Masz pomysł na biznes? - nie mów nikomu!

Masz pomysł na biznes? - nie mów nikomu!

Mec. Robert Nogacki - jeden z najlepszych ekspertów w zakresie bezprawia urzędniczego - ocenia wydarzenia przez pryzmat interesów klientów swojej kancelarii
Benjamin Franklin powiedział: „Trzy osoby mogą dochować tajemnicy, jeśli dwie z nich nie żyją”. Myśl ta odnosiła się do polityki ale – a może przede wszystkim – dotyczy także biznesu.
Zanim wielkie, ponadnarodowe korporacje zaczęły wdrażać elementy wywiadu gospodarczego w swoich strategiach, działania tego typu prowadziły służby specjalne. To one, na zlecenie rządów, wykradały nowe technologie i rozpracowywały strategie konkurencji, by następnie udostępniać zdobyte informacje rodzimym przedsiębiorcom. I choć wywiad naukowo-techniczny i wywiad gospodarczy stanowią odrębne dziedziny aktywności służb, to z punktu widzenia przedsiębiorstwa walczącego o utrzymanie na rynku, podział ten nie ma faktycznego znaczenia. Wg GMI Survey, 76 proc. globalnych korporacji korzysta z wywiadu gospodarczego w walce z konkurencją w biznesie. Wykorzystują do tej walki wywiad konkurencyjny – szpiegowską gałąź wywiadu gospodarczego. 

Ze szczególnej dbałości o rodzimych przedsiębiorców słyną służby francuskie. Swego czasu, FBI wydało nawet komunikat adresowany do amerykańskich przedsiębiorców prowadzących interesy we Francji, w którym przestrzegało przed rozmowami biznesowymi na pokładach samolotów linii Air France. Powodem były zamontowane na pokładach urządzenia podsłuchowe gromadzące informacje, które służby francuskie przekazywały zainteresowanym francuskim przedsiębiorcom, by zwiększyć ich konkurencyjność w starciu z biznesem zza oceanu. Francuska agencja wywiadowcza - DGSE, według informacji z roku 2000, miała w swoich szeregach ok. 1000 pracowników odpowiedzialnych za gromadzenie i analizowanie danych o charakterze gospodarczym oraz wspieranie krajowej przedsiębiorczości. Efekty ich pracy widać szczególnie w przypadku branży zbrojeniowej oraz energetycznej, w której francuskie koncerny z sukcesami konkurują z potentatami z USA, Rosji i Chin.

Chiny z kolei, stanowią doskonały przykład gospodarki napędzanej cudzą myślą techniczną, wykradaną i kopiowaną w sposób, jakiego do tej pory nie przedstawiano nawet w powieściach Iana Flemminga. Nie ma bowiem nadmiernej przesady w historiach o milionach notatek sporządzanych przez chińskich studentów, stypendystów, czy pracowników kontraktowych przebywających zagranicą, którzy są zobowiązywani do informowania swoich władz o wszystkim, co może być w jakikolwiek sposób interesujące. Gromadzone w ten sposób informacje są analizowane przez tysiące pracowników najróżniejszych instytucji państwowych. Tak powstaje gigantyczna machina, która potrafi zagospodarować i dopasować do siebie każdy strzęp informacji. Na podstawie takiej bazy danych, powstała nawet strategia rynkowa, którą stosuje każdy chiński eksporter, szukający rynków zbytu dla swoich produktów. Znany jest przypadek chińskiej firmy produkującej dźwigi, która chcąc pozyskać dla swoich produktów nowe rynki zbytu nawiązała kontakty z firmą z Polski, oferując tej firmie status generalnego dystrybutora. Aby jednak doszło do podpisania kontraktu, polska firma musiała dokonać zakupu jednego urządzenia chińskiego producenta, w celach demonstracyjnych. Umowa miała zostać podpisana w Amsterdamie, w hotelu, który jak się później okazało należy do chińskiej spółki kontrolowanej przez ministerstwo gospodarki, a w którym, w ramach chińskiej gościnności, pokoje dla polskiej delegacji opłaciła strona chińska. Jedynie szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że w porę wyszło na jaw, iż niewiele wcześniej w tym samym hotelu gościło ok. 20 innych delegacji  różnych przedsiębiorstw z regionu Europy środkowo wschodniej. Każde z nich miało być generalnym dystrybutorem chińskich dźwigów, pod warunkiem zakupu jednego z nich – oczywiście w celach demonstracyjnych. Warto też wspomnieć, że jeden wspomniany dźwig, kosztował ponad pół miliona euro. Jak łatwo się domyślić, Chińczycy ani myśleli nawiązywać z kimkolwiek współpracę na zasadach wyłączności. Chodziło im jedynie o sprzedaż własnych produktów. Co ciekawe, w trakcie negocjacji potrafili także niezwykle skutecznie rozwiewać wszelkie wątpliwości drugiej strony. Wszak przedstawiciele firm pretendujących do nawiązania współpracy, dyskutowali o swojej strategii negocjacyjnej w pokojach hotelowych…

