Schizma trydencka

Schizma trydencka

Zrównanie mszy trydenckiej z posoborową może doprowadzić do rozłamu w Kościele

RYT TRYDENCKI
Msza trydencka to liturgia celebrowana w klasycznym rycie rzymskim. Odwołuje się do tradycji czasów apostolskich, zaś praktyka duszpasterska ukształtowała ją w VI wieku. Sobór trydencki (1545-1563) i papież Pius V w 1570 r. bullą "Quo primus" skodyfikowali istniejący obrządek. W wyniku uchwał II soboru watykańskiego Kościół dokonał zmiany formy liturgii mszalnej, rezygnując nie tylko z języka łacińskiego, ale także wprowadzając zmiany mszału rzymskiego. Na wzór pierwszych chrześcijan kapłani zaczęli sprawować liturgię odwróceni twarzą do ludu, ołtarze wznoszono często w centralnym miejscu świątyni, a duchownych zwolniono z nakazu stosowania licznych gestów i symboli liturgicznych. Reforma liturgiczna przyczyniła się do sekularyzacji i zaprzestania praktyk religijnych wśród wielu wiernych. Jednocześnie od lat 70. pojawiali się duchowni i wierni pragnący powrócić do liturgii trydenckiej. Dopiero Jan Paweł II w liście apostolskim "Ecclesia Dei" zwrócił się do biskupów o zmianę nastawienia do grup tradycjonalistycznych.
Wczasie majowej wizyty Benedykta XVI w Polsce spore zainteresowanie wzbudzała biała płachta rozwinięta nad głowami młodych ludzi. Ręcznie wykonany napis był niby znajomy, a jednak brzmiał, jakby pielgrzymi przybyli z daleka. Choć w ich grupie każdy mówił po polsku, pozdrowienie skierowane do papieża brzmiało jak przedsoborowe wezwanie do modlitwy: "Benedictus XVI qui venit in nomine Domini. Fideles missae tridentiae". Polscy tradycjonaliści swój transparent ustawili na wzniesieniu na obrzeżach krakowskich Błoń, aby bardziej był widoczny dla papieża i celebrujących z nim mszę duchownych niż setek tysięcy pielgrzymów.

Liturgia tajemnicy
Miłośnicy mszy trydenckiej lubią podkreślać swoją odrębność, uważając się za sól Kościoła katolickiego. Dziś gromadzą się w każdą niedzielę w kilkunastu miejscach w Polsce, czasem są to okazałe kościoły, jak monumentalna gotycka świątynia NMP na Piasku we Wrocławiu, kościół Bonifratrów na krakowskim Kazimierzu czy należący do redemptorystów kościół św. Benona w Warszawie. Od września do miejsc, gdzie "msza odprawia się po staremu", dołączył Radom, gdzie miejscowy biskup zezwolił jezuickiemu duszpasterzowi o. Hubertowi Czumie na odprawianie liturgii według mszału św. Piusa V. Krakowska wspólnota przeżywała niedawno prawdziwe święto - mszę pontyfikalną w rycie trydenckim odprawił biskup. Nie był to jednak nikt z polskich hierarchów, ale czarnoskóry biskup pomocniczy archidiecezji Chicago Joseph Perry.
Tradycjonaliści nie są w polskim Kościele rozpieszczani, ale też zbytnio nie narzekają. Ks. Wojciech Grygiel, zanim został duszpasterzem tego środowiska, skończył chemię na uniwersytecie i obronił doktorat. Spędził też sporo czasu w USA, gdzie spotkał się z przedstawicielami środowisk skupionych wokół mszy trydenckiej. Potem były jeszcze studia teologiczne w seminarium należącym do Kapłańskiego Bractwa Świętego Piotra i wreszcie praca duszpasterska w Polsce. Żywo dyskutuje i wyjaśnia zawiłości liturgii trydenckiej, podkreślając, że "przy panującym dziś i wszechobecnym szumie medialnym ta liturgia nastawiona jest na misterium i daje poczucie zbliżenia się do tajemnicy". Dodatkowo, o czym od początku jest przekonany duszpasterz ponadstuosobowej krakowskiej wspólnoty mszy trydenckiej, taka liturgia ma w sobie "szczególny walor estetyczny". Wiadomo, stare szaty, w które ubrany jest kapłan, odpowiednio dobrany śpiew gregoriański i muzyka.

