Dzieje grzechów cymbała

Dzieje grzechów cymbała

Dostosowanie "Przedwiośnia" do współczesności wymagało gimnastyki. Tymczasem autorzy filmu ograniczyli się do zlikwidowania Baryki Tomasz Raczek: Panie Zygmuncie, już prawie zapomniałem, jak wygląda tzw. kino szkolne, ale przypomniałem sobie podczas popołudniowego seansu filmu "Przedwiośnie" według powieści Stefana Żeromskiego. Na sali siedziało kilka klas zwolnionych na tę okazję z lekcji, bardzo zresztą z tego zadowolonych, i... ja sam.


Tomasz Raczek: Panie Zygmuncie, już prawie zapomniałem, jak wygląda tzw. kino szkolne, ale przypomniałem sobie podczas popołudniowego seansu filmu "Przedwiośnie" według powieści Stefana Żeromskiego. Na sali siedziało kilka klas zwolnionych na tę okazję z lekcji, bardzo zresztą z tego zadowolonych, i... ja sam.
Zygmunt Kałużyński: Ja byłem świadkiem podobnego wydarzenia z okazji "Pana Tadeusza". Byłem na sali z dwiema kompletnymi szkołami, które w trakcie filmu się rozlazły. Uczniowie poszli do holu, żeby kupić czekoladki, i w momencie, kiedy szykowała się właśnie kulminacja, nauczycielka wołała wielkim głosem: "Proszę wracać na salę!".
TR: Tym razem nikt się nie rozchodził, a uczniowie sprawiali wrażenie zachwyconych możliwością pójścia do kina zamiast siedzenia w szkole. Zastanawiam się tylko, jaka przyjemność artystyczna wynika z filmu takiego jak "Przedwiośnie", który na moje oko wydaje się pomieszaniem z poplątaniem: nie układa się z tego żadna historia ani przypowieść obyczajowa czy moralna, dająca się uznać za ważną dla młodych ludzi.
ZK: To niepowodzenie w odbiorze. Widzę z tego, że nie potrafił się pan przejąć tym filmem...
TR: Nie tylko. Wręcz czułem narastające rozczarowanie zarówno opowiedzianym życiem Cezarego Baryki, jak i sposobem jego pokazania. Miałem też poczucie zmarnowania możliwości, jakie tkwiły chociażby w znakomitych aktorach. Żal było patrzeć, jak przez ekran zaledwie przewijają się Danuta Szaflarska, Wojciech Siemion czy nawet Krystyna Janda.
ZK: Pytanie tylko, czy o ten film nie należy mieć pretensji przede wszystkim do samego Żeromskiego. Jego powieść za moich czasów była wydarzeniem, wydawałoby się więc, że powinienem film odebrać silnie emocjonalnie, jednak ja również, podobnie jak pan, nie mogłem nawiązać z nim kontaktu. Wszystko to dlatego, iż jego bohater oddalił się od nas, stał się tak anachroniczny, że kto wie, czy nawet fantastyczne postacie Sienkiewicza z "Ogniem i mieczem" nie byłyby bardziej uchwytne.
TR: Panie Zygmuncie, ale czy chodzi tu rzeczywiście o anachronizm? W końcu wciąż powstają ekranizacje XIX-wiecznych powieści i potrafią nas one wciągnąć, potrafią opowiedzieć historię w sposób logiczny, zrozumiały, układając się w obraz tamtej epoki. Natomiast w "Przedwiośniu" miałem wrażenie bardzo powierzchownego rozmigotania i braku choćby próby ułożenia tego w sensowną całość.
ZK: Tylko widzi pan, film historyczny, nawet na temat odległej epoki, na przykład "Gladiator", może być przeżyty przez widzów, jeżeli jest w nim uchwytna dla nas emocja. Tymczasem tutaj główny bohater Baryka zachowuje się od początku do końca w sposób niedorzeczny. Najpierw, będąc w Rosji, przyłącza się do rewolucji. Później jest od niej odepchnięty moralnie z powodu jej zbrodni, wraca do kraju, bierze udział w wojnie z bolszewikami w roku 1921. Potem w Warszawie zadaje się z polskimi komunistami, ale nie może się z nimi dogadać. Wreszcie przyłącza się do ich marszu na Belweder.
