Na plaży Chesil

Na plaży Chesil

kad z filmu "Na plaży Chesil" (2017)
kad z filmu "Na plaży Chesil" (2017) / Źródło: M2Films
Kariera młodej Saoirse Ronan rozwija się w imponującym tempie. W tym roku uzyskała kolejną już nominację do Oscara za główną rolę w filmie „Lady Bird” Grety Gerwig (a wcześniej za kreację w obrazie „Brooklyn”), zaś niebawem zobaczymy ją w dramacie kostiumowym „Mary Queen of Scots” „uszytym” zapewne także pod kątem oscarowych laurów.

To zresztą symptomatyczne, że „Na plaży Chesil” jest ekranizacją książki Iana McEwana, który popełnił onegdaj „Pokutę”, z którą związany jest spektakularny początek kariery Irlandki. Tym razem prozę McEwana wziął na warsztat debiutujący w kinie reżyser teatralny Dominic Cooke mający na koncie zaledwie realizację miniserialu „The Hollow Crown”. Teatralność jest zresztą silnie akcentowana w jego pierwszym kinowym filmie, który silnie koncentruje się na dialogach. Są one też podstawą dla retretrospekcyjnych wycieczek dwójki nowożeńców, spędzających noc poślubną w nadmorskim hotelu, którzy opowiadają o przeszłości z własnego punktu widzenia.

Obie narracje (jej i jego) są zresztą zgrabnie zaznaczane odpowiednim doborem muzyki ilustracyjnej. I tak jego perspektywę charakteryzuje jazz i swing, zaś jej fragmenty opowieści ilustrowane są muzyką klasyczną. Preferencje muzyczne protagonistów mają szczególny walor. Pełnią funkcję stempla, który w tym arcybrytyjskim filmie, którego akcja zasadniczo toczy się w 1962 roku, definiuje pochodzenie klasowe bohaterów. On pochodzi z robotniczo-drobnomieszczańskiej rodziny i zmaga się z chorobą psychiczną matki, ona zaś jest przedstawicielką wyższych sfer przemysłowych, zafiksowanych na punkcie etykiety i odpowiedniego doboru partnera życiowego potomstwa. W tym kontekście ich związek jest postrzegany, w szczególności przez matkę, jako mezalians.

Oczywiście „Na plaży Chesil” nie jest pierwszym romansem podejmującym tę problematykę. Niniejsza tematyka była podejmowana już w klasycznej „Koronczarce” z Isabelle Huppert, zapomnianym filmie pod tytułem „Dziewczyna w różowej sukience” z gwiazdą lat osiemdziesiątych Molly Ringwald, a stosunkowo niedawno także w obrazie „Two lovers” Jamesa Graya z Joaquinem Phoenixem.

W szczególności wybór pierwszego z wyżej wymienionych tytułów jest szczególnie istotny w kontekście obrazu Cooke’a, ze względu na sprzężenie klasowości z seksualnością. Podobnie jak w filmie Claude’a Goretty, kluczowym motywem dla dalszych losów bohaterów „Na plaży Chesil” jest pierwszy stosunek seksualny, do którego oboje zabierają się wyjątkowo niezgrabnie, pokracznie i wstydliwie. Co szczególnie istotne, ma to miejsce jeszcze przed rewolucją seksualną, która przeorała świadomość społeczną w tym obszarze i uczyniła seks zjawiskiem uniwersalnym i dostępnym dla każdego.

Mając jednak na uwadze moment historyczny, w którym rozgrywa się akcja filmu, seks jawi się jako odstręczające atawistyczne zjawisko definiujące tylko plebs. Ona gotowa jest zresztą pozwolić swojemu mężowi na zdradzanie jej z innymi kobietami, sama karmiąc się wyłącznie wizją romantycznej platonicznej miłości. Niewykluczone także, co zostało tylko inteligentnie zasygnalizowane, jej postawę wobec cielesności zdefiniowała trauma z dzieciństwa. Widz może się tylko tego domyślać, a w mieszczańskiej ułożonej brytyjskiej rodzinie takie praktyki pozostają na zawsze za drzwiami domu.

Uwikłanie klasowe jest zresztą zaznaczane na każdym kroku. Także odnośnie do sportu, tj. tenisa i krykieta. Polecam zwrócić uwagę na to, jaką pracę wykonuje postać grana przez Billy’ego Howle’a w kontekście rzeczonego krykieta i w jaki sposób akcentowane są jego aspiracje społeczne odnośnie do tej dyscypliny sportowej.

Poza zniuansowanym aktorstwem pary aktorów uwagę zwracają także piękne zdjęcia Seana Bobbitta opiewające urodę tytułowej plaży Chesil, na której dwa diametralnie różne pod kątem emocjonalnej wagi spotkania małżonków. Film rozpoczyna się od sekwencji soczystych landszaftów wspomnianego regionu, ale operator przechodzi od ogółu do szczegółu koncentrując swoją uwagę na takich detalach, jak choćby Saiorse Ronan ściągająca pończochę. W filmie nie brakuje też humoru uosabianego przez parę safandułowatych kamerdynerów obsługujących parę. Przede wszystkim jednak jest to przeszywający melodramat o stracie, żalu z tytułu wypowiedzianych słów oraz niespełnieniu – tak w miłości, jak i w obszarze społecznego awansu.

Ocena: 8/10

Autor: Michał Mielnik

Czytaj także

 0

Czytaj także