Co dziesiąty Polak przyznaje się do posiadania tatuażu. Miliardowy rynek, który ciągle rośnie

Co dziesiąty Polak przyznaje się do posiadania tatuażu. Miliardowy rynek, który ciągle rośnie

Tatuaż
Tatuaż / Źródło: Shutterstock / Deviatov Aleksei
Dziarają się wszyscy. Policjanci, prokuratorzy, lekarze. Rynek tatuażu jest już wart kilka miliardów dolarów. Ale wkrótce lepiej będzie można zarobić na ich usuwaniu niż robieniu.

W Polsce przez lata uważano, że tatuaże robią sobie albo kryminaliści, albo marynarze. Mgiełki wytatuowane przy oczach oznaczają grypsującego więźnia. Jaskółka na piersi – marynarza, który przepłynął 5 tys. mil morskich. Ale historia tatuażu sięga jeszcze czasów, kiedy na świecie nie było nawet łodzi, a tym bardziej więzień. Ciekawego odkrycia dokonali niedawno austriaccy naukowcy, badający ciało prehistorycznego Tyrolczyka. Ötzi jest uważany za najstarszego człowieka na Ziemi. Zmarł ponad 3 tys. lat p.n.e. Jego szczątki odnaleziono prawie 30 lat temu. Od tamtej pory „człowiek lodu” cały czas odkrywa przed badaczami kolejne zagadki naszej cywilizacji. Na początku myślano, że jego ciało jest pokryte rozległymi bliznami. Teraz okazało się, że to wcale nie blizny, tylko 61 tatuaży. Jak ustalili naukowcy z Grazu, najprawdopodobniej zostały wykonane sadzą. To dowód na to, że już ponad 5 tys. lat temu tatuaże stanowiły ważny element różnych kultur. Dla niektórych miały znaczenie religijne, dla innych magiczne.

Dzisiaj, według ostatnich danych CBOS, prawie co 10. Polak przyznaje się do tego, że na ciele ma przynajmniej jeden tatuaż. Jedna trzecia deklaruje, że ma ich nawet więcej. W USA prawie połowa młodych Amerykanów w wieku 18-35 lat mówi, że korzystała już z usług tatuatorów. Na tym trendzie rośnie cała branża studiów tatuażu, ale też gabinetów do ich usuwania.

Recydywiści i gitowcy

Tusz pod skórę wpuszczali sobie Wikingowie, Słowianie, Germanie czy Galowie. Oznaczali się tak również pierwsi chrześcijanie. W Polsce tatuaż zaczął zyskiwać na popularności pod koniec XX w. Ale ta popularność rosła w dość hermetycznych kręgach. – Rzeczywiście, czasy PRL to skojarzenia tatuaży z recydywistami, gitowcami czy marynarzami. Wtedy tatuaż był swego rodzaju symbolem ostrzegawczym – „lepiej się nie zbliżać” – mówi dr Michał Lutostański, socjolog z Uniwersytetu SWPS.

Odbiór społeczny zaczął się mocno zmieniać po 1989 r. Tatuaże mogliśmy nagle oglądać w telewizji w zagranicznych filmach albo teledyskach. No a potem przyszedł internet i już kompletnie wszystko pozmieniał. Polacy zobaczyli, że tatuują się nie tylko więźniowie, ale też ich ulubieni piosenkarze, sportowcy, idole z dzieciństwa. Wytatuowani przestali być stygmatyzowani. A tatuaż stał się czymś więcej niż topornym obrazkiem serduszka przebitego strzałą.

Kaja Ziomek, 22-letnia łyżwiarka szybka, uczestniczka zimowych igrzysk olimpijskich w Korei Południowej w 2018 r. i medalistka mistrzostw Polski, przyznaje się do trzech tatuaży. Jednym z nich są kółka olimpijskie nad ścięgnem Achillesa. – Zrobiłam je, żeby przypominały mi, co już osiągnęłam oraz jak wiele mam jeszcze do zrobienia, żeby spełnić swoje marzenia – mówi łyżwiarka. Twierdzi, że tatuaże są dla niej formą wyrażenia siebie, a nie tylko ozdobą. Każdy z nich symbolizuje coś ważnego. – XXI w. przyniósł nam prawdziwą zmianę. Salony tatuażu przeżyły rozkwit, pojawiły się mody na nowe wzory – oldschoolowe rodem z kultury rock’a’billy, proste geometryczne kształty, postacie z bajek Disneya. Tatuaż przestał być symbolem zła – tłumaczy dr Lutostański.

