Smartfon zamiast profesjonalnego aparatu na zagranicznej wycieczce. Efekt nas zaskoczył

Smartfon zamiast profesjonalnego aparatu na zagranicznej wycieczce. Efekt nas zaskoczył

Lizbona, widok z Luku Triumfalnego na Plac Handlowy
Lizbona, widok z Luku Triumfalnego na Plac Handlowy / Źródło: Konrad Żelazowski
Czy dobry aparat w smartfonie może zastąpić profesjonalny sprzęt fotograficzny podczas wycieczki? Aby to sprawdzić udaliśmy się do stolicy Portugalii - jednego z najbarwniejszych miast Europy.

Nocne wspomnienia
Kolejnym ciekawym miasteczkiem w tej części Portugalii jest Sesimbra, do której dotrzemy jadąc z Setubalu przez wspaniały Park Narodowy Arrabida. W erze największych odkryć geograficznych był to ważny port, a do dziś pozostaje istotnym ośrodkiem rybołówstwa, chociaż już nie w takim stopniu jak dawniej. Od jakiegoś czasu największe dochody miasta pochodzą bowiem z turystyki, bo miejscowość słynie z ładnych plaż, restauracji rybnych i doskonałych warunków do uprawiania sportów wodnych. Dla nas wizyta w Sesimbrze była też okazją do sprawdzenia jak Samsung S9+ poradzi sobie ze zdjęciami nocnymi. Okazało się, że jesteśmy w stanie „z ręki” wykonać nocne zdjęcie telefonem, bez martwienia się o jakość fotografii. Lizbona i jej okolice oczarowały nas mnogością wrażeń, architekturą, smakami i życzliwością Portugalczyków. Kilka dni to mało, żeby zobaczyć wszystko, co jest warte zobaczenia i nasycić się klimatem odwiedzanych miejsc. Ale wystarczyło, by zrozumieć, jak wiele do zaoferowania turystom ma Portugalia. Tym bardziej że kraj ten gwarantuje świetną pogodę do zwiedzania niemal przez cały rok. My z kolei gwarantujemy, że jeśli nie lubicie taszczyć ze sobą kilogramów sprzętu fotograficznego, to wystarczy wam Samsung Galaxy S9+, by przywieźć z takiej podróży mnóstwo pięknych, kolorowych i ostrych zdjęć. Testowany model możecie mieć dzięki Orange przez pół roku za darmo. W ofercie "Wakacje od rat", przy dwuletnim abonamencie przez pierwsze sześć miesięcy nie płacimy za korzystanie z telefonu.

Mercado do Livramento
Jeśli tylko będziecie mieli czas, skierujcie się dalej na południe, by choć na chwilę odwiedzić miasto Setubal leżące u ujścia rzeki Sado do Oceanu Atlantyckiego. To właśnie tam możemy zachwycić się atmosferą Mercado do Livramento, uznanego przez amerykański dziennik „USA Today” za jeden z najciekawszych targów rybnych na świecie. W tak pełnym barw i żywiołowości miejscu przydaje się szybkość działania i odwzorowanie barw, którymi cechuje się S9+. Warto też wspomnieć, że w każdej chwili w łatwy sposób możemy uruchomić aparat w telefonie Samsunga poprzez dwukrotne wciśnięcie przycisku blokady, co sprawia, że jesteśmy w stanie szybciej reagować na to, co dzieje się dookoła nas. Pamiętajcie jednak, że targ Livramento to normalne miejsce codziennej pracy wielu Portugalczyków i nie każdy życzy sobie, by robiono mu zdjęcia.

Moita
Wspomniane miejsca to tylko wierzchołek tego, co można zobaczyć w Lizbonie. Nie zapominajmy jednak, że w okolicach stolicy, w całym obszarze metropolitalnym, jest jeszcze wiele ciekawych miasteczek, oferujących fantastyczne widoki i atrakcje. Po drugiej stronie rzeki położona jest miejscowość Moita, pierwotnie mała wioska rybacka, która stała się miejscem wypoczynku dla dawnych prominentnych mieszkańców Lizbony. Dzisiaj Moita słynie z tradycyjnych barek zwanych faluas i podłużnych kolorowych łodzi varinos, które służyły do transportu towarów i ludzi przez rzekę Tag, a obecnie zabierają turystów w rejsy połączone z podziwianiem zachodu słońca.

