Chaos kontrolowany – recenzja „11 minut”

Chaos kontrolowany – recenzja „11 minut”

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kadr z filmu „11 minut” (2015)
Kadr z filmu „11 minut” (2015) / Źródło: Kino Świat
„11 minut” było bez wątpienia jedną z najbardziej oczekiwanych premier Festiwalu w Gdyni. Film, wyreżyserowany przez Jerzego Skolimowskiego, został zaprezentowany wcześniej na festiwalu w Wenecji, na którym zdobył Nagrodę Jury Młodych. 23 października polski kandydat do Oscara trafi do regularnej, kinowej dystrybucji.

„11 minut” to układanka, zbiór przeplatających się wątków, urywków rzeczywistości, spojrzeń na kilka różnych osób przebywających jednego dnia w Warszawie. Los, przypadek bądź też przeznaczenie złączył ich w jednym miejscu, w jednym czasie, trwającym tytułowe 11 minut od godziny siedemnastej. To 11 minut, które prowadzi do tragicznego zdarzenia – wypadku na ulicach stolicy. I choć w filmie wszystko dąży do wielkiego finału, praca nad nim odbywała się w przeciwnym kierunku. Od pomysłu na zakończenie, poprzez rodzące się odmienne historie, aż po bohaterów, którzy wzięli udział w tej siatce zależności.

Aktorka, hollywoodzki reżyser i chorobliwie zazdrosny mąż. Dziewczyna z psem i jej były. Sprzedawca hot-dogów, jego uzależniony od narkotyków syn romansujący z zamężną kobietą oraz kilka przypadkowo spotkanych sióstr zakonnych. Zespół pogotowia ratunkowego, uliczny malarz i nastolatek uciekający z domu. A także mężczyzna myjący okna w wysokościowcach i jego dziewczyna. Przeskakujemy od jednych do drugich, co chwila sprawdzamy, co dzieje się u pozostałych. Takie wędrowanie pomiędzy bohaterami momentami zdaje się przypadkowe, w istocie zostało bardzo dokładnie przemyślane i zaplanowane. Metodą prób i błędów, testowania kombinacji montażowych, aż do tej najlepszej, sześćdziesiątej piątej z kolei. Poprzez takie rozczłonkowanie opowieści pomiędzy kilkanaście postaci, film ten stara się odpowiedzieć na pytanie, czy życie jest przypadkowe czy celowe, czy wszystko jest częścią misternie ułożonego planu, czy jest to tylko zgiełk pozbawiony najmniejszego sensu. Na ile mamy kontrolę nad tym, co się wokół nas dzieje, a na ile sama sytuacja nami steruje?

Co ciekawe, dzięki fantastycznym zdjęciom „11 minut” jest bardzo ładną wizytówką Warszawy. W pewnym sensie miasto również gra w tym filmie. Operator wybiera ciekawe ustawienia kamery, pokazuje odrobinę mniej znaną stronę stolicy, a popularne miejsca portretuje w taki sposób, że sprawiają wrażenie odkrytych na nowo. Zaskakuje w tej produkcji również nagromadzenie metafor, symboli, przenośni, tajemnic zaklętych w dziwnych obrazach. Są one interesujące, zastanawiające, pozostawiają pole do własnej interpretacji. Film wypełniają zagadkowe sytuacje i niezwykłe obrazy, takie jak przelatujący nisko, tuż obok wieżowców samolot, kropla wody płynąca w górę ściany, mężczyzna pojawiający się w telewizorze, czarna plama na ekranie monitora i na niebie. Martwy piksel, będący jednocześnie częścią całości i niepokojącym ubytkiem. 

Ocena: 7/10

Czytaj także:
TIFF '15 - Rozmowa z Jerzym Skolimowskim

Czytaj także

 0

Czytaj także