Dzisiaj wytatuowani Polacy nie są już traktowani jak dziwacy, bo dziarają się wszyscy. – Była u mnie pani prokurator, byli i gangsterzy. Tatuuję też antyterrorystów z Centralnego Biura Śledczego, żołnierzy jednostek specjalnych. Robiłem tatuaże przedstawicielom już chyba każdej grupie społecznej – mówi Kuba Krzemiński, założyciel warszawskiego studia Ślepa Ćma. Ile można na tym zarobić?

Nie jest kolorowo

Zarobki tatuażystów są bardzo zróżnicowane, bo zróżnicowane są wzory, które tatuują. Kwota, która wpadnie im do kieszeni, zależy od stylu i stopnia skomplikowania tego, co klient chce mieć na ciele. Na cenę może też wpływać rozpoznawalność artysty, studio, w którym pracuje, czy miasto, gdzie przyjmuje. Kuba Krzemiński w zawodzie jest już 16 lat. Cena za duży, kolorowy tatuaż w jego salonie to 1,5 tys. zł. W szczecińskim Sorry Mom Tattoo Studio tatuaż cieniowany wielkości kartki A4 kosztuje od 1 tys. do 1,3 tys. zł. Kolorowy od 1,3 tys. do 1,6 tys. zł. Najtaniej wychodzi napis na ciele długości paru centymetrów, za który trzeba zapłacić równo 100 zł. U Krzemińskiego całodniowa sesja cieniowania kosztuje 1,2 tys. zł. W pracy jest osiem godzin dziennie, z czego średnio ponad godzinę stanowią przerwy. I tak pięć albo sześć dni w tygodniu. Wychodzi więc na to, że może zarobić miesięcznie nawet 28 tys. zł.

Jeżeli tatuator pracuje u kogoś, zarobkami dzieli się zwykle po połowie z właścicielem studia. Sytuacja się zmienia, kiedy rusza z własnym biznesem. W Polsce działają 893 studia tatuażu, z czego prawie połowa jest zarejestrowana w Warszawie. Żeby zacząć, trzeba na start mieć co najmniej 60 tys. zł. Najważniejszy element to oczywiście maszynka do robienia tatuaży. Najtańsze można kupić już za kilkaset złotych, ale te renomowanych marek kosztują po parę tysięcy. Dochodzą jeszcze igły, tusze, zestawy do przenoszenia wzorów ze szkicu na ciało i inne akcesoria. Ale największy koszt to przede wszystkim sama adaptacja lokalu, ponieważ każde studio tatuażu może ruszyć dopiero po tym, jak zgodę na to wyda sanepid. Warunki muszą być więc sterylne; odpowiednia wentylacja, kanalizacja, pomieszczenie sanitarne, preparaty do dezynfekcji, odzież ochronna, jednorazowe rękawice, igły, kubeczki na farbę. Wszystko po to, żeby uniknąć zarażenia chorobami zakaźnymi przenoszonymi przez krew.

Rozmawiając z właścicielami różnych salonów tatuażu, można przyjąć, że znany polski tatuator zarobi ponad 300 tys. zł rocznie. Koszt założenia salonu zwraca się więc w dwa i pół miesiąca. Trzy lata pracy i na koncie pierwszy milion? Tak kolorowo już nie jest. – Mało który polski tatuażysta ma odłożone pieniądze. Wiesz, jakie jest nasze życie. W młodym wieku zaczynamy zarabiać bardzo duże kwoty, a większość z nas nie myśli o przyszłości. Zaczynają się ciągłe imprezy, kupowanie drogich gadżetów. Okazuje się, że zarabiasz bardzo dużo, ale niczego nie odkładasz –tłumaczy Krzemiński ze Ślepej Ćmy.

Żywe płótna

Lepiej jest na Zachodzie. Za najbogatszego tatuatora na świecie jest uznawany Amerykanin Scott Campbell. Tatuaże od niego mają projektant mody Marc Jacobs, aktorzy Johnny Depp czy nieżyjący już Heath Ledger, który pośmiertnie dostał Oscara za rolę Jokera w „Mrocznym rycerzu”. Campbell za godzinę pracy bierze tysiąc dolarów. Ami James, tatuator z Izraela z własnym studio w Miami, o połowę mniej. Mimo wszystko media przedstawiają go już jako milionera, który na tatuażach zbił ponad 5 mln dolarów majątku. Niewiele mniej od Jamesa każe sobie płacić działający w Nowym Jorku Anil Gupta (450 dolarów za godzinę pracy). To tatuator gwiazd, który słynnie z dbałości o detale. Potrafi na skórze odtworzyć dzieło Leonarda da Vinci albo skomplikowane celtyckie wzory.

