Welcome to Jurassic World

Welcome to Jurassic World

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jurassic World
Jurassic World
„Jurassic World”, czyli powrót na Islę Nublar oraz wcielone w życie marzenie Johna Hammonda o prosperującym parku rozrywki w świecie dinozaurów to obraz, który próbuje połączyć najlepsze elementy poprzednich trzech części, robiąc to z całkiem niezłym skutkiem.

Park działa od kilku lat, ciesząc się niesłabnącym zainteresowaniem odwiedzających. Zainteresowanie nie słabnie, gdyż włodarze co kilka lat przygotowują specjalną atrakcję, mającą przyciągnąć widzów. A dokładniej - przygotowując w laboratorium kolejnego dinozaura. Cała fabuła przedstawiająca postępujące prace naukowców, przywodzi na myśl pierwszą część historii, która wprowadzała nas w szczególną wizję Hammonda. Wojskowy, który próbuje wykorzystać dinozaury do celów militarnych, przywodzi na myśl oddziały, które plądrowały wyspę w „Zaginionym Świecie”, a zagubione dzieci oraz klatka pełna pterodaktyli wyciągnięte są natomiast z części trzeciej.

Film rozkręca się powoli, przypominając zasady rządzące światem przedstawionym i skrzętnie unikając pokazywanie z bliska Indominusa Rexa, głównego motoru napędowego całej akcji.Początkowe sceny są więc zarówno interesujące (móc oglądać spełnione marzenie Hammonda na ekranie, daje sporą dozę satysfakcji), jak i nieco wtórne, gdyż gnani sentymentem, znamy dokładnie wszystkie zasady świata Jurassic Park. Kiedy więc w drugiej połowie film urwie się z uprzęży funkcji introdukcyjnej, w świetnych scenach nocnych nabierze prawdziwych rumieńców, a kilka sekwencji zasłuży na wielokrotny seans. Bardzo dobrze poprowadzony jest też wątek samego dinozaura. Przez długi czas skrzętnie unika się bowiem pokazywania wyglądu Indominusa Rexa, budując tym samym napięcie przed ostatecznym przedstawieniem go w pełnej krasie. Robiłoby to jeszcze większe wrażenie, gdyby zwiastuny tak skrzętnie nie zdradzały zagadki dużo wcześniej. Bardzo zgrabnie wykorzystuje się tutaj także momenty grozy, które przywodzą na myśl rozwiązania stosowane w horrorach lat 80. i 90., czyli czasów gdy pierwszy „Jurassic Park” wojował wyobraźnią milionów.

Większość aktorów dobrze sprawdziła się na ekranie, choć tylko kilkorgu udało się nie być jednowymiarowymi postaciami napisanymi w biegu. Koronnym przykładem na brak pomysłu poprowadzenia bohaterów jest duet braci - mały chłopiec i nastolatek (Ty Simpkins, Nick Robinson). Są oni najbardziej denerwującymi postaciami całego filmu, tak stereotypowymi i bez charakteru, że to aż boli. Trudno powiedzieć czy to bardziej wina scenariusza, czy umiejętności aktorskich, ale sceny z chłopcami należą do najsłabszych całego filmu, na siłę próbując dodać jakiejś głębi ich zrachowaniom. Częściej jednak pokazując ich w kontraście: rozentuzjazmowane dziecko - znudzony nastolatek. Dobrze wypada za to Chris Pratt, który choć ma więcej do robienia niż mówienia, gra tak charyzmatycznie, że jego występ wydaje się czymś na wzór przesłuchania do roli Indiany Jonesa. Jego występ w „Jurassic World” utwierdza tylko w przekonaniu, że Amerykanin wypadnie świetnie w roli mężczyzny z pejczem. Niech tylko ktoś wreszcie oficjalnie ogłosi jego angaż. Niezła jest Bryce Dallas Howard, do której należy jedna z bardziej uśmiechogennych scen całego obrazu. Moment, w którym Claire biegnie w szpilkach z czerwoną racą w dłoni, uciekając przed dinozaurem, należy do najzabawniejszych momentów filmu Colina Trevorrowa.


Nawiązania do oryginalnego „Jurassic Park” są widoczne, pojawiają się sporadycznie i są raczej delikatne niż bijące po oczach. Z jednej strony to dobrze, z drugiej zabrakło jednego czy dwóch odwzorowań w skali 1:1, dla podbicia uczucia nostalgii z powrotu do „Parku Jurajskiego”. Z drugiej strony być może co za dużo to niezdrowo i taka ilość nawiązań i puszczeń oka, jest wystarczająca, a moje uwagi mogą wynikać z tego, że bohaterowie ostatecznie nie zajrzeli do pewnej kuchni, mimo, że akcja rozgrywała się w pewnej chwili bezpośrednio obok niej. Ciekawostką niech będzie fakt, że kiedy wsłuchamy się w warstwę słowną trzeciego planu, w scenie z kulistymi pojazdami, usłyszymy w pewnym momencie język polski.

„Jurassic World” jest bardzo przyzwoitym filmem, po którym można było spodziewać się dużo więcej, a który jednak zgrabnie miksuje znane motywy, podając je w nowym, smakowitym sosie, dodając też kilka scen, na które warto było czekać przez lata. Sceny nocne robią piorunujące wrażenie, a finałowa bitwa wypada naprawdę dobrze. Zrobiona jest z rozmachem, nieźle zanimowana i schoreografowana. Spodziewałem się więcej, ale nie jestem zawiedziony.

Ocena: 7/10

Czytaj także

 0

Czytaj także