Wydział zabójstw księży

Wydział zabójstw księży

UOP na początku lat 90. planował inwigilację księży, by wyjaśnić zagadkę śmierci ks. Stanisława Suchowolca
Dlaczego w ciągu kilku miesięcy 1989 r., kiedy komuniści szykowali się już do oddania władzy, zamordowano trzech księży związanych z podziemną "Solidarnością"? Kto stał za serią zabójstw? Czy morderstw duchownych dokonała bezpieka, która odsłoniła swoje metody w 1984 r., nieumiejętnie zacierając ślady zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki?
Data pierwszego mordu 20 stycznia 1989 r. (na ks. Stefanie Niedzielaku, proboszczu parafii św. Karola Boromeusza na warszawskich Powązkach i kapelanie Rodzin Katyńskich) wydaje się nieprzypadkowa. Zbiega się bowiem z ogłoszeniem przez Krajową Komisję Wykonawczą NSZZ "Solidarność" gotowości do dialogu z rządem. Za dwa tygodnie miały się rozpocząć rozmowy "okrągłego stołu". Zanim to nastąpiło - w nocy z 29 na 30 stycznia - ktoś zabił ks. Stanisława Suchowolca, kapelana białostockiej "Solidarności" i duchowego opiekuna rodziny ks. Popiełuszki. Z kolei zabójstwo ks. Sylwestra Zycha, więzionego wcześniej za pomoc udzieloną nastolatkom, którzy w 1982 r. w szarpaninie w tramwaju zastrzelili przez przypadek sierżanta MO, dokonano kilka tygodni po pierwszych, częściowo demokratycznych wyborach czerwcowych. Zwłoki kapłana znaleziono na przystanku PKS w Krynicy Morskiej 11 lipca 1989 r. Tego dnia prezydent Bush, przebywając z oficjalną wizytą w Polsce, odwiedził Gdańsk, gdzie spotkał się z Lechem Wałęsą, by wspólnie złożyć kwiaty pod pomnikiem stoczniowców poległych 1970 r.

Spalone teczki SB
Czy zabójstwa księży wspierających "Solidarność" były próbą zdestabilizowania
sytuacji w Polsce i zahamowania postępującego upadku komunizmu? Kto mógłby obmyślić tak obłędny scenariusz i nakazać jego realizację? Kto był wykonawcą zbrodni?
Nawet na to ostatnie pytanie brakuje odpowiedzi, choć od tragicznych wydarzeń minęło ponad 17 lat. Śledztwa prowadzone dotychczas przez prokuratury powszechne nie doprowadziły do wykrycia zabójców żadnego z księży. Ich teczki zostały zniszczone, a właśnie w nich można by szukać wyjaśnienia zbrodni. Z informacji przekazanych w pierwszej połowie lat 90. ówczesnej Prokuraturze Wojewódzkiej w Białymstoku przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wiemy, że na przykład próbując rozszyfrować tajemnicę zabójstwa ks. Stanisława Suchowolca, w materiałach archiwalnych po SB poszukiwano śladów działalności na Podlasiu Grupy D. Była to samodzielna komórka działająca w ramach rozpracowującego kler Departamentu IV MSW. Jej istnienie było objęte tajemnicą, nie wiedzieli o niej nawet funkcjonariusze SB innych jednostek, zaś metody działania - jak wynika ze specjalnego raportu Katolickiej Agencji Informacyjnej - były niezgodne nawet z prawem obowiązującym w PRL. To właśnie funkcjonariusze Grupy D porwali, torturowali i zamordowali ks. Jerzego Popiełuszkę. MSW i Urząd Ochrony Państwa nie znalazły jednak w latach 90. dowodów na działania operacyjne Grupy D przeciw ks. Suchowolcowi. Odnalazły się jedynie lakoniczne opisy kilku rozpracowań, które w latach 80. prowadził wobec księdza Wydział IV Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Białymstoku.
Szansa na znalezienie zabójców duchownego, który przyjaźnił się z ks. Popiełuszką i głosił prawdę o jego śmierci, pojawiła się dopiero w ostatnim czasie. Wiąże się to ze śledztwem prowadzonym przez pion śledczy oddziału IPN w Warszawie pod kierunkiem prokuratora Marka Klimczaka. Postępowanie dotyczy istnienia organizacji przestępczej w peerelowskim MSW, która może mieć na sumieniu około setki zabójstw w okresie od wprowadzenia stanu wojennego aż do upadku komunizmu.
Nowe materiały dowodowe
Specjalnemu zespołowi prokuratorskiemu, który bada zbrodnie przypisywane SB, nieoczekiwanie zaoferowała pomoc Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Jak dowiedział się "Wprost", chodzi o nowe materiały, które mogą naprowadzić śledczych na trop zabójców ks. Suchowolca. - W delegaturze ABW w Białymstoku znaleziono materiały dotyczące okoliczności śmierci ks. Suchowolca. Zostały one przesłane do ABW w Warszawie - potwierdziła nasze informacje rzeczniczka agencji ppłk Magdalena Stańczyk. Według ppłk Stańczyk, prokuratorzy IPN w najbliższych dniach będą się zapoznawać z tajnymi dokumentami w siedzibie ABW. - Zastępca szefa ABW ppłk Jacek Mąka na spotkaniu z udziałem prezesa IPN Janusza Kurtyki przyrzekł pomoc agencji w naszym śledztwie - powiedział "Wprost" prokurator stołecznego oddziału IPN Marek Klimczak. Zdaniem Klimczaka, nie można wykluczyć, że ABW nie pokaże jednak teczek agentów przejętych od SB przez UOP.
Zbadania związku SB ze śmiercią ks. Suchowolca domagał się już w czerwcu 1989 r. pełnomocnik rodziny zmarłego. Prokuratura uznała wtedy, że duchowny zginął w pożarze, jaki wybuchł na skutek zwarcia w piecyku elektrycznym. W latach 90. organy ścigania dwukrotnie wracały do tej sprawy. Choć prokurator uznał, że dokonano umyślnego podpalenia, sprawców nie wykryto.

