Proszę Państwa - oto Miś

Proszę Państwa - oto Miś

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ted
Ted
"Ted”, czyli filmowy debiut Setha MacFarlane’a, twórcy animowanych hitów telewizyjnych z „Family Guy’em” na czele, to komedia silnie osadzona w świecie stworzonym przez reżysera.

Opowieść o pluszowym misiu ożywionym przez dziecięce życzenie, nie wyróżnia się niczym szczególnym od strony fabularnej. To zwyczajna opowieść o dorastaniu do roli odpowiedzialnego dorosłego, który umie ponosić konswekwencje swoich czynów. Doprawiona motywami znanymi z filmów dla dzieci, z „Alvinem i Wiewiórkami” na czele. Dobór tytułu jest nieprzypadkowy, gdyż cała sekwencja końcowa, od momentu pojawienia się dwójki nieproszonych „gości”, silnie przywodzi na myśl rozwiązania zastosowane w obrazie Tima Hilla.

Schematyzm opowieści z nawiązką rekompensuje nieposkromiony humor scenarzystów, silnie osadzony w MacFarlanenowskim świecie, gdzie można śmiać się ze wszystkiego i wszystkich, nic nie robiąc sobie z norm społecznych, dobrych obyczajów, czy poprawności politycznej. Nie inaczej jest w „Tedzie”, gdzie dostajemy wiele dosadnych scen, które budzą jednak szeroki uśmiech widza, będąc piekielnie zabawnymi. Popkulturalne odniesienia oraz bezpośrednie obśmiewanie konkretnych gwiazd czy sytuacji z życia publicznego to chleb powszedni Setha i coś, co wychodzi mu najlepiej. Nic więc dziwnego, że „Ted” stanowi niejako zbiór różnorodnych pomysłów z „Family Guy’a”, czy „American Dad” wrzuconych w aktorski świat. Wiele scen, czy sytuacji jest jak żywcem wyjętych ze scenariusza wspomnianych seriali, dzięki czemu przypadnie do gustu fanom tych produkcji.

Wiele sytuacji wyraźnie nawiązuje do fabuł animacji, ze scenami stanowiącymi niemal idealne odtworzenie tego, co można oglądać w telewizyjnych show. Sczególnie wyraźne jest to podczas bitwy między Tedem a Johnem, rozgrywającej się w zbliżony sposób do wszelkich starć między Stewiem a Brianem. Nie bez przyczyny pojawia się też moment bójki między misiem a kaczką, wyraźnie nawiązujący do najdłuższego konfliktu całego serialu, czyli niesnasek na linii Peter – Kurczak. Nie mówiąc już o bezpośrednim cytacie, czyli tekście: „Nie masz racji. Mój głos wcale nie przypomina głosu Petera Griffina”. Wszyscy fani animacji MacFarlane’a od razu zrozumieją dlaczego jest to niezwykle zabawne.

Zdecydowanym plusem produkcji jest angaż aktorów znanych z serialowego świata. Udział Setha jest rzeczą naturalną, w końcu reżyser świetnie radzi sobie z podkładaniem głosów własnym postaciom i jest głównym twórcą sukcesu animowanych produkcji. Nie inaczej dzieje się tym razem. To właśnie z ust Teda padają najazabwniejsze teksty i on jest bohaterem najbardziej „odjechanych” momentów. Mila Kunis, której „na codzień” przypada granie nie lubianej przez rodzinę Meg Griffin, dostała możliwość zbudowania sympatyczniejszej, bardziej angażującej postaci, której poczynania ogląda się z zainteresowaniem. W epizodach przewiną się także Patrick Warburton, Alex Borstein, czy Ralph Garman, których słychać w niemal każdym odcinku serialu. Mark Wahlberg dobrze odnalazł się w tej „zgranej rodzinie”, dodając wiele od siebie do postaci Johna. Szczególną uwagę zwraca jego specyficzny akcent, stanowiący kolejne podłoże humoru. Joel McHale, najlepiej kojarzony ze świetnego „Community”, czy Giovani Ribisi, (swego czasu wcielający się w brata Phoebe we „Friends”), uzupełniają obsadę, grając przerysowanych i nietypowych bohaterów, których zachowanie potrafi rozbawić. Brak Setha Greena, podkładającego głos pod Chrisa Griffina w „Family Guy’u”, być może zostanie naprawiony w sequelu produkcji, który jakiś czas temu dostał od producentów „zielone światło”.

„Ted” zdecydowanie broni się pod względem humoru, przysparzając widzowi wielu pozytywnych wrażeń. Gdyby fabuła była mniej oklepana i standardowa, rozrywka byłaby jeszcze lepsza.  Sęk w tym, że „Family Guy” ustawił poprzeczkę tak wysoko, że można skończyć seans z lekkim zawodem. Trzeba jednak przyznać, że swoją markę sztandarowa produkcja MacFarlane’a wyrabiała przez lata. A choć „Ted” nie znajduje się na poziomie najlepszych odcinków serialu, zdecydowanie dorównuje tym przyzwoitym. Plusem jest także, że w pełnometrażowej historii można zobaczyć wiele rzeczy, których w filmach aktorskich nigdy się nie uświadczy, a które bawią w podobny sposób, co w wersji animowanej.

„Ted” to zwyczajnie dobra komedia, która przypadnie do gustu fanom animacji MacFarlane’a, czerpiąc z ich stylistyki pełnymi garściami. To też na tyle nietypowy obraz, że warto samemu spróbować się z nim zmierzyć i zobaczyć czy ten typ humoru nam odpowiada. Jeśli mamy trochę poczucia humoru, powinien to być strzał w dziesiątkę. Film warto zobaczyć także dlatego, że ten rodzaj produkcji nieczęsto trafia na ekrany kin. „Tedowi” się udało, również w Polsce. Dystrybucja kinowa cieszy jeszcze bardziej niż gdyby film trafił od razu na DVD.

Ocena: 7/10

Czytaj także

 0