Słów parę o rzemieślniczym wyrobie biżuterii i innych pięknych ozdobach rękodzielniczych

Słów parę o rzemieślniczym wyrobie biżuterii i innych pięknych ozdobach rękodzielniczych

Dodano: 
Do wczesnych lat siedemdziesiątych w całym Afganistanie było dużo rzemieślników zajmujących się wyrobem metalowych przedmiotów codziennego użytku w gospodarstwie domowym. We wszystkich miastach i miasteczkach były warsztaty, gdzie metaloplastycy wyklepywali z blach: misy, dzbany, puchary, kubki a nawet chochle i łyżki. Nierzadko wyrabiali strzemiona, wędzidła, klamry i sprzączki dla czapandozów ‘jeźdźców’ i ich koni. Oprócz tego zajmowali się produkcją ozdób ze złota, srebra, miedzi i białego metalu (stopu cyny, miedzi i innych dodatków). Po wsiach krążyli wędrowni jubilerzy, którzy po domach prywatnych tworzyli biżuterię dla kobiet i mężczyzn, według zamówień i gustów gospodarzy. Podobnie działali krawcy, szewcy, rymarze i garncarze. Pracowali za utrzymanie z noclegiem i marne grosze, bo i klientela była bardzo biedna. Warsztat takiego domokrążcy był prosty, nieskomplikowany i lekki.
Chciałbym przybliżyć czytelnikowi to, co na temat turkmeńskich metod wyrobów biżuterii napisał Wolfgang König w artykule „Turkmeńskie ozdoby kobiece”:
Ozdoby wykonywano poniższymi metodami:
a) wytapianie:
W formach z piasku w otwartej lub zamkniętej formie, w mocnych dwuczęściowych kokilach, formy tonowe, które po odlewie się rozbija (proces wytapiania wosku lub odlew w pustą formę).
b) Części są wycinane z blachy srebrnej. Elementy są potem lutowane, drutowane ze sobą (zszywane) lub zespalane (obijanie krawędzi blachy z inną blachą).
c) Części blachy są formowane za pomocą matryc z brązu, żeliwa, kamienia lub drewna. Następnie nadawano odpowiednie formy i lutowano z wytopioną lub wyciętą sztuką biżuterii.
Dekoracja powierzchni mogła powstać poprzez:
• Wykuwanie lub wytłaczanie wzoru przy pomocy sztyftów stalowych i ścisk materiału)
• Grawerowanie – rysowanie wzorów na powierzchni ozdoby metalowym rylcem
• Przełamywanie - wycinanie kawałków przy pomocy młotka i dłuta
• Nakładanie emalii lub niello (metoda zdobienia przedmiotów metalowych, stosowana w złotnictwie. Wzór wyryty w metalu wypełnia się pastą złożoną z siarczków srebra, miedzi i ołowiu, a następnie poddaje polerowaniu w celu uzyskania granatowego, czarnego lub szafirowo - czarnego rysunku, kontrastującego z tłem. Technika znana od starożytności, szczególnie popularna w średniowieczu)
• Ogniowe pozłacanie - pokrywaniem wyrobu rozpuszczonym w rtęci złotym pyłem
• Filigranowanie - używanie cieniutkich drutów jako dekoracji na krawędzi lub powierzchni wyrobu
• Granulowanie - stapianie drobnych srebrnych kropli na powierzchnię danego materiału).
Kamienie zdobnicze lub kawałki szkła były umieszczane przy pomocy przylutowanych obramowań (pudełek) i stopek.
Niemalże wszystkie wymienione techniki spotyka się na obszarach muzułmańskich. Szczególnie dobrymi przykładami technik emaliacyjnych i niello znajdujemy w południowo-marokańskiej biżuterii berberyjskiej i w uzbeckiej biżuterii z Buchary. Pozłacanie ogniowe jest szczególnie dobrze widziane w biżuterii Turkmenów: Tekke i Ersari. Doskonałe przykłady sztuki granulowania można odnaleźć u Kazachów. Użycie przylutowanych, tworzonych za pomocą matrycy części biżuterii, jest szczególnie zauważalne u Turkmenów Yomud, u afgańskich kuczi (pasterzy drobnej zwierzyny i koczowniczych handlarzy) i w przedmiotach z pakistańskiej doliny Swat.