Ale nie tylko Francuzi i Chińczycy wspierają swoją przedsiębiorczość. Również polskie służby odegrały swego czasu znaczną rolę w rozwoju rodzimego przemysłu. Niestety miało to miejsce w czasach słusznie minionych, a na ich działaniach zyskały jedynie przedsiębiorstwa państwowe, ale zawsze. Przykładem takiej symbiozy była polopiryna, czy proszek IXI. Choć oficjalna propaganda utrzymywała, że były to całkowicie polskie produkty będące efektem pracy rodzimych zespołów naukowych, w istocie ich receptury zostały wykradzione zachodnim koncernom chemicznym i farmaceutycznym.

Pierwszym przykładem funkcjonowania w naszym kraju współczesnego, uniezależnionego od państwa, wywiadu konkurencyjnego, było wprowadzenie przez jedną z sieci komórkowych darmowych połączeń pięciosekundowych. Strategia ta została jednak wykradziona konkurencji, a następnie wdrożona w  oficjalnej kampanii na tydzień przed jej wprowadzeniem przez pomysłodawców.

Barometr Przedsiębiorcy


TAK

Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku wydanym w dniu 4 grudnia 2015 r. (sygn. II FSK 2789/13) potwierdził, że należności z tytułu korzystania z praw do programu komputerowego nie mogą być traktowane jak należności licencyjne z tytułu korzystania z praw autorskich do dzieła literackiego. W związku tym, spółka dokonująca płatności za nabycie takich praw od kontrahentów zagranicznych nie jest zobowiązana do zapłaty podatku u źródła w wysokości 20% przychodów. Odmienne stanowisko w tej sprawie zajął Dyrektor Izby Skarbowej w wydanej przez siebie interpretacji indywidualnej. Mimo że Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił interpretację, Dyrektor Izby Skarbowej złożył skargę kasacyjną, obnażając skalę determinacji organów podatkowych w dążeniu do obciążenia podatnika zobowiązaniem podatkowym.

NIE

Choć nowelizacja ustawy Ordynacja podatkowa wprowadzająca zasadę in dubio pro tributario weszła w życie z dniem 1 stycznia 2016 r., Minister Finansów już zdążył ograniczyć tę korzystną dla podatników zasadę. W wydanej w dniu 29 grudnia 2015 r. interpretacji indywidualnej (sygn. PK4.8022.44.2015) Minister stwierdził, że rozstrzyganie wątpliwości interpretacyjnych względem podatkowych przepisów prawnych, będzie miało miejsce jedynie wówczas, jeśli organ podatkowy, mimo prawidłowo przeprowadzonej wykładni prawa, nie będzie mógł jednoznacznie zinterpretować danego przepisu. Odmienna argumentacja podatnika, co do zakresu stosowania danej regulacji prawnej, nie będzie wystarczająca. Organ może stwierdzić, że podatnik nie ma racji, gdyż np. przyjął błędne założenia interpretacyjne, mylił się w rozumowaniu, bądź też, jego argumentacja była słaba w zestawieniu z argumentacją przeciwną. Co więcej, w przypadku, gdy organ nie będzie wiedział, która z wykładni jest korzystniejsza dla podatnika, ma o tym zdecydować sam podatnik. Czy doprowadzi to do stanu, w którym zasada in dubio pro tributario będzie dla podatników tzw. martwym przepisem?
PWG Skarbiec - logo

Czytaj także