Pisarz żegna aktora. „Geniusz i kameleon, który nie stronił od ról z gejowskim tłem”

Geniusz i kemeleon

Wiesław Gołas
Wiesław Gołas / Źródło: Newspix.pl / Stanislaw Krzywy
Nie tak dawno odeszła od nas wielka mistrzyni ról drugo- i trzecioplanowych – Hanna Stankówna – a już musimy opłakiwać Wiesława Gołasa… Był geniuszem z dziwną i bardzo komediową twarzą, która potrafiła należeć i do osiłka, i do ciotki, i do zamieszkałego w piwnicy naszej wyobraźni draba.

Co prawda odszedł w wieku lat dziewięćdziesięciu, a więc każdy z nas może życzyć sobie takiej śmierci. Jest to wiek tak zacny, że wielu zapyta zdziwionych czytając nekrolog: „Jak to? To on jeszcze żył?”. Otóż, jak się okazuje, owszem, żył, choć z zawodu wycofał się wiele lat temu.

Według Wikipedii ostatnią rolę filmową Wiesław Gołas zagrał w „Szabli od komendanta” (jako Ignatko) w roku 1996, czyli dwadzieścia pięć lat temu. Ostatnią zaś rolę dużą i słynną rolę, z której kojarzyłaby go większość publiczności – w roku 1976, czyli aż czterdzieści pięć lat temu, w komedii „Brunet wieczorową porą”.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Wprost.

Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1

Czytaj także