Szczyt senatora

Szczyt senatora

W Rydze przywódcy NATO zaak-ceptowali koncepcję sojuszu jako żandarma światowej demokracji
Mała dziewczynka uciekła stąd przed Armią Czerwoną, dzieląc los setek tysięcy uciekinierów z krajów bałtyckich, by po latach emigracji w Kanadzie wrócić do Rygi i przyjmować jak równa z równymi uczestników szczytu NATO" - tak, nawiązując do biografii prezydent Łotwy Vairy Vike-Frei-bergi, zaczął swoje przemówienie na uniwersytecie w Rydze prezydent George Bush. Jeszcze kilkanaście lat temu, gdy Litwa, Łotwa i Estonia odzyskiwały niepodległość, nawet najbardziej dalekowzroczni i odważni politycy nie mogli przypuszczać, że szczyt sojuszu może się odbyć w byłej sowieckiej republice. Zwłaszcza szczyt tak ważny, mający przezwyciężyć podziały wewnątrz NATO i nadać Paktowi Atlantyckiemu nową dynamikę.
Pierwsze komentarze po spotkaniu przywódców sojuszu były raczej powściągliwe. Obserwatorzy podkreślali, że nie podjęto decyzji o kolejnym rozszerzeniu, że ledwie dotknięto kwestii bezpieczeństwa energetycznego Europy, a w sprawie Afganistanu nie podjęto zbyt wielu wiążących ustaleń. Koncentrowano się na skandalu wokół przyjęcia urodzinowego prezydenta Francji. Jacques Chirac postanowił świętować swoje urodziny w Rydze i zaprosił na nie część przywódców NATO, a o części (w tym Bushu, Blairze i Kaczyńskim) taktownie zapomniał. Co więcej, pojawiły się sygnały z Moskwy, że na urodziny francuskiego prezydenta wybiera się Władimir Putin. Ponieważ rosyjskiego przywódcy nikt do Rygi nie zapraszał, panowało zamieszanie, a gospodarze szczytu zastanawiali się, co zrobić, jeśli samolot Putina pojawi się nad lotniskiem w Rydze. Putin nie przyjechał i powiedział, że nigdy się na bankiet do Rygi nie wybierał, ale zamieszanie przygłuszyło drugą falę komentarzy. Tym razem o wiele bardziej pozytywnych.
W Rydze udało się bowiem powstrzymać proces rozkładu NATO i reanimować zdolność członków sojuszu do rozmowy i działania. Jedyna realnie podjęta decyzja dotycząca powołania 25-tysięcznych sił szybkiego reagowania NATO oznacza, że Kwatera Główna paktu zyskuje narzędzie działania politycznego. Poza tym - a może nawet przede wszystkim - taka decyzja oznacza, że przywódcy zaakceptowali de facto koncepcję "globalnego NATO", czyli sojuszu działającego w roli żandarma światowej demokracji.

Kaukaz nad Atlantykiem
Jedną z najbardziej kontrowersyjnych kwestii podczas szczytu była - rzecz jasna - sprawa rozszerzenia NATO. Niespodzianką stało się łatwe zaproszenie do programu "Partnerstwo dla pokoju" - będącego w istocie ścieżką do uzyskania członkostwa - Serbii, Czarnogóry oraz Bośni i Hercegowiny. Chorwacja i Macedonia dostały obietnicę, że w roku 2008 otrzymają zaproszenie do członkostwa, więc można uznać, że podczas szczytu ryskiego NATO zdecydowało się wziąć odpowiedzialność za pokojowy rozwój sytuacji na Bałkanach. I to mimo zastrzeżeń Holandii i Wielkiej Brytanii, które chciały obwarować zaproszenia dla krajów bałkańskich postępami w rozliczeniu zbrodni z okresu wojny domowej po rozpadzie Jugosławii. Wiadomo jednak, że najwięcej emocji budziło zaproszenie Gruzji i Ukrainy. O ile Rosja (nazwana przez Jaapa de Hoop Scheffera ważnym i uprzywilejowanym partnerem) zniosła jakoś wejście do NATO państw bałtyckich, o tyle NATO-wska flaga nad Tbilisi, a tym bardziej nad Kijowem ciągle jest traktowana w Moskwie jako casus belli. Gruzja, reprezentowana w Rydze przez szefową parlamentu Nino Burdżanadze, była wspominana ciepło i często. Prezydent USA jasno stwierdził, że drzwi do NATO są dla Gruzinów otwarte. W podobnym tonie wypowiadał się prezydent Lech Kaczyński. Szef Komisji Integracji Europejskiej parlamentu Gruzji Dawid Bakradze powiedział "Wprost": - Otrzymaliśmy klarowny przekaz, iż nasza droga do NATO będzie kontynuowana i że Gruzja jest traktowana jako poważny kandydat do członkostwa podczas kolejnego rozszerzenia sojuszu.
Zdecydowanie mniej optymistyczny przekaz popłynął do Kijowa. Ukraińcy nie mieli na szczycie politycznych przedstawicieli, a przywódcy NATO wypowiadali się w sprawie tego kraju powściągliwie, akcentując przede wszystkim konieczność wypracowania klarownego stanowiska przez samych Ukraińców. Widać było, że przyjaciele Ukrainy, łącznie z polskim prezydentem, są wręcz zirytowani zachowaniem rządu Janukowycza, który zrezygnował ze starań o członkostwo w pakcie. Na razie zatem plan przygotowania do członkostwa (tzw. MAP) jest opracowywany dla Gruzji. Ukrainy planiści NATO nie uwzględniają. Co w świetle brutalnego wypychania z rządu Borysa Tarasiuka wydaje się niestety zachowaniem racjonalnym.