Cena za godzinę, nawet liczona w dolarach, może nie powala, ale należy pamiętać, że studio to nie fabryka, a tatuażu nie robi się w pół godzinki. Jeśli klient chce się przyozdobić niepowtarzalnie, tatuator przygotuje najpierw roboczy wzór swojego dzieła, co może trwać nawet miesiąc. Realizacja projektu już na skórze jest uzależniona oczywiście od wielkości tatuażu. Duże wzory rozkłada się na wielokrotne sesje z odstępami co dwa-cztery tygodnie. Każda może trwać nawet sześć godzin. Ale na tatuażach nie zarabiają tylko artyści z maszynką w ręku. Karierę zrobili też ci, którzy byli tylko płótnem dla ich twórczych wizji. Najbardziej znanym przykładem jest Rick Genest, znany lepiej pod pseudonimem Zombie Boy. Zasłynął tym, że jego ciało w 80 proc. było wytatuowane tak, żeby przypominać gnijące zwłoki.

Genest trafił do Księgi rekordów Guinnessa, szybko został zauważony przez media i stał się gwiazdą. Światowi projektanci mody zapraszali go do występów w swoich pokazach, Lady Gaga zaproponowała mu rolę w teledysku do swojej piosenki „Born this way”, trafił na okładki „Vogue” i „Vanity Fair”. Na Facebooku zdążył zebrać półtora miliona fanów. Jego karierę przerwała nagła śmierć. Zmarł w zeszłym roku w wieku 32 lat. Miesiąc temu media obiegła historia Heidi Lavon, 32-latki z Alaski, która z narkomanki przeistoczyła się w tattoo modelkę. Tatuaże ma praktycznie wszędzie: na nogach, rękach, plecach, piersiach, szyi, nawet na czole. Na Instagramie obserwuje ją ponad 800 tys. ludzi. To tam reklamuje swoim pokolorowanym ciałem różne marki. Za jeden post liczy sobie nawet 600 dolarów, czyli ok. 2,4 tys. zł. Swoje sesje foto sprzedaje również do znanych branżowych magazynów. Rocznie potrafi w ten sposób zarobić nawet pół miliona złotych. Ale w świecie tzw. alternatywnych modeli i modelek karierę robi także Polka ukrywająca się pod pseudonimem Eric Liyah Kane. Jej profil na Instagramie śledzi ponad ćwierć miliona ludzi. Pochodząca ze Śląska modelka o imieniu Magdalena (nazwisko nie jest znane) wyróżnia się tym, że niemal całą prawą część jej ciała pokrywają tatuaże. Lewa strona jest jednak nietknięta przez maszynkę tatuatora.

Niewiele mówi się jednak o tym, że wraz z gwałtownym rozwojem rynku tatuażu boom przeżywają również usługi usuwania niechcianych wzorów. Często takie zabiegi oferują te same studia, które parę lat wcześniej wytatuowały klientowi np. imię dzisiaj już byłej dziewczyny. Amerykańskie dane wskazują, że rynek tworzenia i usuwania tatuaży na koniec zeszłego roku był już wart ponad 3 mld dolarów i płynął na wznoszącej fali. W zeszłym roku tatuatorzy w USA zarobili ponad 1,35 mld dolarów. Spece od usuwania tatuaży dwa razy mniej, bo 694 mln dolarów. Brakujący miliard to piercing, czyli przekłuwanie ciała pod kolczyki i inne ozdoby. Ale według najnowszych prognoz do 2023 r. to właśnie wymazywanie niechcianych wzorów na ciele będzie rosło w tempie prawie 13 proc. rocznie. Robienie tatuaży też będzie notować wzrosty, ale już tylko jednocyfrowe.

Czytaj także:
Takie tatuaże zrobiły sobie gwiazdy w 2019 roku. Zainspiruj się

Okładka tygodnika WPROST: 41/2019
Więcej możesz przeczytać w 41/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  •  
    lansowane zachowania przez media a nie każdy jest wystarczająco mądry żeby to widzieć, ja nie mam wśród znajomych ludzi z tatuażami za to wielu roboli widzę wybazgranych
    •  
      Pierwsi chrześcijanie chętnie się tatuowali, żeby podkreślić przynależność do swej sekty... robili to także krzyżowcy na znak pobytu w ziemi świętej i to oni najprawdopodobniej przyciągnęli tę modę do Europy - jest o tym mnóstwo informacji, także na katolickich portalach (również w powyższym artykule to zaznaczono).

      ...ale skoro owieczka poniżej utrzymuje, że znakowano tak tylko bydło... cóż - wyjątkowo się zgadzam, hehe
      • Zastanawia ta moda na tatuaże, bo tak z zasady znakowano tylko niewolników i bydło. Podobnie ma się sprawa z opalenizną - charkterystyczna cecha plebejuszek i chłopek po żniwach. Skąd się takie cudaczne mody biorą?