Anglia jak z obrazka – recenzja filmu „Pan Turner”

Anglia jak z obrazka – recenzja filmu „Pan Turner”

Dodano:   /  Zmieniono: 
Pan Turner / Mr. Turner (2014)
Pan Turner / Mr. Turner (2014) / Źródło: A Sony Pictures Classics
Mike Leigh nakreślił obraz Williama Turnera w sposób iście impresjonistyczny. Tak jak malarze tego nurtu kładli obok siebie czyste plamy barwne, które mieszały się w kolory uzupełniające dopiero w siatkówce odbiorcy, tak reżyser zbudował swój film z tak zwanych okruchów codzienności. Łącznie tworzą one portret bogaty w półtony i detale.

Tym samym „Panu Turnerowi” daleko do biografii z rodzaju „od narodzin do śmierci”. Ten często powtarzany w kinie schemat z reguły spłaszcza psychikę bohatera, sprowadzając jego życie do kilku kluczowych momentów, a sam film do kroniki. By zachować niuanse, Leigh pominął młodość malarza i przedstawił go widzowi już jako dojrzałego mężczyznę i spełnionego artystę. Biorąc pod lupę około 25 ostatnich lat życia Turnera, ujął w opowieści czas jego największej sławy oraz powolne odsuwanie się w cień – spowodowane zarówno fizyczną niemocą, jak i rozkwitem nowych prądów malarskich. Dwie i pół godziny, na które twórca „Very Drake” rozłożył akcję, umożliwiły wycieczkę w głąb złożonej z paradoksów osobowości.

Nie tylko późny wiek bohatera wyróżnia „Pana Turnera” na tle innych filmów biograficznych. Podział między życiem zawodowym a prywatnym malarza zachowuje tu zaskakująco zdrowe proporcje – sztuka nie jest jedynie dodatkiem do romansów i skandali towarzyskich, lecz właściwym tematem produkcji. Leigh stara się wytłumaczyć, na czym polegała Turnerowska innowacja w widzeniu i stosowaniu koloru, odwzorowuje też przebieg wystaw w Salonie Królewskiej Akademii Sztuki. Doskonale oddaje bufoniastość tego środowiska (zarówno samych artystów, jak i nabywców dzieł – arystokracji dławiącej się własnym snobizmem), a także atmosferę rywalizacji między członkami Akademii, zwłaszcza na linii William Turner – John Constable. W zrozumieniu geniuszu obrazów tego pierwszego pomagają utrzymane w tej samej estetyce zdjęcia Dicka Pope’a.

By film nie stał się znośny jedynie dla absolwentów historii sztuki, Leigh poświęcił część swej uwagi silnej więzi Turnera z ojcem oraz jego burzliwym relacjom z kobietami – byłą partnerką Sarą Danby, późną miłością Sophią Booth i oddaną służącą Hannah. Niektóre z nakreślonych na ekranie konfliktów mają swe źródła w młodości malarza, ale reżyser nie robi nic, by streścić nam owe początki. Wystawia widza na próbę, której nie ułatwia powolna, jednostajna narracja. „Panu Turnerowi” brakuje punktu kulminacyjnego, a co za tym idzie – napięcia. Ostatecznie mamy do czynienia z kinem wymagającym i odstającym od współczesnych norm.

Najciekawsza akcja toczy się bowiem wewnątrz samego pana Turnera. Równie dobrotliwy, co nieokrzesany i momentami odpychający, budzi mieszane uczucia. Jednoznaczny zachwyt wywołują za to odtwórca głównej roli Timothy Spall oraz sama Anglia w obiektywie Pope’a – Anglia jak z obrazka.

Ocena: 6,5/10

Czytaj także

 0