„Ostatnie tango w Paryżu”. Po śmierci reżysera dyskusja ws. sceny gwałtu rozgorzała na nowo

„Ostatnie tango w Paryżu”. Po śmierci reżysera dyskusja ws. sceny gwałtu rozgorzała na nowo

Kadr z filmu "Ostatnie tango w Paryżu"
Kadr z filmu "Ostatnie tango w Paryżu" / Źródło: mat. prasowe
Podczas gdy światowe media informując o śmierci Bernardo Bertolucciego, nazywają go „mistrzem” i „kultowym reżyserem”, jego krytycy przypominają o bulwersujących okolicznościach powstawania filmu „Ostatnie tango w Paryżu”.

Sprawa gwałtu w „Ostatnim tangu w Paryżu” pojawiała się już wcześniej w mediach, jednak dopiero w 2016 roku cały świat usłyszał, jak Bertolucci wprost przyznaje, że nie uzgadniał sceny gwałtu z 19-letnią wówczas aktorką. Reżyser przyznał się do tego już w 2013 roku, jednak wywiad stał się „głośny” dopiero trzy lata później.

Bernardo Bertolucci potwierdził, że wspólnie z Marlonem Brando zataili przed Marią Schneider szczegóły filmowego gwałtu, aby „jej poniżenie” i „jej wściekłość” były prawdziwe, by uzyskać rakcję „dziewczyny, a nie aktorki”. Przyznał, że pomysł wykorzystania w scenie kostki masła w charakterze lubrykantu przyszedł im do głowy podczas śniadania.

– Jedliśmy z Marlonem (Brando – red.) śniadanie na podłodze w mieszkaniu, gdzie kręcone były sceny do filmu. Była tam bagietka, było masło. Spojrzeliśmy na siebie i bez słów wiedzieliśmy, czego oczekujemy – relacjonował reżyser. – W pewnym sensie byłem niesprawiedliwy wobec Marii, bo nie uprzedziłem jej, co się stanie – mówił, dodając, że „ma poczucie winy, ale nie żałuje”.

Schneider: Czułam się zgwałcona

Schneider z kolei jeszcze w 2007 roku opowiedziała „Daily Mail”, że nie uprzedzono jej w ogóle. – Ta scena nie była w oryginalnym scenariuszu. Prawda jest taka, że to Marlon wpadł na ten pomysł. Powiedzieli mi dopiero tuż przed tym, jak mieliśmy kręcić tę scenę i byłam wściekła. Powinnam zadzwonić do mojego agenta albo wezwać na plan filmowy prawnika, bo nie mogli mnie zmusić do czegoś spoza scenariusza. Ale wtedy tego nie wiedziałam – mówiła.

Ostatecznie w opisywanej scenie 19-letnia aktorka brała udział w „symulowanej” scenie gwałtu, w której zerwano jej majtki i przyciskano twarz do podłogi, a aktor i reżyser działali w porozumieniu, by zmaksymalizować jej ból i poniżenie. – Czułam się poniżona i szczerze, także trochę gwałcona – jednocześnie przez Brando i Bertolucciego – mówiła Schneider, która po tamtym filmie nie zgodziła się już na rozbierane sceny. Podkreślała, że po wszystkim nikt jej nie pocieszał, ani nie przepraszał.

Problemy aktorki

Rola w skandalicznym filmie wywarła na 19-letniej Schneider duże piętno. Improwizowana, brutalna scena wymuszonego seksu negatywnie odbiła się na jej psychice i spowodowała załamanie nerwowe. Aktorka przez lata zmagała się z uzależnieniem od narkotyków, cierpiała też na chorobę psychiczną. Bertolucci wielokrotnie wyrażał żal z powodu tego, jak praca przy jego filmie wpłynęła na rozpoczynającą karierę młodą aktorkę. Twórcy zgodnie zapewniali jednak, że do samego aktu seksualnego nie doszło. Schneider a wspominała, że po nakręceniu sceny nie doczekała się przeprosin ze strony filmowego partnera. On sam miał później twierdzić, że jego również zmanipulował Bertolucci.

Burza w sieci

Ujawnienie fragmentów wywiadu reżysera z 2013 roku na nowo rozbudziło emocje wokół jego dzieła i kontrowersyjnej sceny. Część komentatorów zastanawia się, czy na pewno nie doszło do gwałtu, a hollywoodzkie gwiazdy ostro potępiają reżysera za niepoinformowanie młodej aktorki o zamiarach nakręcenia sceny gwałtu.

„Do wszystkich osób, które kochają ten film – oglądacie, jak 19-latka jest gwałcona przez 48-latka. Reżyser zaplanował atak na nią. Jest mi niedobrze” – skomentowała Jessica Chastain. W podobnym tonie wypowiedziała się Evan Rachel Wood. „To wstrząsające i okropne. Oni dwaj (Bertolucci i Brando – red.) są chorymi ludźmi, jeśli uważają, że to było w porządku” – stwierdziła aktorka. O swojej "wściekłości" pisał też Kris Evans.

Czytaj także:
Zmarł Bernardo Bertolucci, wybitny włoski reżyser. Miał 77 lat

Czytaj także

 0