Żołnierze Jezusa
Grupy zwolenników mszy trydenckiej spotykają się niemal w każdym większym mieście. Ich duszpasterze coraz częściej rekrutują się ze specjalnych stowarzyszeń. Ks. Wojciech Grygiel jest jednym z trzech polskich księży, członków Kapłańskiego Bractwa Świętego Piotra, którzy studiowali w jedynym w Europie seminarium duchownym bractwa w Wigratzbad w Niemczech. Teraz kształci się tam kolejnych czterech kleryków z Polski.
Tradycjonaliści nie kryją, że o ile II sobór watykański wytyczył słuszny kierunek reform, o tyle zbyt śmiałe innowacje posoborowe doprowadziły do odarcia liturgii z mistycyzmu i sacrum. Dla nich liturgia jest nie tylko "szczytem przeżywania spotkania z Bogiem", ale i "wielką tajemnicą wiary", dlatego używanie łaciny jako języka liturgii dopełnia jedynie tego misterium. Nawet podczas prywatnej modlitwy księża używają przedsoborowego brewiarza rzymskiego, a dominującym przejawem pobożności są formy modlitewne z czasów naszych dziadków.
Zupełnie inaczej wygląda pozaliturgiczna aktywność tradycjonalistów. Są skazani na funkcjonowanie "wyspowe", więc nie tylko nie stronią od nowoczesnych metod komunikacji, ale sami je kreują i wykorzystują. Wystarczy wejść na stronę www.fidelitas.pl lub zajrzeć na www.christianitas.pl albo sięgnąć po drukowaną wersję tego ostatniego periodyku, aby zauważyć, że sympatii wobec tych środowisk nie kryją znane postacie świata polityki i kultury, choćby marszałek Sejmu Marek Jurek, publicysta Paweł Milcarek czy pieśniarz Jacek Kowalski. Ich wizja świata, jak to wyłożył Paweł Milcarek, sprowadza się do bycia konserwatywnym w każdym wymiarze życia: "Chcemy, by nas rozpoznawano jako liturgicznych tradycjonalistów, bez traktowania naszego tradycjonalizmu jako jakiegoś wtórnego dziwactwa okupionego ewentualnymi innymi zasługami. To nie jest kaprys estetyczny, lecz istotne Čźródło i szczytÇ, duchowa ojczyzna, za którą obrywamy docinki i złości po parafiach i kuriach i w której szanujemy nawet najmniejszą religijną ceremonię".
W życiu publicznym tradycjonaliści wspierają postawy określane jako "reakcyjne", ale słowo to jest rozumiane zgodnie z wykładnią zaprezentowaną w książce Marka Jurka. Napisał on, że "reakcja jest objawem życia". Z kolei Milcarek dowodzi, że nasze życie "upływa przecież nie w raju, lecz pod ciśnieniem zaczepnej destrukcji instytucji cywilizacji chrześcijańskiej". Ten wyraźny polityczny rys nie jest jednak postawą dominującą. Zdaniem ks. Grygiela, w grupie krakowskiej "dominują ludzie reprezentujący klasę średnią", a polityka nie istnieje jako problem.
Spora grupa tradycjonalistów swoją misję w świecie widzi jako walkę o ocalenie tradycji i cywilizacji chrześcijańskiej zalewanej w globalnej wiosce przez "laickie standardy, rzeczywistość bez Boga i chrześcijaństwa, a nawet bez wyraźnie widocznych oznak religijnych". To pewnie dzięki temu ich szeregi zasilają członkowie kontrowersyjnego Chrześcijańskiego Stowarzyszenia im. Piotra Skargi czy różnych odłamów ruchów monarchistycznych. Wśród uczestników niedzielnych mszy trydenckich można także spotkać kilku posłów PiS.

