Dupowate państwo

Dupowate państwo

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nie mówmy o tysiącach skupmy się na pierwszym z brzegu:
- Halo! Do pana mówię!
- Do mnie?
- Jak się pan nazywa?
- Maliniak.
- Skąd pan jesteś?
- Z Parczewa.
- To nie możesz pan spać w Parczewie? Koniecznie trzeba na ławce na Centralnym jak jakiś gigant?
- No nie mam na hotel, panie. Bardzo przepraszam! Chciałem obejrzeć ten mecz, oszczędzałem z żoną, bo to dla nas spory wydatek. I głupio wyszło, meczu nie ma, bilety są, co robić?
- To mokre obok pana to…?
- To właśnie pani Maliniakowa, moja żona. Jesteśmy zaraz po ślubie. Jeszcze raz wszystkich przepraszam.

Usiadłem koło Maliniaka. I wiecie co się okazało? Ten kolo z Parczewa płaci podatki, jego dziad walczył w Powstaniu, wujenka nosiła słoninę partyzantom, a stryj należał do „Solidarności”. Więc myślał, że ma jakieś prawa – na przykład zobaczyć stadion, który powstał z jego i Maliniakowej pieniędzy. Widzicie – jak we łbach się im na tej prowincji przewraca od dobrobytu. Krusy, śmusy, dotacje unijne i już okrzepli, już przyjeżdżają do stolicy dymić. Lemingi cholerne.
- Maliniak, przecież pan zobaczył ten stadion! O co pretensje?
- Panie jeśli kupiłbym, dajmy na to w sklepie w Parczewie, taki parasol, który nie otwiera się w czasie deszczu. To wie pan, co bym zrobił.
- Boję się, że się domyślam.
- I słusznie, odniósłbym ten parasol do sklepu. Wsadził Mietkowi Peciakowi, co sklep prowadzi, parasol do… nosa. Potem bym ten parasol otworzył i powiedziałbym: ‘Peciak oddawaj pieniądze’. Prawidłowo?

(Ależ się nerwowy ten Maliniak, robi po deszczu!).

Siedzieliśmy tak na Centralnym. Głupio mi było zostawić człowieka. Rozmawialiśmy o tym i o owym, a Maliniakowa słodko pochrapywała na ławeczce obok. Zrobiło się jakoś domowo. Pomyślałem jak bardzo tę całą smutną sytuację musi przeżywać pan premier. Okazało się, że miałem rację. Jak my siedzieliśmy na Centralaku pan premier – sam to powiedział – siedział przed telewizorem i ogryzał paznokcie – tak się wkurzył! Pomyślałem też o pani minister. W jakiej głupiej ona jest sytuacji. Musiała jechać po nocy do premiera i zbierać joby! Nie za swoje przecież, ale za to, że jakiś delegat FIFA dał ciała!

Pomyślałem jaką zadrę w sercu musi mieć szef NCS! Albo pani prezydent stolicy… Tak się stara, a tu taka kaszanka! Myślałem sobie też ogólnie o naszym państwie i pewnie pomyślałbym jeszcze, ale Maliniakowi zebrało się na gadanie:
- Panie…?
- Co, tam znowu?
- Ale dlaczego mi nie dali herbaty?
- Maliniak, gorzej panu? Z byka pan spadł?
- Pytam bo, jak kiedyś w Niemczech była kraksa na autostradzie i zrobił się korek to biegali między samochodami. Nosili koce, herbatę, wodę, pytali, w czym pomóc…
Jezu! Kto Maliniaka do Niemiec wpuścił? Ciekawe, co on tam jeszcze nawywijał?
-… to dlaczego nie dali nam tutaj herbaty? Czytałem w Internecie, że na Euro powstało Centrum Bezpieczeństwa Miasta Stołecznego Warszawy. Pięć pięter, panie! 11 272 metry kwadratowe? My z Maliniakową jesteśmy skromni ludzie, zajmujemy tylko półtora metra. Dlaczego nie mogliśmy się przespać na przykład tam, albo w jakimś internacie, szkole, schronie przeciwatomowym…
- Maliniak, niech się pan nie nakręca. Poszedłby pan do budynku państwowego i jeszcze by, co zginęło albo byś pan mydło zżarł, no bez jaj…
…ale Maliniak był głuchy na argumenty…
- … mogliby pożyczyć od harcerzy łóżka polowe i wstawić nawet tu na dworzec, albo przynieść tę herbatę, przeprosić, czy co? Bo wie pan to nasze państwo nie jest złe. Nie strzelają, nie torturują, korupcja w miarę, coś się tam buduje. Generalnie nie narzekam. Tylko to nie jest państwo dla takiego Maliniaka jak ja. Wziąć podatek „proszę bardzo”, abonament za telewizor „płać pan”, jak zapiję to pałą przez plecy na komendzie „należało się wam Maliniak”, a jak Maliniak chce dać żonie herbaty, to państwa nie ma. Panie powtórzę państwo nie jest złe, ono jest… dupowate!
- Coś pan powiedział? – wkurzyłem się nie na żarty – Jakie?
Nagle zrobiło się cicho. Chrapanie Maliniakowej ustało. Wstał już świt! Przemoczona kobieta przetarła oczy:
- Romek uspokój się! Przeproś pana milicjanta i wychodzimy.
- Przepraszam pana – powiedział Maliniak.
- I ja przepraszam za męża – powiedziała Maliniakowa.

Wyszli.

Mam nadzieję, że są już w Parczewie.

Paweł Reszka (z Choszczna)

Paweł Reszka na Facebooku

Ostatnie wpisy

  • Prometeusz po przejściach11 gru 2012- Łajdaczyłeś się przez cały rok, Reszko! Liczyłeś, że nikt nie zauważy? Z Nieba wszystko widzą! Mają sprzęt lepszy od amerykańskich dronów – wyznałem sobie uczciwie.
  • Dziennikarz nie kokos8 gru 2012Pan Grzegorz Hajdarowicz chwalił się kiedyś, że ma 50 tys. palm. A jedna palma to 30 kokosów rocznie. „To znaczy – wyliczył – w roku mam półtora miliona kokosów”.
  • Trotyl i rozsądek prokuratora13 lis 2012Poważni historycy uważają, że dywagacje na temat "co by było gdyby?" są głupie. A ludzie, jak to ludzie, uwielbiają właśnie takie opowieści: co by było, gdyby Hitler wygrał wojnę, Lenin przedwcześnie nie umarł na syfilis, Gagarin nie poleciał w...
  • Anna, zresztą, Karenina2 lis 2012-Czy jest Anna Karenina? - Nie ma takiej. - Chodzi mi o tę Kareninę, od Lwa Tołstoja, pisarza rosyjskiego. - Aaaaaaaa, czyli książka. To jest! Ale, proszę pana, Kareniny nie napisał Tołstoj. - A kto? - Mmmmm, mmmmmmm, inny jakiś... - A ja bym...
  • Wyrób dziennikarskopodobny26 paź 2012Figlarze związani z partią władzy na Ukrainie zrobili sobie telewizyjne show. Podają się za dziennikarzy śledczych i robią programy. Oczywiście temat jest jeden: "Jaka podła ta opozycja”.