Bardzo ciekawy jest zbiór szwajcarskich prac naukowych z Uniwersytetu w Liestal, gdyż opisuje historyczne już zawody i techniki rzemiosła w Afganistanie.
Niestety to już przeszłość.
W dalszej części, moja książka tylko „prześlizguje się” po temacie jubilerskim.
Podstawowy zestaw jubilerski składał się ze: skórzanego miecha połączonego rogiem koziorożca z rurką, tygielka, kowadełka, stalowych foremek do wyklepywania wzorków, kilku różnego rodzaju szczypiec i młoteczków, rylcy, nożyc i piłki do metalu. Węgiel drzewny do paleniska i glinę na zbudowanie paleniska pod tygiel dostarczał gospodarz. Metal do wyrobu sprzętu gospodarskiego był pozyskiwany ze starych, zepsutych przedmiotów lub był kupowany na bazarze. Na wyroby jubilerskie przetapiano stare monety chińskie lub miejscowe. Te z współczesnego stopu są bezużyteczne. Na początku dwudziestego wieku przeważało zużycie monet europejskich, które albo były zużywane od razu albo stapiane. Szczególnie zamiłowanie przejawiano do austriackich talarów Marii Theresy, które jeszcze do 30 lat tego wieku były przeznaczone na eksport. Rosyjskie, carskie ruble cieszyły się popularnością w całej Azji Centralnej.
Aż skóra cierpnie, ile bezcennych numizmatów przerobiono na broszki i kolczyki! Zwyczajowo „jubiler” dostawał jako zapłatę ⅓ monet przeznaczonych do przerobu.
Do przechowywania niezbędnych do pracy przedmiotów służył przepiłowany wzdłuż róg koziorożca, w którym to wycięto okrągłe zagłębienia.
Miech zrobiony był z worka ze skóry jagnięcia lub kozy. Można było go otwierać i zamykać przy pomocy dwóch prętów na tylnym końcu worka, podczas gdy z przodu umieszczona była rurka wydechowa. Miech układano na podłodze, rurkę wydechową prowadzono pod mały kopczyk, w którym palił się węgiel drzewny.
W latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia widziałem jak w warsztacie w Istalifie halifa ‘szef’ wsypywał węgiel drzewny do glinianej dymarki, a szogierd ‘uczeń’ leżącym na ziemi miechem, dmuchał poprzez metalową rurkę w umieszczony z boku kopczyka otworek.
Dymarka w warsztacie wyglądała jak wulkan w miniaturze. Ulepiona z kamieni i gliny górka była wysokości 30-50 centymetrów z „kraterem” dostosowanym do wielkości tygla. Pod tyglem wydrążono dziurę – palenisko, do którego majster wsypywał drobny węgiel drzewny. Otwór napowietrzający umieszczono na wysokości podłogi by powietrze pompowane miechem dostarczało przez rurkę tlen do palącego się węgla. Na kraterze kładziono tygielek idealnie pasujący do otworu. W ten prosty sposób otrzymywano temperaturę przekraczającą 1000ºC. Tak ilość stopni pozwalała na topienie srebra, które przechodzi w stan płynny w temperaturze 961,78 ºC.
Stopiony metal przelewano z tygielka do przygotowanej formy. Odlew był rozklepywany na kowadełku na cienką blaszkę lub drut, które stanowiły produkt do dalszej obróbki i tworzeniu ozdoby według gustu, umiejętności i wyobraźni „jubilera”. Praca zaczynała się od stopienia srebra. Następnie, drut lub blaszka, była wyklepywana młotkiem, części łączono w całość według lubianych, popularnych wzorów.
Do blaszek dolutowywano filigranowy ornament i na krótkich łańcuszkach srebrne kulki lub małe monety. Brosze, zapinki, pierścienie, bransolety, talizmany ‘tumar’ i inne ozdoby żeńskiego garnituru zdobiły kaboszony z krwawników (karneol), turkusów, lapis lazuli, agatów oraz innych półszlachetnych kamieni.