Lęk przed rozłamem
Niedawno Kościół katolicki obieg-ła wieść, że papież przygotowuje indult generalny, który każdemu kapłanowi na świecie zezwoli na odprawianie mszy trydenckiej, zaś na jej celebrowanie nie będzie potrzebne już specjalne zezwolenie. To de facto spowodowałoby zrównanie w prawach mszy tradycyjnej z liturgią posoborową. Zapowiedź indultu wywołała spore zamieszanie. Biskupi, głównie reprezentujący episkopaty Francji i Niemiec, krytycznie odnieśli się do planów Benedykta XVI. Ostrożność podpowiadał papieżowi kardynał Karl Lehmann, który w Radiu Watykańskim stwierdził, że powrót mszy trydenckiej może doprowadzić do rozłamu w Kościele. "Moje doświadczenie mówi mi, że tylko u niewielu ludzi estetyka liturgii odgrywa jakąś rolę. Często w tle stoją przesłanki dogmatyczne, na przykład negowanie ważności mszy według porządku posoborowego" - podkreślił kardynał.
Według radykalnego portalu www.kreuz.net, we Francji tworzy się swoisty front oporu przeciw indultowi generalnemu. Biskup Claude Dagens, ordynariusz diecezji Angoulme, stwierdził, że planowane zrównanie w prawach liturgii przed- i posoborowej dokonuje się "w zły i wzbudzający zaniepokojenie sposób" i zagraża nie tylko jedności, ale także wiarygodności Kościoła. Zdaniem biskupa G�rardaDefois z Lille, Kościół łaciński powinien mieć tylko jeden ryt. Z kolei abp Robert Le Gall, metropolita Tuluzy, domaga się, aby ewentualna decyzja zrównująca mszę trydencką z mszą posoborową była uzależniona od opinii episkopatu danego kraju.
Pod prąd opinii hierarchów idą oczekiwania francuskich katolików. Aż 65 proc. katolików diecezji Reims, badanych przez CSA Institute, uważa, że wierni powinni mieć wybór między mszą w rycie trydenckim i posoborowym. Zachęcająca dla tradycjonalistów może być deklaracja ponad 60 proc. pytanych, którzy wyrazili chęć uczestniczenia choć raz w mszy po łacinie.

Polskie spory
Polscy biskupi twierdzą na ogół, że msza trydencka nie jest u nas problemem. Kiedy pogłoski o ogłoszeniu indultu pojawiły się w prasie, abp Józef Michalik radził, by zaczekać na publikację papieskiego dokumentu. Inni biskupi na ogół odmawiali jednoznacznego komentarza. Jedynie metropolita gdański abp Tadeusz Gocłowski otwarcie powątpiewał, czy wydanie dokumentu cokolwiek zmieni, bo i tak msza trydencka nie będzie się cieszyć większym zainteresowaniem.
Jeśli indult papieski zostanie opublikowany, największą przeszkodą nie będzie wola wśród biskupów, ale nieprzygotowanie najmłodszej części duchowieństwa. Dziś nawet znajomość łaciny jest na poziomie podstawowym, a przecież liturgia trydencka to nie tylko język, ale nieco odmienny jej przebieg. Wymowne jest doświadczenie jednego z wychowawców seminaryjnych z Opola, który zabrał grupę kleryków na mszę trydencką i ze zdziwieniem zauważył, jak u wielu z nich taka liturgia zamiast przeżycia mistycznego wywołuje uśmieszki.
Ks. Grygiel uważa, że dobrym rozwiązaniem może być zobowiązanie konferencji episkopatów do powołania księży ekspertów weryfikujących, czy dany kapłan jest przygotowany do odprawiania mszy w rycie trydenckim. Wcześniej jednak trzeba rozwiązać kilka spraw dotykających cały Kościół. Do najpilniejszych należy uzupełnienie kalendarza liturgicznego m.in. o kwestie kultu nowych świętych (księgi liturgiczne, z których korzystają tradycjonaliści, były wydane w 1962 r.), a księża muszą zaakceptować należny szacunek i "dyscyplinę liturgiczną". Warto pamiętać, że ryt trydencki znacznie ogranicza kreatywność kapłana, dzięki czemu wierny chcący się modlić, nie jest zaskakiwany liturgią mszy, jak to się obecnie zdarza. Właśnie w tej stałości i porządku duchowni odprawiający msze w rycie trydenckim widzą katechetyczny wymiar liturgii.

