McImperium - bezwzględny biznes

McImperium - bezwzględny biznes

kadr z filmu "McImperium" (2016)
kadr z filmu "McImperium" (2016) / Źródło: Forum Film
„McImperium” („The Founder”) Johna Lee Hancocka to opowieść o powstaniu (Imperium) McDonalda.

W zasadzie jednak to dwie historie. Pierwsza, o braciach McDonald - Richardzie i Mauricie (Dicku i Macu) i ich rodzinnej restauracji w Kalifornii, opowiedziana jest w pierwszych dwudziestu minutach i mogłaby posłużyć za materiał na film krótkometrażowy. Reżysera ciekawi jednak inna figura - ogłoszonego już w samym oryginalnym tytule „Założyciela” Imperium Mcdonalda - Raya Kroca. Mężczyzny odpowiedzialnego za światowy sukces restauracji.

Opowieść rozpoczyna się w 1950 roku, gdy Ray (niezły Michael Keaton) jeździ po restauracjach, próbując sprzedać nowy typ miksera. Wszędzie jednak spotyka się z odmową. Kiedy więc pewnego dnia otrzymuje zamówienie z restauracji w San Bernardino na sześć maszyn, postanawia samodzielnie wybrać się do przybytku, by na własne oczy ocenić co jest szczególnego w knajpie, że ma aż tak duże zapotrzebowanie na jego sprzęt. Restauracja nazywa się Mcdonalds, prowadzona jest przez dwóch braci i diametralnie różni się od wszystkich restauracji typu drive-in, które Kroc poznał po drodze, zarówno szybkością obsługi, jak i jakością produktów. Kroc jest oszołomiony, a jego wewnętrzny biznesmen szybko węszy potencjalną żyłę złota. Mężczyzna bezzwłocznie decyduje się więc na współpracę z braćmi Mcdonald, podpisując umowę na ich warunkach. Od teraz jest franczyzodawcą restauracji i może w jej imieniu zakładać kolejne lokale. Tak rozpoczyna się historia przedstawiona w „McImperium”.

Film Hancocka jest koronnym przykładem wyższości scenariusza nad realizacją. Tym, co przyciąga widza w „The Founder” jest bowiem sama historia zwiększającej się sfery wpływów Kroca, marginalizacja braci McDonald oraz kolejne kroki, mające na celu zmianę modelu biznesowego firmy. Od strony realizacyjnej film jest jednak jedynie poprawny. Reżyser raczej relacjonuje wydarzenia niż buduje z nich wyrazistą dramaturgię. Jego film cierpi na wyraźny brak napięcia, co tylko po części może wynikać z faktu, że dzisiaj doskonale wiemy, że franczyza odniosła sukces i cieszy się światowym powodzeniem. Reszta to po prostu brak wyrazistego pomysłu na dobre zobrazowanie konfliktu.

„McImperium” pokazuje zresztą bezwzględne zasady działania biznesu. Jak padnie kilkakrotnie z ekranu: „tym, co pomaga odnieść sukces jest wytrwałość w dążeniu do celu” (nawet po trupach!). Ta maksyma przyświeca Krocowi, uzasadniając jego butę i niegodziwość, unaoczniając przy tym także, jak ważny dla biznesu jest marketing, PR i tworzenie własnej legendy. Niestety film dość mechanicznie podchodzi do nieczystych zagrań Kroca, który zdaje się nie mieć żadnych oporów moralnych przed tym, co robi. To zaś sprawia, że cały film staje się zbyt oczywisty, prosty i mało zniuansowany.

Mimo wszystko „McImperium” to film poprawny, który dobrze się ogląda. To jednak zasługa samej historii, która niesie go do przodu, a nie jakiejkolwiek realizacyjnej wyobraźni reżysera, czy wybitnego aktorstwa. W zasadzie wszystko w tym filmie jest jedynie poprawne, poprowadzone „od linijki”. Wyraźnie brakuje tu kropki nad i, niuansu, czy idei fix, które sprawiłyby, że obraz zapamiętalibyśmy na dłużej. W obecnej formie „The Founder” zdaje się być jedynie dziełem, jakich wiele, taśmowym - smacznym i zaspokajającym apetyt, jednak nie zostawiającym sytym na dłużej. Zupełnie, jak hamburger z McDonalda.

Ocena: 7-/10

Czytaj także

 0

Czytaj także