Ciemność już nie straszna
Po powrocie w okolice centralnych dzielnic Lizbony czas na zwiedzanie słynnych placów i uliczek. Dla osób, które lubią wędrować bez ściśle wyznaczonego celu, odkrywać mniej turystyczne zakątki i chłonąć atmosferę miasta, Lizbona to idealne miejsce. Proponujemy zacząć od Praca do Comercio, czyli Placu Handlowego położonego nad rzeką, z którego po przekroczeniu Łuku Triumfalnego, możemy wejść w reprezentacyjny deptak Rua Augusta i dojść nim do Placu Rossio i sąsiadującego z nim Placu Figowego. W pobliżu znajduje się również niewielki Plac Św. Dominika, przy którym możemy wypić kieliszek popularnego w Portugalii wiśniowego likieru Ginjinha. W tym lokalu, a przede wszystkim w znajdującym się tuż obok kościele św. Dominika, sprawdziliśmy, jak Samsung S9+ radzi sobie ze zdjęciami w słabo oświetlonych wnętrzach. Bo właśnie takie warunki, a nie sceny w świetle dnia, przy bezchmurnym niebie, są obecnie wyznacznikiem tego, czy mamy do czynienia z dobrym aparatem. I tu urządzenie koreańskiego producenta pokazuje swoją siłę. Aparat odpowiednio dobiera balans między jakością a poprawnym naświetleniem jaśniejszych i najciemniejszych fragmentów kadru. Oczywiste jest, że tego typu zdjęcia są już obarczone wyraźniejszym zaszumieniem i utratą ostrości detali, ale mimo tego efekt jest zaskakująco dobry. Jeśli zależy wam na przejażdżce słynnym lizbońskim tramwajem, ale nie przeszkadza wam tłok, to z okolic wspomnianych placów możecie dostać się pod Zamek Św. Jerzego, z którego wież roztacza się imponujący widok na miasto, a po opuszczeniu XVI-wiecznej, imponującej budowli zagłębić się w uliczki starej Alfamy.

Grób Vasco da Gamy w klasztorze Hieronimitów
Po słodkiej uczcie warto udać się do wspomnianego klasztoru Hieronimitów, gdzie pochowano jednego z najsłynniejszych odkrywców Vasco da Gamę, a potem nad rzekę Tag, przy której znajdziemy słynną Wieżę Belem, uznaną za jeden z siedmiu cudów Portugalii oraz Pomnik Odkrywców. Przez chwilę możemy poczuć się jak w... San Francisco. Łączący Lizbonę z gminą Almeda Most 25 Kwietnia przypomina bowiem kształtem i kolorem słynny Golden Gate.

Pasteis de nata
W Portugalskich miastach nie sposób też nie trafić wcześniej czy później do wszechobecnych cukierni. Dosłownie na każdym kroku natkniecie się na lokale z napisem pastelaria. Niewątpliwie królują w nich pasteis de nata. Przysmak spopularyzowali mnisi z klasztoru Hieronimitów w dzielnicy Santa Maria de Belem, którzy używali białek jajek zamiast krochmalu do konserwowania habitów. Aby uniknąć marnotrawstwa, z dużych ilości oddzielonych żółtek zaczęli wytwarzać słodycze. Po zamknięciu klasztoru przepis na najsłynniejsze ciastko został sprzedany rodzinie, która trzy lata później otworzyła w pobliżu swoją cukiernię. Potomkowie jej właścicieli do dziś prowadzą oblegany lokal, sprzedając je pod zastrzeżoną nazwą Pasteis de Belem. Dla kulinarnych podróżników, to obowiązkowy punkt na mapie Lizbony.