Operacja o kryptonimie "I..."
Według ustaleń "Wprost", najbardziej wartościowe informacje, które mogą pchnąć śledztwo na nowe tory, znajdują się w dokumentach UOP z lat 1992-1993. Są to tajne akta sprawy operacyjnego rozpracowania "I..." (pełny kryptonim jest utajniony), które 23 kwietnia 1992 r. rozpoczął wydział kontrwywiadu delegatury UOP w Białymstoku. Celem było właśnie wykrycie sprawców zabójstwa ks. Suchowolca. Była to operacja precedensowa, bowiem UOP planował rozpoczęcie inwigilacji duchownych. Tyle że w przeciwieństwie do praktyk SB miało to się odbyć za wiedzą hierarchów kościelnych, a rozpracowani mieli być księża będący w przeszłości agentami SB.
W trzech tomach akt UOP znajduje się plan kombinacji operacyjnej z elementami prowokacji. Zatwierdził go 14 lat temu wiceminister spraw wewnętrznych Andrzej Zalewski, a ze strony UOP prace nadzorował zastępca szefa urzędu Adam Taracha. Plan przewidywał m.in. wezwanie na przesłuchanie duchownych z diecezji białostockiej, którzy byli informatorami Wydziału IV SB w Białymstoku. Cała grupa miała zostać objęta obserwacją. Księżom, których wytypowali archiwiści UOP, zamierzano też założyć podsłuchy telefoniczne. UOP liczył, że osoba, która była zamieszana w zabójstwo ks. Stanisława Suchowolca, po otrzymaniu wezwania na przesłuchanie sama się zdemaskuje.
Pod względem politycznym kombinacja operacyjna UOP oznaczałaby wkroczenie na grząski grunt. MSW kierowane przez Antoniego Macierewicza postanowiło załatwić sprawę dyplomatycznie. Tak narodził się pomysł rozmowy z ówczesnym arcybiskupem białostockim Edwardem Kisielem. Szefowie MSW i UOP chcieli go uprzedzić, że kontrwywiad rozpocznie operację, której figurantami będą duchowni. Chodziło - jak tłumaczy "Wprost" jedna z osób wtajemniczonych w szczegóły operacji - o uniknięcie zarzutu, że służby specjalne demokratycznej Polski znów inwigilują księży, w dodatku metodami komunistycznej bezpieki. Zamiary służb pokrzyżowała dymisja rządu Jana Olszewskiego w czerwcu 1992 r.
Na mówienie o agenturalnej współpracy części duchowieństwa z SB było wtedy za wcześnie. Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który swoją próbą ujawnienia agentów w sutannach wywołał prawdziwą burzę, w tamtych czasach nie miał dostępu do archiwaliów SB. Możliwości takie miały jedynie służby specjalne, którym prawo zabraniało dzielenia się wiedzą nawet z prokuratorem.

