MEN nie ma zamiaru wprowadzać odgórnego zakazu. Ekspertka wskazuje, gdzie leży problem

MEN nie ma zamiaru wprowadzać odgórnego zakazu. Ekspertka wskazuje, gdzie leży problem

Barbara Nowacka
Barbara Nowacka Źródło: PAP / Marcin Obara
Ministerstwo Edukacji Narodowej nie chce wprowadzać centralnego zakazu używania telefonu przez uczniów w szkołach. Ekspertka z jednej strony wskazuje, że nie ma skutecznego rozwiązania, co zrobić z tymi urządzeniami. Dodatkowo zwraca uwagę, np. na zachowania rodziców.

Z danych opracowanych przez Instytut Badań Edukacyjnych w 2020 r. wynikało, że 60 proc. szkół w swoich statutach zapisało zakaz używania telefonów przez uczniów. Zwolenniczką analogowego przedszkola i klas I – III jest również Barbara Nowacka. Ministerstwo Edukacji Narodowej nie zamierza jednak wprowadzać centralnego zakazu – poinformowała „Gazeta Wyborcza”.

Szefowa MEN wyjaśniała, że przy wprowadzeniu takiego zapisu nauczyciele nie dostaliby odpowiednich narzędzi sankcyjnych. Obecnie prawo światowe pozwala dyrektorowi regulować używanie telefonu na terenie szkoły. Magdalena Bigaj z Fundacji „Instytut Cyfrowego Obywatelstwa” zauważa jednak, że uczeń ma prawo przynieść telefon do szkoły i w razie czego z niego skorzystać, więc trzeba stworzyć miejsce, gdzie będzie można bezpiecznie zdeponować urządzenie.

MEN nie planuje wprowadzić centralnego zakazu. Dyrektor znalazł złoty środek

Zdaniem ekspertki nie sprawdza się rozwiązanie oddawania na każdej lekcji telefonu nauczycielowi. Niektóre dzieci omijają to, nosząc dwa urządzenia i oddając jedno. Dyrektor jednej ze szkół w Gdańsku wspomniał, że z pomysłem całkowitej rezygnacji z telefonów przyszli do niego w tym roku rodzice klas IV – VIII. Jak przyznał, dyskusja podczas rady pedagogicznej była burzliwa. Ostatecznie razem z uczniami ustalono, że z telefonów można korzystać podczas dwóch najdłuższych przerw.

Wprowadzono jednak wyjątki, kiedy telefon służy do nauki. Jednocześnie szkoła dała kilka alternatyw: szachy, piłkarzyki, mały kosz do rzucania, sprzęt do podciągania, karaoke, czy „smart dywan”. Rozwiązaniem było również otworzenie sal gimnastycznych podczas przerw. Bigaj zwróciła jednak uwagę, że problem leży gdzieś indziej, bo dzieci korzystają też przez długi czas z telefonów poza szkołą, a zły przykład dają rodzice.

Czytaj też:
Szykuje się rewolucja w małych szkołach? MEN ma pomysł na reformę
Czytaj też:
Nauczyciele chcą pilnych zmian. Nie podoba im się nowy pomysł MEN

Źródło: Gazeta Wyborcza