Piłka przekręcona

Piłka przekręcona

PZPN był i jest osią i zwornikiem korupcyjnego układuw polskim futbolu
 Największy piłkarski przekręt opisał w "Złym" Leopold Tyrmand. Cóż za rozmach, fantazja, pomysłowość! Przypomnijmy pokrótce: Filip Merynos, prezes spółdzielni Woreczek - a w istocie warszawski gangster numer jeden - uzyskuje od zblatowanego działacza sportowego Lowy Zylbersztajna poufną informację, że w Warszawie odbędzie się mecz z udziałem słynnej węgierskiej "złotej jedenastki". Merynos, w lot zwietrzywszy interes życia, organizuje biletowy szwindel na niewyobrażalną skalę. W wyniku perfekcyjnie zaplanowanej operacji 200-tysięczny zdesperowany tłum z fałszywymi biletami szturmuje bramy stadionu, pod którym rozgrywają się dantejskie sceny. Na tym imponującym tle nasza afera biletowa wygląda żałośnie. Za to nie jest literacką fikcją.

Piłkarski wychodek
Rozczarowanie postawą reprezentacji na mundialu dość nieoczekiwanie stało się katalizatorem procesu, który - jak mawiają prokuratorzy - jest bardzo "rozwojowy". Kiedy Piotr Dziurowicz próbował odsłonić nieprawości w polskim futbolu, środowisko - całkowicie pewne bezkarności - dokumentnie go zaszczuło. Teraz wreszcie pojawiła się szansa, że lekko uchylone drzwi do piłkarskiego wychodka zostaną wyważone wraz z zawiasami i w końcu, cytując dobrego wojaka Szwejka, "przekopiemy się przez gnojowisko". Dotychczasowe śledztwo pokazało bowiem zaledwie wierzchołek góry lodowej.
Korupcja w naszym futbolu od dawna była tajemnicą poliszynela. W epoce PRL próby przedarcia się przez zasłonę hipokryzji dławiła cenzura. Przecież szwindle - tak typowe dla zgniłego, burżuazyjnego sportu - nie miały prawa bytu w czystym świecie komunizmu. W połowie lat 70. Andrzej Wolin ze "Sztandaru Młodych" ustalił, iż drugoligowa Odra Opole (prowadzona przez niezwykle potem zasłużonego trenera) awans do ekstraklasy zawdzięcza punktom kupionym od BKS Bielsko. Dziennikarz zdobył niezbite dowody przestępstwa, dotarł nawet do żony asystenta trenera, która przechowywała paczkę z pieniędzmi i roztrzęsiona przyznała się do wszystkiego. Jednak artykuł nigdy się nie ukazał. Taką decyzję redakcja podjęła po interwencji towarzysza Andrzeja Żabińskiego, sekretarza wojewódzkiego PZPR w Opolu, pupila samego Gierka. Podobnych historii było mnóstwo.

Powszechny handel ponadustrojowy
Meczami handlowali wszyscy: działacze, sędziowie, trenerzy i zawodnicy. Ustalano wyniki, ratowano przed degradacją drużyny mające możnych, politycznych protektorów (Zagłębie Sosnowiec), a sędziowie pałaszowali suto zakrapiane kolacyjki. Po roku 1989 zmieniło się niewiele; może tylko polityczne wsparcie przestało działać (nawet Leszek Miller nie był w stanie pomóc Widzewowi Łódź). Dlaczego zatem, w warunkach demokracji i jawności, przy wszędobylskich wolnych mediach, tak niewiele przedostawało się na zewnątrz? Działała środowiskowa zmowa milczenia, a ci nieliczni, którzy próbowali ją naruszyć (sędzia Mieczysław Piotrkowski, Piotr Dziurowicz), zostawali ośmieszeni, a nawet wyklęci. Dziennikarze sportowi też nie są bez winy. Nazbyt często ustępowali pod presją obłudnych zarzutów o "kalaniu własnego gniazda i podcinaniu wspólnej gałęzi".
PZPN był i jest nie tylko osią i zwornikiem tego układu, ale też wielkim parasolem ochronnym, rozpiętym nad układami lokalnymi i klubowymi. Jak wykazały niedawne kontrole, PZPN zatrudnia i opłaca - wydając na to połowę rocznego 50-milionowego budżetu - pasożytniczą armię tysiąca działaczy! Są to niejednokrotnie ludzie uformowani w PRL, z najgorszymi nawykami z tamtych czasów, niekompetentni, bierni, uzależnieni od rozdzielającej rozmaite dobra (awanse, przydziały, wyjazdy zagraniczne, bilety etc.) centrali. Tę rzeszę konsoliduje wspólnota biografii, mentalności, ale i interesów, raczej zresztą - zwłaszcza w tzw. terenie - małych żenujących interesików.

