Wysokie nagrody i protesty w Portach Lotniczych

Wysokie nagrody i protesty w Portach Lotniczych

Samolot Polskich Linii Lotniczych LOT
Samolot Polskich Linii Lotniczych LOT / Źródło: Wikimedia Commons / Piotrus
Nawet 18 tys. zł na osobę – tyle wyniosły nagrody dla pracowników „Portów Lotniczych”. Mimo że są to kwoty nieosiągalne dla większości Polaków, to w PPL-u niektórzy na nie narzekają.

Przedsiębiorstwo Państwowe „Porty Lotnicze” jest fenomenem na skalę ogólnopolską. Średnia zarobków 1,7 tys. pracowników wynosi 9,3 tys. zł miesięcznie. Czyli jest niemal dwukrotnie wyższa niż średnia krajowa. Do tego dochodzą dwie roczne premie uznaniowe oraz nagroda za wynik finansowy Przedsiębiorstwa.

Mimo tego, Związek Zawodowy Pracowników Lotnictwa Cywilnego (ZZPLC) zdecydował się w zeszłym roku wejść w spór zbiorowy. Postulaty związku odnosiły się do sfery socjalnej pracowników. Żądał gwarancji zatrudnienia dla wszystkich 1,7 tys. pracowników na okres 5 lat. A w przypadku zwolnienia któregoś z nich zadośćuczynienia, które mogło wynieść nawet 36-krotność pensji. W przypadku średniego wynagrodzenia na poziomie 9,3 tys. zł, taka odprawa to niemal 335 tys. zł.

Spór zbiorowy w „Portach Lotniczych” przeciągał się. Pięć z sześciu związków działających w PPL-u podpisało porozumienie. Jedynie ZZPLC nie chciał ustąpić ze swoich żądań. W związku z trwającym sporem pracownicy nie otrzymali na święta premii uznaniowych. Zostały one uruchomione dopiero na początku tego roku. Swojego rozczarowania nie kryli zarówno zwykli pracownicy jak i liderzy innych związków. Ci pierwsi napisali nawet list otwarty domagając się od ZZPLC, by porozumienie podpisał. Ci drudzy podchodzili z dużą rezerwą do żądań tego związku.

Łączna pula na nagrody wyniosła aż 35 mln zł i była w „Portach Lotniczych” rekordowa. Rok wcześniej było to 25 mln zł, dwa lata temu 22 mln zł a w 2014 roku zaledwie 2,5 mln zł. Jednocześnie firma z roku na rok osiągała coraz wyższy zysk. W 2014 roku zanotowała 88 mln zł straty, by rok temu pochwalić się 272 mln zł zysku. W 2018 roku było to już 360 mln zł. Co ciekawe nowy prezes – Mariusz Szpikowski, który pojawił się w PPL w styczniu 2016 roku nie przyznaje sobie nagród. Cała pula idzie wyłącznie do pracowników.

Średnia nagroda dla jednego pracownika wyniosła 13,5 tys. zł, a najwyższe opiewały na kwotę 18 tys. zł. W praktyce jest to czternasta pensja. Chociaż nazywa się ona nagrodą uznaniową i powinna być wypłaca pracownikom według uznania zarządu przedsiębiorstwa, to generalnie otrzymuje ją każdy. Jedynym warunkiem jej wysokości jest kwestia absencji. Im mniejsza, tym wyższa nagroda. Nie spodobało się to jednak tym pracownikom, którzy mieli wysoką liczbę nieobecności w pracy.

- Każde przedsiębiorstwo, czy to produkcyjne czy usługowe stara się za pomocą bonusów oraz premii mobilizować swoich pracowników do ograniczania jego absencji w pracy. Wynika to z prostego faktu, że częstsza nieobecność powoduje straty, konieczność szukania zastępstw i po prostu dezorganizuje pracę – tłumaczy Mariusz Szpikowski. - Jest to absolutnie normalne zachowanie i nie znam firmy, która w taki sposób by nie postępowała.

Gdy przejrzy się regulaminy pracy np. firm znajdujących się w specjalnych strefach ekonomicznych to jedna rzecz powtarza się jak mantra – premia uzależniona od obecności w zakładzie pracy. Czasami zdarza się, że nawet jeden dzień nieobecności powoduje utratę dużej części przysługującej premii. Pracownicy ogólnopolskich sieci sklepów również mają system premiowy. „Wysokie premie mają ich dopingować do lepszej pracy i wyższej frekwencji w pracy” - można wyczytać w komunikatach. Bywa że nawet chorobowe czy macierzyńskie przekreśla możliwość otrzymania bonusu finansowego.

- Większość firm w Polsce właśnie w taki sposób motywuje swoich pracowników – tłumaczy Marcin Leoszko ze Związku Pracodawców i Pracowników. - To normalne praktyki. Jeżeli ktoś uważa, że są to kary albo walka z polityką prorodzinną to nie ma zielonego pojęcia o czym mówi. Przedsiębiorstwo jest od tego, żeby zarabiać pieniądze, być efektywnym i jakością usług lub produkcji konkurować z innymi podmiotami. Gdy w służbach mundurowych obniżono wynagrodzenie za przebywanie na L-4 ze 100 proc. do 80 proc. to spowodowało nagłe masowe uzdrowienie. Najwyższy procentowy spadek liczby funkcjonariuszy przebywających na L-4 wystąpił w Biurze Ochrony Rządu – o 41 proc. W Policji odnotowano spadek o 21 proc., a w Państwowej Straży Pożarnej o 25 proc. To najdobitniej pokazuje, że warto z takich narzędzi korzystać.

/ Źródło: Wprost

Czytaj także

 1
  • Nie zrozumialy protest dla mnie, zarabiac tyle i jeszcze zle..A projekt na prawde wiaze za soba przyszlosc po co to cale zamieszanie?