Jubilerzy w potrzasku. Wszystko z powodu niejasnych przepisów

Jubilerzy w potrzasku. Wszystko z powodu niejasnych przepisów

Jubiler
Jubiler / Źródło: Unsplash / Brooks Leibee
Zgodnie ze specustawą ws. koronawirusa, w galeriach handlowych powinny działać jedynie sklepy spożywcze, apteki, drogerie czy pralnie. W praktyce sprawy wyglądają zupełnie inaczej. W Rozporządzeniu Ministra Zdrowia nie uwzględniono bowiem branży jubilerskiej. Co to oznacza?

Koronawius z wielką mocą uderzył w polskie firmy. Od soboty 14 marca większość placówek jest zamknięta, działać mogą sklepy spożywcze, apteki, drogerie i pralnie. Jednak rozporządzenie ministra zdrowia, określające które sklepy ulokowane w centrach handlowych wciąż mogą działać, a które nie, budzi wiele wątpliwości.

– Ograniczenia nie dotyczą handlu innymi artykułami, np. zegarkami, wyrobami jubilerskimi, kwiaciarni. Jeżeli asortyment jest mieszany, np. market budowlany, który oferuje materiały, urządzenia sanitarne, a także lampy, meble czy sprzęt gospodarstwa domowego, wówczas należy określić, która z działalności jest przeważająca – tłumaczy „Rzeczpospolitej” Bartosz Wojciechowski, radca prawny z Kancelarii ANSWER/Lexdigital.pl.

Komuś może się wydawać, że właściciele sklepów i punktów usługowych hipotetycznie wciąż dopuszczonych do działania, powinni się cieszyć i siedzieć cicho. Tymczasem to jest dla nich ogromny problem. Z jednej strony bowiem galerie wymuszają na nich, by otwierali swoje sklepy i płacili za nie czynsz. Z drugiej –najemcy drżą o zdrowie swoich pracowników i klientów, którzy mogą się w ich lokalu zarazić koronawirusem.

W przypadku sprzedaży biżuterii niebezpieczeństwo jest naprawdę wysokie. Salony jubilerskie to nie są sklepy samoobsługowe i każdorazowo sprzedawca ma bliski kontakt z klientem. Dodatkowo, aby wybrać odpowiedni naszyjnik, pierścionek czy kolczyki, trzeba je przymierzyć. A jak dowodzą badania na innych koronawirusach, mogą one przetrwać na przedmiotach od kilku godzin do dziewięciu dni.

Michał Stawecki, dyrektor marketingu Apart w rozmowie z „Rzeczpospolitą” nie kryje rozżalenia.

– Wiele centrów handlowych w Polsce wywiera na nas silną presję, żeby salony były czynne dla klientów. Otrzymujemy pisma i wezwania do otwarcia naszych salonów pod groźbą ewentualnych kar, a nawet rozwiązania umowy najmu lub jej nieprzedłużenia – wyznaje.

I dodaje, że „mając na uwadze aktualną sytuację, zdrowie i ochronę pracowników, tymczasowo salony Apart nie są dostępne dla klientów”. Firma 17 marca wysłała pismo do Ministerstwa Zdrowia z prośbą o doprecyzowanie tej kwestii.

– Chcemy i musimy chronić zdrowie naszych pracowników oraz klientów, stąd nasze salony są tymczasowo nieczynne. Z drugiej strony, nie będąc uwzględnionym w rozporządzeniu, narażamy się na sankcje z strony centrów handlowych. Niestety, niektórzy wynajmujący bezwzględnie wykorzystują tę sytuację, nie rozumiejąc powagi zagrożenia, jakim jest pandemia koronawirusa – dodaje Stawicki.

Polska Rada Centrów Handlowych apeluje do rządu o rekompensaty z tytułu czynszów oraz/i zwolnienie z tzw. podatku od galerii handlowych.

Czytaj także:
Stan epidemii w Polsce. Na czym polega i jakie ograniczenia wprowadza?

Źródło: Rzeczpospolita, Wprost.pl

Czytaj także

 0