Łupkowe prawo

Łupkowe prawo

Gaz łupkowy może zmienić świat. Ile go mamy? Dowiemy się za kilka lat. Rząd właśnie przyjął projekt ustawy, która przyspieszy poszukiwania i wydobycie tego gazu.

Co to jest gaz łupkowy i dlaczego tyle o nim w mediach? Przede wszystkim gaz to pieniądze. Na jego wydobyciu i sprzedaży firmy oraz całe kraje mogą świetnie zarabiać. Niektóre, takie jak Rosja, oparły na ropie i gazie całą swoją gospodarkę. Inne, takie jak Polska, nie mogły zarabiać na gazie. A teraz wyobraźmy sobie, że Polska nagle dostaje w prezencie od losu potężne zasoby gazu. Poniekąd tak właśnie się stało: choć nasz kraj zawsze miał gaz łupkowy, to jeszcze w XX w. nie było technologii umożliwiających jego wydobycie. W przeciwieństwie do zwykłego gazu ziemnego, który jest wydobywany przez pionowe odwierty, do pozyskania gazu łupkowego potrzeba technologii umożliwiających tworzenie poziomych szczelin pod ziemią. Dziś można już wykorzystywać tę opracowaną w latach 50. metodę. Każdy, kto ma zasoby gazu łupkowego, może go potencjalnie wydobywać i sprzedawać.

Choć kraje bogate w inne zasoby naturalne nie muszą się ekscytować łupkami, dla Polski perspektywa wydobycia jest obiecująca. Dlaczego? Po pierwsze, dlatego że musimy importować 30 proc. zużywanej w kraju energii. Mając możliwość produkcji gazu u siebie, moglibyśmy oszczędzać, a nawet zarabiać. Po drugie, polegając na dostawach z zewnątrz, uzależniamy się od dostawców energii, takich jak Rosja, która może po prostu zakręcić kurek z gazem w razie konfliktów politycznych. A produkując gaz u siebie, zwiększamy bezpieczeństwo energetyczne i samowystarczalność Polski. Po trzecie wreszcie, im więcej dostawców gazu, tym większa konkurencja i niższe ceny na rynku. Jeśli Polska i inne kraje wydobywałyby gaz łupkowy, cena gazu na świecie zmaleje.

PRAWO TUSKA

Choć do lutego tego roku wykonano w sumie 56 odwiertów badawczych i właśnie wiercimy kolejne, Polska bardzo długo zwlekała z ustawodawstwem regulującym rynek gazu łupkowego. – Prace nad nowelizacją prawa geologicznego i górniczego, która miała uregulować sytuację dla inwestorów ciągnęły się bardzo długo – mówi Wojciech Jakóbik, redaktor portalu Energia Alert. – Po trzech latach utarczek między ministerstwami skarbu, gospodarki i środowiska wreszcie jest konsensus. Jest, bo rząd w zeszły wtorek przyjął nowelizację ustawy i skierował ją do Sejmu. Zanim to się stało, krążyły plotki, że kwestia łupków zostanie odłożona na później ze względu na konieczność obrad nad interwencją Rosji na Ukrainie. Jednak to chyba właśnie świadomość, że dostawy z Rosji nie są stabilnym źródłem gazu, pozwoliła politykom szybciej dopracować projekt. – Dzisiaj widać bardzo wyraźnie, jak wielkie znaczenie ma poziom niezależności energetycznej od głównego dostawcy surowców, jakim jest Rosja – powiedział premier Tusk. Ma rację: według Eurostatu kraje Unii Europejskiej ponad 53 proc. energii uzyskują z importowanych surowców, w dużej mierze właśnie z Rosji.

A co w projekcie? – Przyjęliśmy rozwiązania, które powinny być zachętą dla wszystkich poszukujących gazu łupkowego – mówił we wtorek premier. Według nowelizacji przez sześć lat Polska nie będzie opodatkowywać wydobycia gazu łupkowego. To rzeczywiście bodziec dla inwestorów: im szybciej rozpoczną wydobywanie łuków, tym więcej zarobią do roku 2020. Po tym terminie będą płacili państwu podatek nieprzekraczający 40 proc. dochodu z wydobycia. Ponadto firmy, które chcą poszukiwać i wydobywać gaz w Polsce, będą musiały przejść procedurę kwalifikacyjną, podczas której zostaną prześwietlone pod kątem bezpieczeństwa dla interesów kraju. Po zakwalifikowaniu otrzymają jednolitą koncesję, umożliwiającą zarówno poszukiwanie, jak i wydobycie gazu łupkowego.

POLSKA NA GAZIE

Przyspieszenie poszukiwania gazu łupkowego w Polsce umożliwi odpowiedź na pytanie, ile tak naprawdę go mamy. Optymistyczne, ale niedokładne szacunki sprzed 20 lat zakładają, że posiadamy ponad 5 bln m sześc. gazu. Ostrożniejsze – że jest to tylko kilkaset miliardów metrów sześciennych, z których można wydobyć kilkanaście procent. Ostatnie szacunki Państwowego Instytutu Geologicznego mówią o 350-750 mld m sześc. gazu. Jak podkreślają eksperci, w każdym przypadku gra o łupki jest warta świeczki, bo nawet wydobycie 2 mld m sześc. gazu rocznie poprawi bezpieczeństwo ekonomiczne Polski. Dodatkowo wzmocni naszą pozycję w negocjacjach z innymi krajami, bo przecież będziemy mieć krajową alternatywę dla kupowania gazu z zagranicy.