Krwawnik, któremu według podań Turkmeni przypisują właściwości magiczne, należy do najbardziej lubianych przez nich kamieni.
Dawne wyroby były bogato zdobione, czekanka lub ryt tworzyły ciekawe wzory, których głównym motywem były kwiaty i różnego rodzaju esy-floresy zwane arabeskami.
Dzisiaj praktycznie nie ma sklepów - warsztatów, które wyrabiałyby pięknie zdobione naczynia. Zubożenie społeczeństwa spowodowało prawie całkowite zniknięcie wędrownych jubilerów, a afgański znajomy powiedział mi, że on pamięta takiego rzemieślnika, ale to było chyba trzydzieści lat temu.
W niemieckim periodyku „Bibliotheca Afghanica”, znalazłem akapit, w którym Bruno Markowski twierdzi, iż Emir Amanullah Chan zakazał wyrobu bogato zdobionych naczyń do użytku codziennego oraz zabronił noszenia wyrobów jubilerskich ze złota i srebra. Ponoć ten zakaz nigdy nie został cofnięty. Po co cofać edykt, kiedy życie samo skasowało rzemieślników, a pod burką nie widać czy dama jest wystrojona w ozdoby czy też nie.
Sare kurut, obe giarm ast ‘ na skamieniały owczy serek ‘kurut’ dobra jest gorąca woda, czyli na wszystko jest sposób.
Autor w dalszej części artykułu uważa, że degradacja tej gałęzi rzemiosła zaczęła się w latach czterdziestych XX wieku czyli w kilkanaście lat po usunięciu Emira z afgańskiego tronu. Znalezienie oryginalnej biżuterii, aftobe ‘dzbanka na wodę’ czy też dastszui ‘dzbana i misy do ablucji’ graniczy z cudem.
W Kabulu w sklepach z antykami można spotkać imitacje turkmeńskich bilezik ‘bransolet’, husuk ‘napierśników, kesurga ‘kolczyków’, ansuk ‘agraf do spinania szala’, nie mówiąc o angustri, angusztar ‘pierścionków’.
Oryginały leżą ukryte w skrzyniach w bogatych i tradycyjnych domach lub zostały wywiezione do Europy. Próbowałem i nadal próbuję kupić dla siebie sercowate napierśniki i temurcza ‘amulet’. Do dzisiaj żałuję, że podczas studiów w Kabulu nie kupowałem tych arcydziełek sztuki jubilerskiej. Aigrette, czyli przypinkę, którą w Europie do czapki przypinano czaple pióra „ajery”, tu można było kupić w kilku sklepach przy Kuczeje Murgo, ten rodzaj broszy służył Turkmenkom do spinania specyficznego okrycia-płaszcza ‘parandży’.
Dzisiaj jest to marzenie ściętej głowy, by takie cacko zdobyć.
Chodząc po ulicach w centrum miasta, często rozmawiam ze starszymi właścicielami sklepów z ludowym rękodziełem i ze smutkiem dochodzę do tego, że współczesny Kabul to miejsce, w którym nic nie pozostało z dawnych lat, nawet trzy dekady temu było sporo historycznych reliktów, a w sklepach podziwiać można było naszyjniki typu jagluk, spinki do szali ‘tilak’ a nawet całe nakrycia głowy ze ślubnego zestawu turkmeńskiej panny młodej.
Aktualnie na bazarach i w sklepach z biżuterią miłośnik rękodzieła orientalnego widzi tandetę oraz sztancowe wyroby produkowane w setkach tysięcy egzemplarzy w Chinach, Indii i Pakistanie. Piękny kumgan ‘dzban na wodę’, patnus ‘taca’ czy też czalam ‘fajka wodna’ zdobiona czekanką przez wiele dni, ryta rylcem wprawną ręką grawera, została zastąpiona aluminiową miską wytłaczaną przez prasę w zakładach w Pakistanie lub plastikową konewką z Iranu.
