik".

Obniżyć wydatki na wynagrodzenia o 10 proc. - poleciła wicepremier Gilowska podległym ministrom, wojewodom i naczelnikom urzędów skarbowych. Wywołała burzę - pisze "Gazeta Wyborcza" w tekście "Śmiałe cięcie Gilowskiej". Nota z wytycznymi wicepremier Gilowskiej trafiła już na biurka wojewodów. Nakazuje od stycznia 2007 obniżenie wydatków z funduszu wynagrodzeń 170 tys. osób zatrudnionych w administracji rządowej. Dotyczy to pracowników ministerstw, urzędów skarbowych, wojewódzkich i tzw. administracji zespolonej z wojewodą: inspektoratów ochrony środowiska, weterynarii, budownictwa, ochrony zabytków oraz kuratoriów oświaty. Konrad Ciesiołkiewicz, rzecznik rządu, wyjaśnia, że nie chodzi o to, by z automatu zredukować pensje urzędników. - Zmiany dotyczą programu "Tanie państwo" i zmierzają do redukcji 10 proc. etatów, czyli zwolnienia 17 tys. osób. Może się to nawet przełożyć na podwyżki uposażeń dla części pozostałych urzędników - twierdzi. Przyznaje, że rząd nie dokonał dotąd analizy, gdzie jest przerost zatrudnienia, a gdzie są braki. W zeszłym roku przeciętna pensja w administracji publicznej wynosiła 3008 zł brutto.

"Gazeta Wyborcza" spytała Polaków o stosunek do lekarzy, którzy od trzech tygodni strajkują, domagając się podwyżek. Okazuje się, że u ponad połowy (56 proc.) wywołują oni niechęć, a tylko jedna trzecia (32 proc.) jest im przychylna. Za lekarzami jest ponad połowa zwolenników opozycyjnej PO, lewicowego SLD, ale także Samoobrony. Przeciw nim - i to aż w 70 proc. - elektorat rządzącego PiS oraz niegłosujący - czytamy w notce "Bez sympatii dla strajku lekarzy". Sondaż telefoniczny dla "GW" przeprowadziła 1 czerwca PBS DGA na próbie 500 osób.

Eksperci alarmują. W Warszawie występują zjawiska charakterystyczne dla miast Trzeciego Świata. Aby im przeciwdziałać, stolica powinna otrzymywać pieniądze od państwa - wzywa "Życie Warszawy" w tekście "Warszawie grozi degradacja". Ponad 200 zamkniętych osiedli mieszkaniowych, upadające blokowiska z wielkiej płyty, wszechobecny brud, nielegalny handel na chodnikach oraz brak przestrzeni publicznej - to upodabnia nas do biednych miast Ameryki Południowej czy Afryki. Zdaniem specjalistów, negatywne tendencje mogą zostać też powstrzymane dzięki dodatkowym nakładom finansowym na inwestycje. - Warszawa powinna być specjalnie traktowana. Ponosi koszty związane ze stołecznością. Hasło: cała Polska buduje swoją stolicę, powinno stać się znów aktualne - mówi prof. Bohdan Jałowiecki, socjolog miasta. Jednak o sprzymierzeńców w tej walce może być trudno. Mieszkańcom reszty kraju stolica kojarzy się z ośrodkiem wielkiej polityki, władzy, o której polskie społeczeństwo ma ciągle nie najlepsze zdanie. Jest postrzegana jako miasto ludzi skupionych na robieniu kariery, a także enklawa bogactwa w państwie, w którym ciągle większość stanowią obywatele klepiący biedę. Warszawa rzeczywiście jest zamożniejsza choćby od pozostałych rejonów województwa mazowieckiego. I kiedy marszałek dzieli środki unijne między miejscowości w regionie, jedynie to się liczy. Pomijany jest fakt, że stolica to wizytówka całego państwa. Dlatego z pieniędzy UE nie zostanie wyremontowane Krakowskie Przedmieście, reprezentacyjna część stolicy Polski. Na dofinansowanie z Unii nie ma też co liczyć metro.

Nasz były prezydent Aleksander Kwaśniewski nie dość, że zataja prawdę o swojej przeszłości, to jeszcze wykorzystując naiwność i niewiedzę amerykańskich profesorów, daje wykłady w katolickich uczelniach za oceanem - pisze "Super Express" w artykule "Znów stracił pamięć". Kwaśniewski, nie uznający Boga agnostyk z przeszłością aparatczyka PZPR miał ze swoim życiorysem nie lada problem. Za oceanem alergicznie reagują na słowo komunizm. Dlatego nasz były prezydent wpadł na genialny pomysł, by swój życiorys troszeczkę podrasować. I zaczął od 1995 r. kiedy został głową państwa po raz pierwszy. Od tego momentu w zasadzie większość się zgadza. Może poza faktem, że to on, jak podaje w swoim życiorysie, załatwił nam NATO i Unię Europejską. Dzięki tym zabiegom Kwaśniewski z powodzeniem dał wykład m.in. na odpowiedniku polskiego KUL-u w Stanach, Amerykańskim Uniwersytecie Katolickim w Waszyngtonie. Kiedy dziennikarz "SE" pyta o Kwaśniewskiego, Katie Lee, rzecznik prasowy tej uczelni, odpowiada bardzo chętnie. Ale gdy wspomina Lee o przeszłości Kwaśniewskiego, uśmiech z jej ust znika. - Naprawdę był ministrem reżimu komunistycznego, który walczył z Kościołem? - dopytuje kilkakrotnie Katie Lee, - Nie wiedzieliśmy nic o tym. Nic o tym nie wspominał. Na wykładzie mówił tak, jakby od urodzenia znał słowo demokracja - wyjawia Lee. Jest lekko zszokowana. - Teraz baczniej będziemy się przyglądać politykom z dawnego bloku wschodniego - zapewnia.

Przegląd prasy przygotował
Sergiusz Sachno

 

Przegląd prasy

Od poniedziałku, 13 lutego 2006, publikujemy codzienny przegląd prasy. Możesz go zamówić w formie newslettera, odwiedzając stronę: http://www.wprost.pl/newsletter/

Czytaj także

 0