Z okazji jubileuszu kilka uwag o stanowieniu podatkowego prawa

Z okazji jubileuszu kilka uwag o stanowieniu podatkowego prawa

W roku 1468 król Kazimierz Jagiellończyk zwołał sejm, który przeszedł do historii jako najstarszy w Polsce. Właśnie obchodzimy nieco przyćmioną świętowaniem odzyskania niepodległości 550 rocznicę tamtego wydarzenia. Z tej okazji warto coś napisać o podatkach.

Wyobraźmy sobie, że jest 6 stycznia 1511 roku, zima, święto Trzech Król. Google nie podaje jaka była wtedy pogoda, ale musiało zapowiadać się optymalnie, skoro Zygmunt Stary na ten akurat a nie inny dzień zwołał do Piotrkowa sejm walny koronny i nikt nie protestował.

Powód zwołania był ważny. Pilna potrzeba zgromadzenia konkretnych kwot na obronę Rzeczypospolitej. Należało bronić się przed najazdami ludów, o których dziś nie wypada mówić nieprzychylnie. Monarcha musiał uzyskać zgodę sejmu na wyższe podatki.

Zygmunt Stary dobrze przygotował grunt pod obrady. Już wiele miesięcy wcześniej sporządzał pisma i w teren słał legacje. Zabiegał, cierpliwie przekonywał. Klarownie przedkładał racje i argumenty. Cel osiągnął, bo jako profesjonalista wiedział jak to się robi. Za królewskim projektem podwyższenia podatków świadomie i zgodnie opowiedziała się poselska szlachta oraz senatorowie. Błogosławieństwa udzielił gnieźnieński metropolita, a wraz z nim całe duchowieństwo. Poparcie wyraziły pruskie stany a także miasto Kraków. Krótko mówiąc z grubsza przychylnie wypowiedział się każdy, kto w ówczesnej polityce cokolwiek znaczył. Tak w tamtych czasach przebiegały konsultacje społeczne i cały proces legislacyjny. Władca nie blefował a podani traktowali go poważnie (staropolska zasada zaufania). Tego wymagał polityczny obyczaj, tradycja.

Współczesny obyczaj jest inny. Ustawy, nie tylko zresztą podatkowe, chętnie uchwala się wieczorową porą, a niekiedy w ciemnej nocy, przez zaskoczenie. Wprawdzie formalnie nakazane są konsultacje społeczne, więc rytuał konsultacji odprawia się jak ustawa przewiduje, co jednak nie ma praktycznego znaczenia. Czas konsultacji sprowadza się do niezbędnego minimum, a świeży przykład exit tax po raz kolejny pokazuje, że dwa tygodnie i tak długi okres.

Co do zasady w sprawach podatkowych współczesny sejm uchwala to, i w takiej postaci, co w resorcie finansów na dany moment, w pewnych resortowych kręgach, z jakiś powodów uznano za słuszne. Ale dlaczego akurat tak, nigdy nie wiadomo. Oficjalnie puszczane w obieg uzasadnia kolejnych zmian przepisów podatkowych zawierają stale powtarzane i przez to przewidywalne frazy, stale utrwalane w procesie kopiowania i wklejania.

Zwykle wiadomo tylko tyle, że czemuś należy przeciwdziałać, zapobiegać, do czegoś zniechęcać, czasem do czegoś zachęcać, albo coś komuś wyrównywać. Żadnych twardych danych, wyliczeń czy analiz nie ma. A jeżeli są, to nie wiadomo skąd się wzięły. Hit sezonu, czyli wspomniany exit tax tylko utwierdza w takim przekonaniu. O exit tax wiadomo tyle, że ma być podatkiem, który,,uszczelnienia system podatków dochodowych’’. Jednak ile pieniędzy konkretnie państwo dzisiaj traci, a ile jutro zyska, tego z oficjalnie dostępnych materiałów nie dowiemy się. Nie ma odpowiedzi na pytanie w imię czego konkretnie zdecydowano się na głęboką ingerencję w sferę wolności i innych praw obywatelskich. Wbrew zapewnieniom twórców ustawy na pewno nie ma z tym nic wspólnego Unia Europejska, gdyż w zamyśle unijnym exit tax nie dotyczy osób fizycznych. A ponieważ nie wiadomo o co chodzi, można przyjąć, że za wszystkim kryje się jakaś ideologia, jakaś słuszność, albo zwykła, klasyka cytując, polityczność.

Oficjalne, bo opublikowane na rządowych stronach, uzasadnienie projektu ustawy o exit tax nie grzeszy autentyzmem i z tego powodu, że w kilku miejscach rozmija się z treścią samej projektowanej ustawy. I tak na przykład w uzasadnieniu, można przeczytać, że exit tax nie dotyczy „każdego przeniesienia aktywów, a jedynie takiego, z którym wiąże się utrata przez dane państwo prawa do opodatkowania dochodu efektywnie wygenerowanego przed przeniesieniem”. Ale z samego projektu ustawy wynika coś dokładnie przeciwnego. Mianowicie, że możliwa będzie nawet taka sytuacja, iż opodatkowane zostaną wirtualne zyski, widoczne jedynie na rozchwianych giełdowych słupkach. W projekcie ustawy nie ma już mowy o efektywnie wygenerowanym dochodzie.

Widać, że fiskus niezbyt poważnie traktuje dyskurs z adresatami zmian, a w każdym razie nie jest specjalnie staranny. Można zaryzykować tezę, że tak jest, bo, w przeciwieństwie do Zygmunta Starego, dzisiejszy minister finansów nie musi bawić się w przekonywanie kogokolwiek do swych racji. Wystarczy, że formalnie przeprowadzi nakazane rytuały i uzyska należne mu parlamentarne namaszczenie. Minister wie, że w demokracji jego podatkowa władza sięga dalej aniżeli któregokolwiek z dawnych polskich monarchów.

 1
  •  
    W demokracji? Nie pomylił Pan krajów? Exit tax ma marginalny wpływ na kiesę fiskusa i jego jedyny cel jest propagandowy - żeby rząd mógł się pochwalić, iż walczy ze wyprowadzaniem zysków z Polski. Szczegóły techniczne i to czy podatek będzie działał czy nie są tu zupełnie nieistotne. To, że exit tax zachęci nowe startupy technologiczne do pomijania polski od razu i instalowania się w innym kraju to też kogo z nich to obchodzi. Ma być spełniona wola wodza i tyle i lud ma się cieszyć.

    Ostatnie wpisy

    • Jak fiskus skazał na dożywocie 28 wrz 2018, 14:39 Po południu przyszedł do mnie przedsiębiorca i powiedział, że fiskus uwziął się na niego. Zaciekawiony postanowiłem sprawdzić, co Google ma do wyświetlenia na ten temat. W naznaczonym polu wpisałem frazę: fiskus uwziął się. W czasie krótszym niż pół sekundy otrzymałem cztery...