Czemu służą przecieki?

Czemu służą przecieki?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Przecieki służą demokracji – brzmi odpowiedź na pytanie postawione w tytule. A co to jest ta demokracja? To ustrój, w którym żyjemy, na pohybel niektórym politykom i kilku Ważnym Publicystom.
Którym politykom i Ważnym Publicystom? Tym, których w ostatnich dniach pogoniła biegunka myślowa. Biegunka pienista. Cóż, i to się ludziom przytrafia. Zwłaszcza po spożyciu niektórych środków farmakologicznych.

„Nie ma żadnej afery stoczniowej. Komentarze publicystów” – taki materiał pojawił się w poniedziałek rano w internetowym wydaniu „Gazety Wyborczej”. Zaledwie kilkanaście godzin wcześniej tygodnik „Wprost” (również w wydaniu internetowym) opublikował fragmenty tajnych dokumentów CBA z raportem o  budzących wątpliwości zachowaniach urzędników i szefów Agencji Rozwoju Przemysłu przy sprzedaży majątku gdyńskiej i szczecińskiej stoczni.
Inaczej niż Ważni Publicyści musiał pomyśleć minister z kancelarii premiera Tomasz Arabski. Na podstawie tych dokumentów już w ubiegłym tygodniu złożył doniesienie do prokuratury. Obraz polskich urzędników i pracowników instytucji zajmujących się stoczniami, który jawi się po zapoznaniu się z raportami CBA, jest przejmujący. Ich niekompetencja zdaje się być grzechem najlżejszym. Bo jak inaczej, jeśli nie indolencją, można nazwać poszukiwanie jakichkolwiek informacji o firmie, której sześć dni wcześniej sprzedało się stocznie? Raport skłania do zadawania pytań. W tym miejscu mogę postawić co najmniej sto kolejnych - dotyczących zachowań ludzi z Agencji Rozwoju Przemysłu i Ministerstwa Skarbu. Od poniedziałku zadają je zresztą na konferencjach prasowych dziennikarze. Ale nie Ważni Publicyści. Ci nie zapoznawszy się nawet z materiałami już wiedzieli: Żadnej Afery Nie Ma. Afery stoczniowej. Bo jest inna – afera przeciekowa.
Przeciek to według Ważnych Publicystów zło najgorsze z możliwych. Toczeń, który niszczy wszystkie tkanki organizmu państwa. Wiadomo przecież, że przeciek niesie ze sobą zwykle informację tajną, a więc taką, której wypłynięcie może być władzom nie na rękę. Wiadomo, że przez przeciek władza nie przejdzie suchą stopą, będzie musiała choć trochę się w nim zanurzyć. Wiadomo, że ci mniejsi zwłaszcza, mogą wodą z przecieku się zachłysnąć, jeśli nie wręcz utopić w niej. Ale nie chcę Ważnym Publicystom zarzucać, że tępiąc przecieki, wysługują się władzy. To by była zbrodnia. Ważni Publicyści nie są po stronie władzy. Są oni po stronie Polski. Problem tylko… że pracować im się nie chce.
Bo przeciek zmusza dziennikarza do jeszcze bardziej wytężonej pracy. Jakiej? Po pierwsze – trzeba go umieć sprowokować. W tym celu podejmuje się szereg działań długo- i krótkofalowych. Po drugie – po zdobyciu dokumentów trzeba je przeczytać. To nie jest łatwe, bo raporty pisane są drobnym drukiem i liczą wiele stron. Trzeba nad nimi spędzić czas, który można by poświęcić pielęgnowaniu fryzury bądź pucowaniu brody. Po trzecie – by część informacji ujawnić, należy przepisać je do komputera i opatrzyć informacją, czego dotyczą (zwłaszcza przepisywanie to żmudna robota – robota głupiego). Po czwarte – i to już prawdziwe kamieniołomy – należy przy okazji przecieku skontaktować się z kilkoma ekspertami i otworzyć niektóre inne dokumenty. A te bywają grubsze i jeszcze drobniejszym drukiem pisane. Na przykład taki kodeks karny i jego omówienie… Na przykład prawo zamówień publicznych… Wypada wrócić do ich lektury, by móc po lekturze przecieku, potrafić stawiać urzędnikom pytania. Ale przecież Ważni Publicyści dawno skończyli już szkołę i przygotowywać się do klasówek nie będą! Uczyli się kiedyś i na tej podstawie ukonstytuowali sobie swój pogląd do posiadania gotowy. W ramach tego poglądu, implikacja jest następująca: jeśli rzecz się tyczy stoczni, afery nie ma, jest za to zgniły przeciek, za który trzeba kogoś ścigać.
W tym ściganiu przeganiają się jeden drugiego. Pędzą jak chory z biegunką do toalety. Bo biegunka jest właśnie skutkiem ubocznym łykania Syropu z Prawdą Jedynie Słuszną, którym Ważni Publicyści od lat raczą się na swym olimpie.

PS Afera Watergate też zaczęła się od przecieku. Przeciekał wówczas jeden z szefów FBI wkurzony na to, że władza próbuje zatuszować sprawę. Całe szczęście, że ów Mart Felt przeciekał do dziennikarzy. Gdyby wiedzą i dokumentami podzielił się z Ważnymi Publicystami, prezydent Nixon po zakończeniu kadencji odchodziłby w chwale.


Ostatnie wpisy

  • c.d. "Ż" i "Z"23 maj 2010Kampanijne literki rwą do przodu, ale musimy uporządkować tyły pochodu...
  • "Ż"20 maj 2010Zacznę od końca, bo w kampanii prezydenckiej 2010 wszystko jest na opak.
  • Dzień Ziobry Państwu, czyli przeprosinki pana Zioberka10 sty 2010Napoleon był malutkim facetem, ale Francja nigdy nie była tak wielka, jak pod jego wodzą. Dlatego nie zżymajmy się na maleńkie literki, którymi Ziobro przeprosił dr. Garlickiego, bo literki te sprawiły, że polska demokracja ma szansę być mocniejsza.
  • Amerykańska choroba9 sty 2010Dziś o międzynarodowych chorobach, na które nikt jeszcze nie wymyślił szczepionki (Ewa Kopacz może więc spać spokojnie)
  • Ćwikła z Obamy, Kaczyńskiego i Tuska29 gru 2009Dziś temat polityczno-warzywny, bo i czasy są ostatnio jakieś buraczane...