STADO - oprawca i ofiara

STADO - oprawca i ofiara

kadr z filmu "Stado" (2015)
kadr z filmu "Stado" (2015) / Źródło: Vicarto
„Flocken”, jak brzmi oryginalny tytuł "Stada" szwedzkiej reżyserki Beaty Gardeler wywodzi się od określenia stada ptaków lecących w kluczu, ślepo podążających za liderem – wskazuje na główne zainteresowanie twórczyni – spojrzenie na działanie pewnych mechanizmów społecznych.

„Stado” jest z tego powodu tematycznym krewniakiem wyśmienitego duńskiego „Polowania" Thomasa Vinterberga (oraz "Intruza" Magnusa Von Horna). Oba filmy przedstawiają niezwykle zbliżone sytuacje – posądzenie o fizyczne wykorzystanie drugiej osoby staje się bazą dla ukazania mechanizmu eskalacji ostracyzmu społecznego w małym miasteczku.

Główna różnica polega na tym, że o ile sytuacja w „Polowaniu” jest pewna od początku, dla zwiększenia ukazania działania mechanizmu wykluczenia, tak w "Stadzie" sprawa rozgrywa się na zasadach „jej słowo przeciwko jego słowu”. A tak naprawdę jej słowo kontra to, co mówią wszyscy poza samym chłopakiem. Społeczeństwo zdecydowało co właściwie wydarzyło się między parą już na etapie plotki o wydarzeniu. Prawda stoi tu więc na bardzo dalekim planie. Dobitnie pokazuje to scena wyroku sądowego. Jej wynik nic nie zmienia w podejściu mieszkańców. Oni już podjęli decyzję, niezależnie od tego, co ktokolwiek im teraz powie. Długo nie zdradzając widzowi prawdziwej wersji wydarzeń, reżyserce udaje się jeszcze mocniej zobrazować całą ważkość zaistniałej sytuacji.

Mechanizm ostracyzmu jest więc w tym względzie równie silny, a chwilami może nawet mocniejszy niż w „Polowaniu”, gdyż w tej konkretnej sytuacji wykluczeniu ulegają tak naprawdę dwie osoby. Zarówno oprawca, jak i ofiara, stają się odosobnione od społeczności. Na różne sposoby i w nieco innej skali, ale jednak stają się gruntownie niezrozumiane i odsunięte. Dziewczyna, której nikt nie wierzy oraz dziwnie zachowujący się chłopak, którego nikt tak naprawdę nie chce słuchać.

Niezwykle trudne położenie, w którym znaleźli się główni bohaterowie, nieźle odegrani przez debiutujących młodych aktorów. W ich grze przeważa wiele wycofania i krępacji działania, co jednak doskonale wpisuje się w charakterystykę postaci w tym konkretnym momencie ich historii.

W "Stadzie" bardzo mocno dostaje się także instytucji kościoła, gdyż ksiądz jest jedną z pierwszych osób, które w udawanej trosce zarzucają dziewczynie szerzenie nieprawdy. Mimo skupienia na działaniu grupowym, reżyserka w bardzo wyrazisty sposób zarysowuje przed widzem możliwe powody, dla których mogło dojść do tej sytuacji. W całym tym kontekście tym mocniejsza jest końcówka, która przez samych aktorów została określona jako „ostatnie wołanie o pomoc”.

Mimo całej tematycznej zbieżności, „Stado” nie dosięga poziomu emocjonalnej wyżymarki, jaką dało nam „Polowania". Choć trzeba przyznać, ze chwilami widzowi towarzyszą podobnie silne, negatywne emocje względem niesprawiedliwości, którą możemy oglądać na ekranie. "Stado" to dobry film, któremu niestety trochę brakuje, by być prawdziwie świetnym.

Ocena: 7/10

 0

Czytaj także