Energetyczne NATO bis
Najciekawszą częścią szczytu okazała się jednak konferencja ekspertów zorganizowana przez amerykański German Marshall Fund i Łotewskie Stowarzyszenie Atlantyckie. - Jeśli spojrzymy na agendę szczytu, to najszerzej poruszaną kwestią jest Afganistan. Nie chcę powiedzieć, że Afganistan nie jest ważny, ale jest to sprawa wąska, prawie techniczna. Na naszych konferencjach zadawano pytania dotyczące przyszłości NATO, Bliskiego Wschodu, Azji, stosunku do Chin czy Japonii. Te referaty będą opublikowane na stronach internetowych szczytu. To ważne, gdyż politycy boją się takich debat. I być może konferencja doda odwagi do dyskutowania na takie tematy, jak globalna rola NATO, bezpieczeństwo energetyczne, stosunki NATO - Rosja czy NATO - UE - powiedział "Wprost" Ronald Asmus, wiceprezes GMF na Europę. - Na poziomie oficjalnym sojusz przekroczył Rubikon na drodze do półglobalnej misji. Za półtora roku będzie następny szczyt i mam nadzieję, że niektórzy ludzie będą zainspirowani tymi debatami. Politycy opuścili Rygę z wrażeniem, że debaty nad przyszłością NATO zostały wznowione - dodał.
Wznowienie debaty politycznej zawdzięczano przede wszystkim Richardowi Lugarowi, przewodniczącemu Komisji Spraw Zagranicznych Senatu USA. Wystąpił on z koncepcją rozszerzenia odpowiedzialności NATO na niezależność energetyczną państw członkowskich. - Lugar nawiązał do swojego wystąpienia z 1993 r. Był pierwszym politykiem, który sformułował koncepcję, że albo NATO wyjdzie poza obszar traktatowy swojego działania, albo zostanie zmarginalizowane. Tym razem powiedział, że nie jest to sprawa zakresu geograficznego, ale zakresu przedmiotowego działania paktu. Dojrzało powszechne przekonanie, że nośniki energii są porównywalne do broni. Rosja musi sobie zadać pytanie, czy chce być europejską Arabią Saudyjska, czyli państwem o systemie autorytarnym, które wykorzystuje surowce dla wzbogacania się elit, czy też chce być państwem demokratycznym i wykorzystywać surowce do przeprowadzenia reform gospodarczych i politycznych, a jednocześnie prowadzić konstruktywny dialog ze swoimi partnerami - skomentował referat Lugara prof. Adam Rotfeld.
Kwestia zaangażowania NATO w sprawy energetyki została pozytywnie przyjęta przez większość uczestników z Europy Środkowej. Vaira Vike-Freiberga powiedziała "Wprost", że państwa naszego regionu, które dotychczas budowały swoją niezależność energetyczną samodzielnie, powinny zdecydowanie więcej uwagi poświęcić współpracy. Wystąpienie Lugara z aprobatą komentowali też szefowie delegacji gruzińskiej. A łotewski minister spraw zagranicznych Artis Pabriks wyraził w rozmowie z "Wprost" nadzieję, że polska dyplomacja będzie sprawniejsza w budowaniu porozumienia w kwestii energetyki niż w budowie koalicji w sprawie weta wobec Rosji.

Cztery mielizny
Zdaniem Ronalda Asmusa, NATO powinno się zająć czterema najważniejszymi kwestiami, są to: nowe misje, rozszerzenie paktu, energetyka europejska i relacje NATO z UE. Dodał, iż najtrudniejsza do rozwiązania może się okazać ta ostatnia kwestia, a równocześnie właśnie ona jest wyjątkowo ważna dla przyszłości sojuszu. Żadna z tych czterech spraw nie została w Rydze rozstrzygnięta, wszystkie jednak znalazły się w polu dyskusji. I bez większych sporów zgodzono się, iż za półtora roku wszystkie cztery sprawy muszą się stać oficjalną częścią agendy obrad.
Polacy wyjeżdżali z Rygi z umiarkowanym poczuciem sukcesu: komplementowani za udział w akcji w Afganistanie i zadowoleni z ciepłych słów, które padły pod adresem Gruzji. W części nieoficjalnej udział w siłach NATO w Afganistanie miały też potwierdzić Holandia, Rumunia, Słowenia, Luksemburg i Bułgaria, a kanclerz Angela Merkel stwierdziła, że "w sytuacjach nadzwyczajnych" niemieccy żołnierze będą mogli przekroczyć swój mandat. Zarazem jednak poczucie niedosytu budziła zbyt mała aktywność Polski w sprawie rozszerzenia. Szkoda też, że koncepcja energetycznego NATO stała się głośna dopiero wtedy, gdy powiedział o niej senator Lugar.
Okładka tygodnika WPROST: 49/2006
Więcej możesz przeczytać w 49/2006 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także