Skandal wiecznie żywy
Futbolowe afery i skandale nie są plagą naszych czasów. W epoce autentycznego amatorstwa surowo zwalczano przejawy zawodowstwa. W 1925 r. dwaj gracze lwowskiej Pogoni, Goerlitz i Słonecki, krótko występowali w zawodowym klubie włoskim z Triestu. Specjalna komisja PZPN nałożyła na nich kary "za profesjonalizm", a działaczy zdyskwalifikowała na rok za brak nadzoru. Wiele lat później komunistyczna fikcja amatorstwa zwichnęła karierę Romanowi Koryntowi, znakomitemu obrońcy klasy europejskiej (chciał go nawet słynny Real Madryt). Polska grała w eliminacjach do olimpiady 1960 r. z amatorską drużyną NRF. Korynt korespondował ze swoim osiadłym w Niemczech znajomym. Zagadnięty o status materialny polskich piłkarzy, szczerze napisał o niewielkich zresztą premiach, "dożywianiu" etc. "w znajomy nadużył zaufania i podał to do prasy, która podniosła ogromną wrzawę o "polskich zawodowcach, podszywających się pod amatorów". Korynta spotkało oficjalne potępienie oraz zakaz gry w reprezentacji, choć na swojej pozycji był bez konkurencji.
O odwiecznych problemach z uczciwością sędziów i działaczy świadczy decyzja z roku 1929, że informacje o obsadzie sędziowskiej radio nadaje dopiero wieczorem, w przeddzień meczów, "aby kluby wiedziały o tym jak najpóźniej". W 1936 r. roku niesłuszne (jak się wkrótce okazało) kary i dyskwalifikacje nałożone na chorzowski Ruch - za "podejrzenie bałaganu w księgach kasowych" - sprawiły, że na olimpiadę do Berlina nie pojechał najlepszy wówczas piłkarz Ruchu i Polski Ernest Wilimowski.
Najbardziej kuriozalna "afera" zdarzyła się w roku 1948. Władza ludowa umocniła się już wtedy na tyle, że podjęła jawną wojnę z Kościołem. Klub AKS Chorzów ukarano więc "grzywną za grę w dni powszednie"! Mecze bowiem oficjalnie nakazano rozgrywać w niedziele, w nadziei, iż zapełnią się stadiony, a opróżnią świątynie

Międzynarodówka oszustów
Jak z futbolowymi nieprawościami radzono sobie na świecie? Bardzo różnie. Ostatnia, głośna afera we Włoszech (gdzie zresztą surowe w zapowiedziach kary znacznie złagodzono) ma swoje liczne odpowiedniki. W Italii podobny skandal przetoczył się na początku lat 80., a władze nie cofnęły się przed degradacją wielkiego Milanu do drugiej ligi. W Anglii u progu lat 60. za handel meczami zdyskwalifikowano reprezentantów kraju - Swana i Easthama. We Francji surowe kary - z uwięzieniem znanego działacza i polityka Bernarda Tapie - dotknęły Marsylię i Valenciennes. Dla odmiany w Brazylii w 1968 r. wybuchł gigantyczny skandal w S"o Paulo - ujawniono niezbite dowody sprzedajnego procederu zarówno wśród sędziów, jak i działaczy federacji. Odsunięto kilku podejrzanych arbitrów, lecz przestępcza struktura pozostała nienaruszona.
W naszych czasach do "tradycyjnych" afer doszły kolejne, związane z niedozwolonym dopingiem i narkotykami. Dwa klasyczne przykłady to Kolumbia i Maradona. Futbol kolumbijski opleciony jest gęstą siecią uzależnień od narkotykowych karteli z Cali i Medellin, które są właścicielami wielu klubów. A aferami z udziałem Maradony można by obdzielić już nie kilka klubów, ale krajów. Od bójek z kibicami, poprzez strzelanie do dziennikarzy, orgie seksualne i narkotykowe, zażywanie zakazanych środków farmakologicznych (kończące się dyskwalifikacjami), aż po nietajone związki z neapolitańską kamorrą.
Nieprawości były i będą w futbolu, bo w piłce, tak jak w życiu, nigdy nie zabraknie obłudy, oszustw, a nawet zbrodni. Lecz walka z tymi plagami w sporcie jest łatwiejsza, bo żaden kibic nie lubi być oszukiwany. Wybaczy wiele, ale nie to, że traktuje się go jak durnia. A kibice to potężna opinia publiczna. Z nią nikt nie wygra. Dlatego w przyszłość futbolu - mimo wszystko - patrzę z ufnością.
Okładka tygodnika WPROST: 31/2006
Więcej możesz przeczytać w 31/2006 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0