Jeszcze Polska nie zginęła czyli niemieckie prawo do ojczyzny

Jeszcze Polska nie zginęła czyli niemieckie prawo do ojczyzny

Dodano:   /  Zmieniono: 
Środowe doniesienia o ponownym pojawieniu się w programie CDU-CSU kwestii związanych z "prawem do ojczyzny" nie wywołały już żadnej reakcji. Tymczasem Niemcy są konsekwentni. Czy mamy szykować się do zwrotu majątków z jednoczesną zapłatą odszkodowań za bezprawne użytkowanie niemieckiego mienia? No, chyba, że wybawią nas Turcy.
Poprzednia deklaracja rządzącej w Niemczech CDU-CSU w sprawie "wypędzonych" odbiła się pewnym echem w Polsce, ale sprawa po wyborach ucichła. PO przyjęło taktykę udawania, że nic się nie stało i szyderstw z PiS, które z kolei próbowało wykorzystać okazję, choć bez rezultatu, jak przystało na nieudaczników.
Dość powiedzieć, że ku radości "Gazety Wyborczej", PO wygrało z PiS przygniatająco, nawet w Szczecinie!
Akcja Organu Michnika pod przewodnim hasłem: PiS ma obsesję antyniemiecką, niczym Gomułka, a deklaracja jest incydentem, który doprawdy nic nie znaczy, okazała się skuteczna.

Wszystko to musiało być w Niemczech bacznie obserwowane, a wnioski narzuciły się same. Nie dziwota, że rządząca w Niemczech koalicja CDU-CSU poszła za ciosem.
W minioną środę wieczorem pojawiła się informacja, za jednym z tygodników niemieckich, że najbliższy zjazd koalicji w programie wyborczym (wybory tym razem parlamentarne) powtórzy swoje hasła. Te o "prawie do ojczyzny" oraz o tym, że "wszelkiego rodzaju wysiedlenia powinny zostać potępione i naruszone prawa – uznane". Koalicja udzieli też kolejnego poparcia dla Eriki Steinbach.

Jak zareagowały nasze media?
Temat pojawił się w środę na Onecie, tyle, że gdzieś pośród innych, na dodatek pod mylącym tytułem. Co ciekawe, temat choć mocno kontrowersyjny, to na forum pod nim znalazł się jeden jedyny głos internauty.
Portal wp.pl zupełnie nie zauważył tematu.
Z portali gazet jedynie GazWyb, ledwo zauważyła tę informację, tyle, że pod nią znalazło się wiele głosów internautów. Natomiast w czwartek po temacie (no i dyskusji) na stronie śladu nie było! W czwartek papierowe wydanie GazWyb pisało o wszystkim tylko nie o tym.
Rzepa milczała.
Nie oglądałem telewizji, ani "publicznej" ani prywatnych, ale nie spodziewam się, by cokolwiek było na ten temat.
W środę i w czwartek w radiowej "Trójce" cisza.
Politycy tematu też nie zauważyli.

I to nie umknie uwadze - niemiecka konsekwencja zaczyna przynosić rezultaty, więc można być pewnym kolejnych kroków.
Szybciej niż się nam wydaje, przyjdzie czas na realizację "prawa do ojczyzny", czyli zwrotu majątków oraz egzekwowanie odszkodowań za wieloletnie "bezprawne użytkowanie niemieckiego mienia", bo taki będzie kolejny logiczny skutek "uznania naruszonych praw".

Wdaje się, że poparcie Niemiec dla nominacji Jerzego Buzka na przewodniczącego PE nie musi być wystarczającą rekompensatą.

W polsko-niemieckiej konfrontacji na PO nie ma co liczyć, to jasne, bo to partia kapitulancka z wielu powodów. Jest skrajnie prounijna, co oznacza uznanie dominującej roli Niemiec w UE. Działacze PO chętnie w rolę wasali wejdą w zamian za niewielkie, ale pewne korzyści z łaski mocodawcy. Donald Tusk wychował się na podwórku a mentalność tam ukształtowana każe być chojrakiem wobec słabszych, ale uczy pełnej uległości wobec silniejszego.

A "patriotyczny" PiS? PiS to partia groteskowa i co gorsza ambiwalentna jeśli chodzi o UE i łudząca się, że będzie cokolwiek znaczyć w parlamencie eurosojuza, gdzie rzekomo ma zamiar bronić polskiego interesu. Tymczasem jak wszystko, czego się dotknie PiS, i to okaże się klęską.

Tymczasem z Pałacu Prezydenckiego docierają sygnały, że prezydent coraz bardziej mięknie w sprawie Lizbony, potwierdzając, że i w tej sprawie jest papierowym tygrysem. Lizbony, która gwarantuje Niemcom dominującą rolę w Europie.
Orzeł Kaukazu mocny jest w gębie, szczególnie przeciw Ruskim, gdy go cwaniak taki jak Saakaszwili podpuści.

Jest jednak pewna szansa - Niemcy coraz bardziej się islamizują.
Jak się właśnie ze zdumieniem doliczyli, osób wyznających islam jest w Niemczech znacznie więcej niż sądzono – już ok. 10 proc. społeczeństwa. A tendencje demograficzne są bezlitosne.
Byłoby to pewna odmiana w naszej historii, gdyby mierzyć się z islamem, tym razem zagrażającym nam z Zachodu, zamiast tradycyjnego zagrożenia germańskiego.
A może tym razem zamiast bić się z Turkami w obronie Niemców, warto z nimi się sprzymierzyć?