Jeszcze bardziej soczyste potrawy
W trakcie Runmageddonu – z oczywistych względów – nie testowaliśmy ciekawego trybu żywność. Tym razem mieliśmy mnóstwo okazji, by sprawdzić go w praktyce. W dobie mediów społecznościowych, wielu z nas fotografuje swoje talerze, jeszcze zanim chwyci za sztućce. S9+ sprawia, że zdjęcia jedzenia są nasycone kolorami i rozmywa brzegi kadru, pozostawiając okrąg ostrości, którego wielkość i położenie możemy modyfikować. Dania rybne, owoce morza i desery wyglądają wyjątkowo apetycznie, a smakują jeszcze lepiej. W Portugalii warto spróbować słynnego bacalhau, czyli suszonego i solonego dorsza, którego Portugalczycy przyrządzają na przysłowiowy tysiąc sposobów. Jednym z najbardziej znanych jest bacaalhau a bras, czyli jajecznica z dużą ilością cebuli i czosnku, wymieszana z kawałkami dorsza i cieniutko smażonymi słupkami ziemniaków lub z batata palha, czyli rodzajem... czipsów, tzw. sticków, a to wszystko posypane obficie pietruszką i udekorowane oliwkami.

Kolorowa Portugalia
Niektóre miasta da się określić jednym przymiotnikiem. O Lizbonie z pewnością można powiedzieć, że jest barwna. Nie tylko dlatego, że fasady budynków, ulice, witryny sklepów i restauracji czarują nas feerią kolorów, wspieraną przez przejrzystość powietrza. Barwność ta wynika także z mnogości wrażeń i doświadczeń, jakie możemy przywieźć ze stolicy Portugalii nawet po krótkim, kilkudniowym pobycie. Szczególnie jeśli uda się odwiedzić również pobliskie malownicze miejscowości jak Sesimbra czy Moita. Wybraliśmy Lizbonę również dlatego, że linie lotnicze pozwalają dolecieć tam za niewielką cenę, przez co stolica Portugalii znalazła się w zasięgu dużej grupy Polaków. Pod koniec września w Warszawie sprawdzaliśmy, czy telefonem komórkowym można wykonać fotoreportaż z dynamicznej imprezy sportowej. Na stołeczny Runmageddon zabraliśmy ze sobą Samsung Galaxy S9+. Efekt mile nas zaskoczył, o czym możecie przeczytać w tym tekście (https://www.wprost.pl/technologie/10156233/sprawdzilismy-czy-smartfon-moze-zastapic-profesjonalny-aparat-fotograficzny-oto-efekty.html). Z tym większą przyjemnością skorzystaliśmy z kolejnej ciekawej okazji do przetestowania flagowego modelu koreańskiego producenta. Tym razem, zabraliśmy ze sobą Samsunga Galaxy S9+ w kilkudniową podróż do Dystryktu Lizbońskiego, na zaproszenie instytucji Turismo de Lisoba. Efekt? Mnóstwo ostrych i nasyconych kolorami zdjęć. O samym smartfonie napisano już wiele pochlebnych recenzji. My skupiamy się na zdjęciach, więc przypomnijmy tylko, że dysponuje on dwoma modułami aparatu, wyposażonymi w matryce 12 mpx. Szerszy obiektyw charakteryzuje się zmienną przysłoną, która w zależności od warunków fotografowanej sceny oferuje światło F1,5 lub F2,4. W ciągu dnia będzie to przeważnie ta druga wartość. Z kolei drugi obiektyw daje nam niemal dwukrotne zbliżenie. Samsung oferuje kilka trybów pracy, w tym tryb profesjonalny, w którym sami decydujemy o wartości ISO, przysłonie i czasie naświetlania, możemy też ustawić balans bieli, tryb pomiaru światła, punkt ostrości lub użyć wbudowanych filtrów.
Galeria:
Samsung S9+ zamiast profesjonalnego aparatu

Czytaj także

 2
  •  
    smartfon zamiast mózgu, efekt naprawdę zaskakuje hehehe
    • Generalnie na wakacjach robię zdjęcia jednym i drugim. Jednak jeżeli chodzi np. o wydruk fotoksiążki to ograniczył bym rozmiar zdjęć drukowanych ze smartfona do 15x10 inaczej pojawiają się już artefakty i plamy zamiast szczegółów.