Jedynym plusem szmiry to cena, bo wykonanie i wygląd produktu jest paskudny.
Dawni rzemieślnicy, którzy zajmowali się czekanką lub grawerowaniem ozdób i przedmiotów codziennego użytku właściwie zniknęli. W Kabulu sklepy i warsztaty jubilerskie znajdują się w właściwie dwóch miejscach: na ulicy Zarnegar ‘Złotniczej’, tuż przy centrum wymiany walut sarofi i słynnym meczecie Pule Heszti oraz w centrum dzielnicy Szari Nał w okolicach skrzyżowania ulic Zarguna łat i Kuczeje Murgo.
Bardzo ponuro poczułem się po parogodzinnym spacerze po sklepach i bazarze Czor czatta. Refleksje dotyczyły głównie upadłego afgańskiego rzemiosła, ale to samo można rozciągnąć na wszystkie dziedziny życia i wszystkie warstwy społeczne w Afganistanie.
Turkmenki i Uzbeczki afgańskie nie noszą parandża, czyli narodowościowej odmiany burki, która była używana na terenach obecnych postsowieckich republik do lat dwudziestych XX wieku, a którą spinało się pięknymi broszami, zaponami i wymyślnymi agrafami.
W 1977 roku oglądałem w sklepie z antykami horrendalnie drogi, piękny czepiec turkmeński. Najcenniejsza naszego czepca tworzyła duża, lekko wygięta płytka, kunsztownie wykonana z pozłacanego srebra, w której centrum umiejscowiono kilka dużych karneoli. Czepiec składał się z kilku masywnych, pozłacanych płytek srebrnych, w kształcie serc, z osadzonymi w nie krwawnikami. Te płytki stanowiły zasadniczą część ozdoby głowy; od nich odchodziły pasy opadające na plecy, ozdobione starymi perskimi monetami i szklanymi perłami.
Wcześniej, takie wyjątkowo rzadkie egzemplarze nosiły tylko bogate kobiety turkmeńskie. Obecnie nie widzi się tego typu ozdób, chyba że na jakimś weselu bardzo bogatych Turkmenów.
W kilku dekadach dwudziestego stulecia, szczególnym akcesorium odświętnego stroju ludowego Turkmenki była ozdoba na szyję. Składała się z szerokiej, srebrnej, zgiętej taśmy, która kończyła się dwoma haczykami, na których zawieszało się podobną do grzebienia ozdobę z paroma karneolami. Do jego zębów zaczepiano za pomocą łańcuszków małe srebrne zawieszki.
Na świąteczne okoliczności Turkmenki zakładały również masywne, srebrne bransolety, od wąskich 2-3 centymetrowych, aż do monstrualnych bransolet, które opinały całe przedramię od nadgarstka po łokieć i były tak ciężkie, że kobieta ledwo mogła poruszać rękoma.
Biżuteria turkmeńska odzwierciedlała nie tylko zamożność mężczyzny, ale także pokazywała status społeczny rodziny.
Z biegiem czasu ozdoby turkmeńskich kobiet ulegały zmianom i ewolucjom. Tylko w odizolowanych regionach kraju można jeszcze spotkać kobiety, które mają swoją tradycyjną biżuterię na piersi, głowie i ramionach, ale trzymają biżuterię zamkniętą w kufrach i pokazują ją tylko od wielkiego święta.
Wiele z najcenniejszych i najbardziej wyróżniających się egzemplarzy należy do wiana kobiety (w handlu najczęściej określanego jako biżuterię ślubną). Zabezpieczają one kobietę koczowniczą i zapewniają jej niezależność wobec mężczyzny, a jednocześnie są gwarantem i zewnętrzną oznaką jej statusu socjalnego.
Często niedostrzegane, ozdoby mają znaczenie jako talizmany. Obok znanych pojemników na amulety i relikty ‘temurcza’ lub ‘temur’ istniały pojemniki na Koran ‘haikel’. Były pudełeczka na święte cytaty i zaklęcia ‘talisman’ lub zawieszki z wygrawerowanym napisem. Istniały egzemplarze, których charakter amuletu wynikał z samego ich kształtu (dłoń, półksiężyc, trójkąt) i takie, w których już wybór materiału ma znaczenie ochronne (karneol, koral, niebieskie szkło).