Na razie prawda na temat gazu wciąż jest ukryta pod ziemią. Trzeba po nią sięgnąć, robiąc odwierty. Każdy kosztuje 15 mld dolarów. Politycy mają nadzieję, że te pieniądze wyłożą wielkie koncerny, spółki Skarbu Państwa oraz małe firmy poszukiwawcze. Takie, które nie prowadzą w ogóle wydobycia, a pieniądze mają jedynie na poszukiwania. Będą szczególnie zdeterminowane, aby odnieść sukces i gaz łupkowy w Polsce znaleźć. Bo tylko wtedy zarobią. Co dalej? Posłowie na pewno będą zgłaszali poprawki do ustawy. Zapewne poruszone zostaną kwestie obowiązku inwestorów udostępniania informacji geologicznej uzyskanej podczas poszukiwań Polsce oraz kwestie technologiczne. Posłowie na pewno będą chcieli doprecyzować reguły przyznawania koncesji oraz ich odnawiania.

KTO CZYHA NA POLSKI GAZ

– Prowadziliśmy dobrze przygotowaną defensywę przed zakusami UE – mówił premier po przyjęciu projektu ustawy. – W dużej mierze pod pretekstem ochrony środowiska naturalnego przygotowywano w Europie takie obostrzenia i nadregulacje, które uczyniłyby poszukiwanie i wydobywanie gazu łupkowego nieopłacalne – dodał. – Nie ulega wątpliwości, że nasze działania w Brukseli pozwoliły uchronić ten potencjalny zasób energii.

Być może jednak zwycięstwo jest tylko tymczasowe. Komisja Europejska w styczniu odłożyła kwestię centralnej regulacji wydobycia gazu łupkowego, zostawiając ją krajom UE i samorządom lokalnym. Ale w przyszłości może zostać podjęta kolejna ofensywa przeciwko gazowi łupkowemu. Nic dziwnego, że temat jest drażliwy. Łupki mogą w końcu spowodować w Europie rewolucję – wzmocnią politycznie kraje, które go wydobywają, i zmienią układ sił w energetyce. Według danych geologicznych w Europie złoża gazu łupkowego znajdują się w Skandynawii, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Belgii i we Francji, a także w Polsce i państwach bałtyckich. Nie wszędzie możliwość jego wydobycia rodzi entuzjazm. Przeciwnie, gaz łupkowy jest wielu graczom nie w smak. Komu? Tym, którym jego wydobycie może obniżyć dochody, czyli graczom na rynku energetycznym: dostawcom gazu ziemnego, zwolennikom energii jądrowej czy propagatorom energii ze źródeł odnawialnych. Te trzy grupy lobbingowe starają się utrudnić wydobycie łupków w Europie. Jak? Poprzez przekonywanie opinii publicznej, że gaz łupkowy jest niebezpieczny. Najlepiej za pomocą filmu, bo choć Europejczyk mało dziś czyta, to trafia do niego kino.

WOJNA NA FILMY

Jezu Chryste! – krzyczy operator kamery, gdy woda z kranu, zamiast zgasić płomień zapalniczki, zamienia go w kulę ognia. – Czujecie swąd spalonych włosów? – pyta mieszkaniec domu, w którego pobliżu jest wydobywany gaz łupkowy. To ten gaz zatruwa wodę w kranie. Tak wygląda jedna z najbardziej znanych scen filmu „Kraj gazem płynący” z 2010 r. Był wyświetlany niezliczenie wiele razy jako agitka przeciwko wydobywaniu gazu łupkowego. Jego reżyser, ekolog Josh Fox, namalował obraz chciwego sektora energetycznego, który dla zysków pruje trzewia matki Ziemi i zalewa je toksycznymi chemikaliami. Nie liczy się przy tym ani z normami prawnymi, ani ze zdrowiem zwykłych obywateli. Według Foksa szczelinowanie, technologia wydobywania łuków, zatruwa wodę i powoduje u spożywających ją śmiertelnie groźne choroby. A więc tylko chciwcy i głupki mogą inwestować w łupki.

To właśnie ten film wykorzystało lobby atomowe do ustawowego zakazu wydobycia gazu łupkowego we Francji. Wydobycia zakazano też w Bułgarii. Na szczęście zakazu nie rozciągnięto na całą UE. Tymczasem w odpowiedzi na „Kraj gazem płynący” w 2013 r. powstał firm „FrackNation”. Reżyserzy Phelim McAleer i Ann McElhinney zebrali na niego pieniądze ze zrzutek internetowych przez serwis Kickstarter. I ustalili, że prawidłowo wykonane szczelinowanie nie zatruwa wcale wód gruntowych. – Odwiert pionowy robiony jest ponad milę pod powierzchnią Ziemi, więc wody gruntowe nie zostaną skażone – mówi McAleer. – Żaden z ekologów ani rolników, którzy zgłaszali zatrucie wody, nie był w stanie udostępnić próbki zatrutej wody ze źródła, a komisyjnie zbadana woda okazywała się czysta – dodaje reżyser. Josh Fox ostentacyjnie ignoruje „FrackNation” i jego autorów. Wojna na filmy będzie nadal trwać– telewizja HBO zwietrzyła interes i już zleciła Foksowi nakręcenie sequela. Tezy filmu zapewne pojawią się przy kolejnej unijnej batalii o łupki. Obyśmy byli na to przygotowani.■

Czytaj także

 0