Związkowiec zaangażowany w rozmowy z MEN ujawnił prawdę. „Przed wyborami nikt tego nie ruszy”

Związkowiec zaangażowany w rozmowy z MEN ujawnił prawdę. „Przed wyborami nikt tego nie ruszy”

Barbara Nowacka
Barbara Nowacka Źródło: PAP / Lech Muszyński
MEN planuje nad strategią jak zmienić pensum, czyli liczbę godzin nauczycieli przy tablicy. Wyzwanie jest spore, a temat delikatny, bo z jednej strony trzeba zadowolić związki i samych nauczycieli, a z drugiej strony nie zrujnować budżetu.

W teorii podział 40-godzinnego tygodnia pracy dla nauczycieli to 18 godzin przy tablicy, tzw. pensum, i reszta czasu poświęconego na przygotowanie zajęć, wychowawstwo, czy szkolenia. Według Newsweeka „w praktyce coraz więcej nauczycieli spędza przy tablicy nie 18, lecz 30, 40 i więcej godzin tygodniowo”, a dla wielu „czas na przygotowania do zajęć i szkolenia się skurczył”.

„Święte” prawo nauczycieli zostanie naruszone? MEN sonduje temat najbardziej niezmiennej liczby

Wszystko przez zastępowanie kolegów, którzy są na urlopach zdrowotnych, łatanie braków kadrowych, robienie kolejnych specjalizacji. MEN ostatnie badania czasu przeprowadziło w 2013 r. Nauczyciele wówczas średnio pracowali 2,5 godziny tygodniowo ponad pensum. Według ZNP co dziesiąty nauczyciel pracuje dzisiaj w jednej szkole na dwa etaty, a wielu dorabia w kilku placówkach.

Dyrektorom ma bardziej opłacać się „dociążyć już zatrudnionego nauczyciela, niż szukać nowego na kilka godzin lekcyjnych”. Jest to korzystne dla samorządów, bo godzina ponadwymiarowa jest tańsza niż etat. Szkoły nie mają też specjalnie wyboru, bo brakuje chętnych do zawodu. Sami nauczyciele także chętnie w ten sposób sobie dorabiają. Ministerstwo Edukacji Narodowej ma zaczynać sondować temat zmiany pensum.

MEN „obudzi znane demony polskiej debaty o szkole”? Rząd woli w tej sprawie milczeć

Jak czytamy pensum to „jedno z najważniejszych osiągnięć nauczycielskich związków zawodowych i jedna z najbardziej niezmiennych liczb w polskiej edukacji”. Obowiązuje od ponad 40 lat. Zapowiedzi wiceszefa MEN Henryka Kiepury z jesieni miały „obudzić znane demony polskiej debaty o szkole”. W 1997 r. ówczesny minister edukacji Mirosław Handke powiedział: Nauczyciele udają, że pracują, a my udajemy, że im za to płacimy.

Chciał przez to wytłumaczyć niewystarczające podwyżki i zwrócić uwagę na to, że państwo powinno nauczycielom więcej płacić, ale również chciałoby od nich więcej wymagać. Nauczyciele zapamiętali to zdanie na lata, a Handke został zdymisjonowany. Zapowiedzi o zmianie pensum wywołują alarm i protesty nauczycieli. Współzałożycielka Protestu z Wykrzyknikiem Anna Schmidt-Fic ostrzegła, aby „nie próbować grzebać przy pensum, bo jest ono gwarancją jakości edukacji”.

Rząd dostał sygnał ostzegawczy

Wysłała też sygnał ostrzegawczy do rządu, że każda próba ruszenia pensum zostanie potraktowana jak atak na szkołę i polityczne samobójstwo. Problem stanowi jednak wyrok SN z lutego 2025 r., zgodnie z którym praca nauczyciela wykonywana ponad normę czasu określoną w Karcie nauczyciela jest pracą w godzinach nadliczbowych. Za taką pracą przysługuje wynagrodzenie lub czas wolny. Polityk PO z kręgu rządu przyznaje, że „powiązanie nauczycielskich pensji ze średnią krajową wywaliło budżet”.

Ministerstwo Edukacji Narodowej z jednej strony chce zadowolić związki i nauczycieli oraz nie zrujnować budżetu i nie zrazić samorządów w obawie przed stratą dużej części zaplecza politycznego. Samorządy od dawna podnoszą jednak temat, o którym rząd woli milczeć, że „bez zmiany pensum ten system się nie domknie”. Związkowiec zaangażowany w rozmowy z MEN jest przekonany, że „nikt nie odważy się ruszyć pensum przed wyborami, nawet jeśli prywatnie wierzy, że to racjonalne”.

Czytaj też:
Szefowa MEN w nietypowej odsłonie. Pojawiła się na parkiecie. „Bawcie się wspaniale”
Czytaj też:
Przedszkola czeka rewolucja? Wiceszefowa MEN ujawniła, co „będzie zakazane”

Źródło: Newsweek