Ostrożność Watykanu
Swoista ostrożność przed pełnym otwarciem Kościoła na liturgię trydencką jest zauważalna w Watykanie. Kiedy w maju 2003 r. benedyktyn o. Andrew Southwell odprawił w Bazylice św. Piotra mszę według mszału św. Piusa V, w kręgach tradycjonalistów uznano, że najgorsze jest już za nimi. Warto przypomnieć, że w latach 1991-2002 bazyliką zarządzał kard. Virgilio Noe, niegdyś członek Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny oraz promotor nowej, posoborowej formy liturgii. Za jego czasów miało dochodzić wręcz do odprawiania mszy trydenckiej potajemnie. Dopiero w marcu tego roku Sekretariat Stanu ogłosił warunki, na jakich można celebrować mszę w rycie trydenckim w Bazylice św. Piotra. Msza może być odprawiana jedynie w grocie pod nawą główną, a nie w samej bazylice, może to być tzw. msza prywatna, a więc sprawowana przez samego kapłana, któremu może towarzyszyć jedynie mała grupka wiernych, nie wolno robić zdjęć czy nagrań wideo. A co najważniejsze, ksiądz musi wcześniej uzyskać pozwolenie z powołanej dla tradycjonalistów watykańskiej komisji Ecclesia Dei.
Nawet ogłoszenie indultu generalnego i zezwolenie księżom na odprawianie mszy trydenckiej niewiele zmieni w praktyce Kościoła. Tam gdzie kościoły są pełne (Polska, USA czy Nigeria), wierni są przyzwyczajeni do liturgii odprawianej w językach narodowych i układzie posoborowym, a msza trydencka może być cennym uzupełnieniem "oferty duszpasterskiej" dla bardziej wymagających. Tam gdzie świątynie opustoszały (jak w Niemczech czy Francji), tradycyjna msza trydencka może być co najwyżej miłym refleksem historii przypominającym czasy świetności.
Okładka tygodnika WPROST: 50/2006
Więcej możesz przeczytać w 50/2006 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 5
  • irenka IP
    Zrobic msze rockowe i bedzie po krzyku
    • Darek IP
      \"Na wzór pierwszych chrześcijan kapłani zaczęli sprawować liturgię odwróceni twarzą do ludu\"Nieprawda pierwsi chrześcijanie odprawiali mszę Ad orientem w starożytności wyrazem wspólnoty było zasiadanie po tej samej stronie a nie zwraca sie sie twarzą do siebie a wrócenie w wspólną stronę oznaczało wspólne oczekiwnie na powrót Chrystusa tak zwracali się kapłani w Światyni Salomona oraz Chrystus który był z apostołami po jednej stronie stołu na ostatniej wieczerzy. „Istotną kwestią jest (…) wspólne zwrócenie się na Wschód w czasie Modlitwy eucharystycznej. Nie chodzi tu o coś przypadkowego, lecz o rzecz zasadniczą. To nie spojrzenie na kapłana jest ważne, lecz wspólne spojrzenie na Chrystusa. Nie chodzi tutaj o dialog, lecz o wspólną adorację, o wyjście naprzeciw Temu, który nadchodzi. To nie zamknięty krąg odpowiada istocie wydarzenia, lecz wspólne wyruszenie w drogę, wyrażające się we wspólnym kierunku” (Kard. J. Ratzinger, Duch liturgii
      • ania IP
        Ten artykuł przedstawia tradycję jako coś, co jest niepotrzebne, z czym trzeba walczyć. A niby dlaczego modlitwy \"z czasów naszych dziadków\" miałyby być czymś gorszym? I może ktoś mi wytłumaczy czemu Stowarzyszenie im. P. Skargi jest kontrowersyjne?
        • lmn IP
          Ks. Sowa = najgłupszy, ultra-lewacki ksiądz w Polsce
          • br.thomson IP
            Chyba wy jesteście schizmą co w ten sposób wrogo nastawieni jesteście do Mszy Trydenckiej i Benedykta XVI biada wam faryzeusze!