I jeszcze o Erice Steinbach.
Tak się złożyło, że w ub. weekend udzieliła ona wywiadu Organowi Michnika.
Dziennik chełpił się, że zrobiła dla nich wyjątek, bo z zasady nie rozmawia z polskimi mediami. Nie dziwię się więc, że zrobiła dla OM wyjątek – ostatecznie bardzo się zasłużyli.

Steinbach głosi to, co głosi, czyli porusza kwestie "nieuregulowanych roszczeń majątkowych", które są ważne dla "wielu moich partyjnych kolegów". Poza tym okazuje się być miłą panią, która życzy Polsce jak najlepiej a nawet kilkakrotnie powtarza: "Jeszcze Polska nie zginęła", co w jej ustach i na tych łamach brzmi jak szyderstwo.
Tymczasem poniżej wywiadu jest komentarz, który tłumaczy w przystępnej politgramocie, że Steinbach nic nie znaczy a nawet całkiem z nią już koniec, bo Angela Merkel ją całkiem skreśliła, podobnie jak całą tematykę wypędzonych itp. I już byśmy byli pewnie nawet uronili łzę nad niedolą Steinbach, gdyby nie ostatnie doniesienia z Niemiec. A Organ Michnika wyszedł na durnia w swej filogermańskiej nadgorliwości.

A teraz wątek cokolwiek osobisty.
Steinbach w wywiadzie, na pytanie, co w czasie wojny robił jej ojciec odpowiada, że był w Luftwaffe, i dziękuje ona Bogu, że w Luftwaffe, co powoduje, że "nikomu nie przyjdzie do głowy mówić, że był nadzorcą obozu koncentracyjnego".
Otóż moja opowieść z czasów drugiej wojny światowej dotyczy mojej Mamy ale też wiąże się z niemieckim lotnictwem. Jej komunia św. przypadła na rok 1940, więc uszycie białej komunijnej sukienki nie było proste. Nie mniej moja babcia postarała się jak mogła i powrót do domu napawał obie tym większą dumą. Pojawienie się na niebie samolotu z czarnymi krzyżami nie wywołało specjalnych obaw, co najwyżej ciekawość – nigdy ich w tej okolicy nie widziano. Samolot wziął kurs na grupkę ludzi i obniżył lot. Kierował się prosto na mamę, której wydało się, że pilot, widząc tak uroczyście odzianą dziewczynkę, może zechce jej pomachać skrzydłami, więc sama zaczęła do niego machać. Nagle przez ryk silnika przebił się suchy seryjny trzask, mama zastygła w miejscu ale babcia szarpnęła nią i pociągnęła pod pobliski murek, do którego przywarły… Pociski karabinu maszynowego potłukły się jeszcze chwilę o bruk kilkoma seriami. Samolot odleciał, a pilot nie zechciał zawrócić, pewnie miał inne, ambitniejsze zadania niż strzelanie, zresztą niecelne, do małych, odzianych na biało dziewczynek. Mamie nic się nie stało, potłukła sobie tylko kolana a sukienka obryzgana była błotem.

Pani jest pewna, że nie był to pani ojciec, pani Steinbach?

Ostatnie wpisy

  • "Niezwykle atrakcyjny" 11 listopada 8 lis 2011 W Warszawie zapowiadają się "atrakcje", jakich chyba nigdy dotąd nie odnotowano przy okazji Narodowego Święta Niepodległości. Szkoda tylko, że w tym zdaniu niezbędny jest cudzysłów.
  • Rozkaz: nie chwalić się 11 sie 2011 Inauguracja kampanii wyborczej Partii Przewodniej przeszła niezauważona -  afera wyborcza w Wałbrzychu i raport posła Andrzeja Czumy okazały się znacznie bardziej interesujące dla mediów. Na dodatek okazało się, że w czasie kampanii będzie jednak można korzystać z billboardów,...
  • Kaczyński i pięćset kobiet 20 lip 2011 Sensacyjna wiadomość całkiem niedawno obiegła kraj - Jarosław Kaczyński, znany z zatwardziałego starokawalerstwa i ogólnej wstrzemięźliwości jeśli chodzi o kobiety, miał się spotkać nie z jedną, ba nawet nie z dwiema, ale od razu z pięciuset kobietami! Słusznie - trzeba...
  • Kolczyk zamiast sierpa 9 lip 2011 Grzegorz Napieralski w swoim gabinecie zajęty był ważnymi dla partii sprawami - konkretnie ćwiczył przed lusterkiem swoje słynne uśmiechy. Był w tym mistrzem, ale wiedział, że nie wolno absolutnie zaniedbać niczego. Wybory zbliżały się szybkimi krokami, a aborcja dla...
  • Uratuje nas koniec świata? 25 cze 2011 Nie tylko nadchodząca wielkimi kroki prezydencja, ale również kilka innych spraw spowodowało, że premier zaprosił do swojego gabinetu ministra Radka (dla przyjaciół Radosława) Sikorskiego. Donald Tusk zaczął od kwestii, która go niezmiernie zaintrygowała – otóż wyczytał...