Sposób noszenia biżuterii nasuwa myśl, że ozdoby głowy mają szczególne znaczenie. Obok kolczyków, ozdób na szyję, opasek na ramię lub pierścieni, form u nas pospolitych, uwagę przykuwają ozdoby ramion np. w Swat, lub ozdoby na kostkę jak bransoleta lub łańcuszek.
Pasy są spotykane w Turcji i na Kaukazie, ale w Azji Centralnej miały je wysoko postawione osoby obu płci. Dla naszej percepcji wyjątkowe wydają się również u Turkmenek ozdobne płyty na plecy. W sumie można o kobiecej biżuterii orientalnej powiedzieć, iż ich znaczenie nie jest skoncentrowane na pojedynczej sztuce – mają budować efekt jako całość.
Biżuteria odświętna u kobiet może sięgać wielu kilogramów. Bransolety na ramię lub nogę są często noszone w parach, w tym amulety.
Pierścienie są noszone na wszystkich palcach, łącznie z kciukami.
Biżuteria męska ma znacznie mniejsze znaczenie. Znacznie ważniejsza dla dostojnego mężczyzny od pierścieni i amuletów jest biżuteria zwierzęcia - munsztuk, strzemiona, siodło, ostrogi i nahajka ‘qamczin’ jeźdźca, oraz broń paradna – sztylety, kindżały, pistolety i karabiny.
Nawet fajki wodne ‘czalam’, pucharki ‘dżom’ i miseczki ‘pijole’ były ozdabiane, wspomnianymi sposobami, przez turkmeńskich rzemieślników.
Obecnie, naśladuje się wzory kultur miejskich, a także wyroby, które dotarły z Europy.
Tandeta jest wszechmocna i wszechobecna.

Ostatnie wpisy

  • Miłośnicy fikcji politycznej i szpiegowskiej doczekali się wreszcie następnej książki Vincenta V. Severskiego 9 kwi 2018, 15:35 „ZAMĘT”. Tytuł adekwatny jest do tego, co czytelnik czuje, gdy wgryza się w treść powieści. Intryga jest skomplikowana, ergo ciekawa i wciągająca, jak chodzenie po bagnach. Czytelnik, który zna sposób narracji i stylistykę Autora nie zawiedzie się; to jest ten sam Severski z...
  • Ostatnia msza święta Andrzeja Ananicza 7 paź 2017, 14:16 Odszedł na zawsze Kolega i Przyjaciel, orientalista i naukowiec, dyplomata i pedagog. Uczciwy do bólu i bezgranicznie koleżeński. Tak w ogromnym skrócie można by napisać o Zmarłym. Jednakże teraz chciałbym opisać jego ostatnią Mszę Świętą, a nie streszczać bogaty życiorys...
  • NISTAŚ. Wspomnienie o Pani Profesor Marii Składanek 25 sty 2017, 7:48 Polska Nauka poniosła kolejną niepowetowaną stratę. Odeszła od nas światowej sławy iranistka, autorka wielu książek i publikacji poświęconych historii Iranu, czyli dawnej Persji. W swoich pracach, o historii literatury, przybliżała epikę, dramat i lirykę perską. Bez pracy Pani...
  • Porażający „NIEPOKORNI”, czyli co z nami będzie? 30 gru 2016, 20:19 „Nie ma tak podłego bydlęcia jak człowiek. Stale morduje jednostki swojego gatunku, jest okrutny. Humanizm wydaje się podejrzany, bo tak przyjemnie uważać się za coś znakomitego! Myślę, że gdyby krokodyle mogły filozofować, na pewno...
  • Tryptyk Vincenta V. Severskiego, czyli kwadryptyk politycznej fikcji 14 gru 2016, 12:10 Mimo, że nasz intelekt zawsze tęskni za jasnością i pewnością, dla naszej natury niepewność jest często fascynująca - Carl Phillip Gottlieb von Clausewitz.