W esbeckiej sieci
Oficerowie UOP w 1992 r. zdołali odtworzyć dużą część sieci tajnych współpracowników, którą SB oplotła księdza Suchowolca od kiedy - pracując w parafii w Suchowoli - zaopiekował się rodziną zamordowanego ks. Jerzego Popiełuszki. Przy okazji odnaleziono dowody niszczenia akt personalnych funkcjonariuszy już po rozwiązaniu SB. Wyglądało to na zacieranie śladów, które mogły naprowadzić na trop zabójców ks. Suchowolca. Pierwszy dowód działań SB przeciw niemu odnalazł się już podczas weryfikacji w 1990 r. Były opozycjonista, zasiadający w komisji weryfikacyjnej dla funkcjonariuszy SB, rozpoznał na zdjęciu mężczyznę, który zajmował się akustyką w parafii przy ul. Dojlidy. Naprawiał też telefon i instalację elektryczną w kancelarii parafialnej. Okazało się, że to oficer Wydziału IV SB Mirosław Kuźmiński. W aktach esbeka było wyróżnienie za inwigilację ks. Suchowolca.
Kiedy na początku lat 90. UOP poszukiwał zabójców księdza, ściągnął z policji archiwalne teczki esbeków, którzy rozpracowywali kapłana. Okazało się, że teczka specjalisty od akustyki była rozpruwana. O swoim odkryciu UOP zawiadomił Inspektorat Nadzoru i Kontroli MSW i prokuraturę. Policjantów, którzy zacierali dowody przestępczej działalności SB, nikt jednak nie ścigał. - Ustaliliśmy, że kadrami komendy wojewódzkiej kierował Marian Iglicki. Kiedy zamordowano ks. Suchowolca, jako rzecznik WUSW opracowywał komunikaty dla mediów - mówi były oficer śledczy UOP. Czy to przypadek? W aktach prokuratury z 1989 r. znaleźliśmy dowód manipulowania prasą przez MSW od pierwszych dni śledztwa, którym interesowały się najwyższe władze. Nie wyjaśniono dotychczas, dlaczego rzecznik rządu już cztery dni po śmierci księdza poinformował, że wyniki sekcji zwłok zmarłego (według której przyczyną zgonu było zatrucie tlenkiem węgla) są zbieżne z wynikami sekcji psa, którego też znaleziono martwego na plebanii. Tymczasem pełnomocnik rodziny Suchowolców mec. Jerzy Naumann w zażaleniu na umorzenie śledztwa w 1989 r. wytknął, że przyczyna śmierci psa księdza była znana dopiero tydzień po komunikacie rzecznika rządu.