TR: Panie Zygmuncie, to wszystko można by wytłumaczyć szarpaniem się dojrzewającego człowieka, który wchodzi w dorosłe życie, kierują nim emocje. Dopiero tworzy swój światopogląd, więc sprawdza różne opcje. Ale tutaj trudno dostrzec nawet ów proces dojrzewania.
ZK: Właśnie. Pan mówi o dwóch możliwościach zbliżenia się uczuciowego do tego filmu. Jedna to jest obserwacja zachowania, które być może jest dalekie od naszego odczuwania, ale interesuje nas po prostu ze względu na dzieje pewnej psychologii. Druga - dla mnie to jest najważniejsze - to widzenie tamtego świata naszymi oczami. Trzeba pamiętać, że my przeszliśmy doświadczenie, którego sobie Żeromski nie mógł wyobrazić. Baryka wygrał wojnę z bolszewikami, ale potem przez pół wieku nasz kraj i świat były pod wpływem ideologii, siły politycznej i bezpośredniego wpływu rewolucji. Prócz tego - jeżeli ciągle staramy się patrzeć z perspektywy historycznej - bunt Baryki przeciwko ówczesnemu Belwederowi jest kompletnie absurdalny. Belweder wtedy reprezentował Wojciechowski, to znaczy prezydent nie mający siły. Jeśli chodzi o władzę, reprezentujący tylko nieudaną, kaleką próbę polskiej demokracji parlamentarnej, która się w końcu wykoleiła.
TR: Ale przecież Filip Bajon, reżyser filmu, jest prawie o wiek mądrzejszy od autora "Przedwiośnia", choćby znajomością historii. Wie to wszystko, co wydarzyło się po tamtym ataku na Belweder.
ZK: Ale postanowił udawać, że nie wie tego wszystkiego i raczej starał się zainteresować nas tym, co pan nazywa osobistym losem Baryki, jego dojrzewaniem, które z punktu widzenia intelektualnego musimy ocenić jako niedorzeczne.
TR: Na czym więc polega ten fenomen, że w żaden sposób nie da się w filmie "Przedwiośnie" polubić Cezarego Baryki?
ZK: Jeżeli nawet będziemy traktować ten film jako dzieje dojrzewania młodego Polaka w owym czasie, to cóż to jest za dojrzewanie, które się kończy przypadkową śmiercią w wieku 23 lat?! U Żeromskiego zakończenie było otwarte: Baryka szedł w pochodzie komunistów na Belweder i tu się powieść urywała. Był znak zapytania. Tego w kinie nie sposób dokonać, bo emocjonalność kina jest taka, że widzowie nie tolerują zakończenia otwartego; oni sobie życzą wiedzieć, co się stało z dojrzewaniem tego człowieka.
TR: Ale reżyser powinien także pamiętać, że widzowie życzą sobie móc współodczuwać problemy głównego bohatera. Chcą się przejmować jego życiem. Trudno jednak przejmować się kimś, kogo się nie rozumie.
ZK: O to chodzi! Ale za to odpowiedzialny jest też Żeromski, bo jego bohater w gruncie rzeczy jest cymbałem! Widzimy go jako niedojrzałego umysłowo do tego stopnia, że w żaden sposób nie możemy się z nim, nawet na zasadzie życzliwości, identyfikować. Te niedostatki były widoczne już wtedy, kiedy "Przedwiośnie" powstało, tylko wówczas było takie napięcie emocjonalne, taka gorączka polityczna, że traktowało się tę książkę jako rodzaj poematu prozą, a nie beletrystykę opisującą życie. Czyli coś takiego, co wyraża emocje, a nie musi być odpowiedzialne intelektualnie. Żeby po upływie prawie wieku dostosować ten tekst do myślenia współczesnego, trzeba było zaiste dzikiej gimnastyki. Autorzy filmu ograniczyli się do zlikwidowania Baryki. Ten gest - kto wie, czy nie symboliczny - oznacza również klęskę samego filmu.
Okładka tygodnika WPROST: 15/2001
Więcej możesz przeczytać w 15/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także