Mylenie tropów
IPN udostępnił nam dokumentację czynności śledczych, które wykonali prokuratorzy od dnia zabójstwa ks. Suchowolca. Akta te są wykorzystywane w prowadzonym w Warszawie śledztwie w sprawie związku przestępczego w peerelowskim MSW. Obejmuje ono również mord na wikarym z Dojlid. Z lektury wyłania się mozaika tropów, motywów i hipotez, jakie zakładali kolejni przedstawiciele organów ścigania, próbując wyjaśnić zbrodnię. Było to tym trudniejsze, że mordercy zatarli ślady i podjęli nawet próbę skompromitowania księdza. Do jego mieszkania ktoś podrzucił butelkę z resztką wódki (ksiądz był abstynentem). Na butelce nie było sadzy, która oblepiła sprzęty w pomieszczeniach zmarłego. Milicja nie zabezpieczyła odcisków palców z butelki.
O podsuwaniu fałszywych tropów prokuraturze i UOP opowiedziała "Wprost" Ewa Sypytkowska, która była współpracownicą ks. Suchowolca i w 1990 r. zasiadała w wojewódzkiej komisji weryfikacyjnej dla funkcjonariuszy SB. Jednym z motywów zbrodni miał być rabunek. Podejrzenie padło na znajomego księdza, współpracownika "Solidarności", który zataił, że był karany za kradzieże. - Ktoś rozpuszczał też plotkę o kobiecie, która miała być z Suchowolcem w ciąży. On sam miał być szantażowany - powiedziała "Wprost" Sypytkowska.
Profesjonalna dezinformacja może wskazywać na funkcjonariuszy dawnej SB i ich agentów działających w otoczeniu księdza. Wiele bowiem świadczy o tym, że morderca ks. Suchowolca był mu dobrze znany (świadkowie zwracają uwagę na zachowanie psa, który w środku nocy na widok mordercy nie zaczął ujadać). Ten trop powinien zbadać prokurator Marek Klimczak z warszawskiego IPN. Chce on ustalić, kto miał klucze do pomieszczeń ofiary morderstwa. W noc pożaru drzwi pokoju księdza były zamknięte od wewnątrz, a klucz leżał na ławie. Klucz do rozwiązania zagadki śmierci ks. Stanisława Suchowolca zapewne znajduje się w dokumentach archiwum ABW. Ich odtajnienie wydaje się konieczne, nawet jeśli prawda byłaby bolesna dla białostockiego Kościoła.

"WPROST" O MORDERSTWACH KSIĘŻY
O tajemniczych zgonach duchownych "Wprost" pisał już w 1989 r. w artykule "Terrorysta w sutannie" (nr 35). Publikacja zawierała historię ostatnich lat życia księdza Sylwestra Zycha, działacza Społecznego Ruchu im ks. Popiełuszki i kapelana Konfederacji Polski Niepodległej. Ks. Zych ponad cztery lata spędził w więzieniu. Po wyjściu na wolność na mocy amnestii zaczął dostawać anonimy z pogróżkami, parę razy go napadnięto. Raz podczas napadu próbowano siłą napoić go wódką. Zarówno Zych, jak i zamordowany ks. Stanisław Suchowolec byli abstynentami. Dziwi więc wykrycie we krwi Suchowolca alkoholu i znaleziona na plebanii butelka wódki. W 1989 r. "Wprost" pisał również o niewyjaśnionym zabójstwie ks. Stefana Niedzielaka, kapelana organizacji Wolność i Niepodległość. On także przed śmiercią otrzymywał anonimowe pogróżki. Te zgony łączy wiele szczegółów, a anonimy, podrzucanie alkoholu i zagadkowe napady wskazują, iż mogła to być zorganizowana operacja.
 
Okładka tygodnika WPROST: 45/2006
Więcej możesz przeczytać w 45/2006 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 2
  • Zgadzam się z Daani IP
    W pełni zgadzam się z Daani, że proceder niszczenia księży trwa nadal poprzez tolerancję dla szczucia i gnojenia. Choćby z ostatniego czasu fałszywie oskarżeni w mediach o molestowanie ks. Marcin Kozyra i ks. Jarosław Miller. Czy dziennikarze i inni antyklerykałowie fałszywie oskarżający kapłanów ponieśli jakąś karę? Nie sądzę, mimo że prokuratury potwierdziły, iż molestowania nie było. Podobnie arcybiskup Hoser został fałszywie oskarżony o to, że gdy pracował w Rwandzie milczał wobec ludobójstwa. A okazało się, że w czasie ludobójstwa nie było go w tym kraju. I czy ktoś poniósł odpowiedzialność za te fałszywe oskarżenia?
    • Daani IP
      Ten proceder trwa nadal: tolerancja dla szczucia, gnojenia itp.Trudno sie dziwic, kiedy wiekszosc portali internetowych obsluguje esbecja, \"robiaca\"za zapalczywych patriotow,ale w decydujacych mementach probujaca sterowac dyskusja i wplywac na politykow /jako \"glos narodu\"/, ktorzy nie maja czsu obserwowac wyczynow tych potwornie falszywych , obludnych typow,zadnych kasy, poklasku i przywilejow za swoje oszustwa. Polacy nie powinni pozwalac na judzenie na polskich kaplanow i natychmiast reagowac zdecydowanie.Ciekawy tekst, wiecej takich...