Reglamentacja zawodów? Promowani powinni być najlepsi

Reglamentacja zawodów? Promowani powinni być najlepsi

Dominika Staniewicz, ekspert ds. rynku pracy Business Centre Club www.bcc.org.pl
Reglamentowanie zawodów zmniejsza konkurencyjność,  winduje ceny usług i stanowi niepotrzebne bariery na rynku pracy, który i bez tego jest trudny. Nie ma żadnego uzasadnienia, aby limitować np. dostęp do zawodu bibliotekarza lub tworzyć fikcje, z jakimi mamy do czynienia na rynku nieruchomości mówi Dominika Staniewicz, ekspert ds. rynku pracy Business Centre Club.
Karol Manys: Nie przeraża pani fakt, że obecnie jesteśmy w Unii Europejskiej na pierwszym miejscu pod względem liczby zawodów regulowanych? Mamy ich prawie 400.

Dominika Staniewicz: Teraz już o przerażeniu nie ma co mówić. Jakiś czas temu zawodów regulowanych było u nas jeszcze więcej. Ten problem zaczyna nam coraz bardziej doskwierać i stanowi jedną z wielu barier rozwoju. Mamy nieco spokojniejszy czas i powinniśmy się wreszcie do solidnej deregulacji rynku pracy przymierzyć na poważnie.

Jakie zawody powinny wyjść w pierwszej kolejności na wolność?

Wszystkie te, które nie wymagają nadzwyczajnej wiedzy, a regulatorem może zostać sam rynek. Proszę mi powiedzieć, jaki jest sens i uzasadnienie, by reglamentowany był na przykład zawód bibliotekarza?

Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin zapowiada, że zamkniętych profesji zostanie około setki. Myśli pani, że to się uda?

Mam nadzieję. Temat był już wielokrotnie wałkowany i nikt nie ma poważniejszych wątpliwości, że wymaga załatwienia. A sprawa naprawdę jest ważna i ma ogromne znaczenie. Przede wszystkim dla rynku pracy. Jest dla niego po prostu ograniczeniem. Znacząco zmniejsza konkurencyjność i podnosi ceny. Student kończy na przykład prawo i nie może zostać adwokatem tylko dlatego, że nie ma aplikacji. A żeby ją zdobyć, przez kilka lat musi pracować za niewielkie pieniądze. Takie są polskie realia. Lista zawodów regulowanych naprawdę powinna zostać ograniczona co najwyżej do około setki. Choć nawet wtedy zawody prawnicze pozostaną pewnie regulowane. A szkoda...

W ostatnich latach to się nieco zmieniło.

Ale izby radcowskie czy adwokackie i tak nigdy się nie zgodzą, by te zawody otworzyć całkowicie. A moim zdaniem byłoby dobrze dla rynku, gdyby oni też poddali się deregulacji.

A może adwokat czy lekarz powinien jednak mieć pewną sprawdzoną wiedzę, by wykonywać swój zawód?

Lekarzy zostawmy, bo to zupełnie inna historia. Nikt nie proponuje 'otwierać' zawodu lekarza. To oczywiste również, że adwokat powinien być prawnikiem. Ale dlaczego o tym, czy może wykonywać ten zawód, ma decydować jakaś izba? To istotne ograniczenie, które w efekcie tylko winduje ceny. O tym powinien decydować sam rynek, a nie korporacja.

Dla państwa jako pracodawców stanowi to problem, że pewne zawody mogą być wykonywane wyłącznie przez osoby, które uzyskały jakieś certyfikaty?

Oczywiście. Przy czym, jak wiadomo, Polacy są bardzo kreatywnym narodem i jeśli potrzeba, umieją omijać ograniczenia. Dlatego potem dochodzi do takich absurdów jak na przykład na rynku nieruchomości. Pośrednikiem może być tylko osoba z licencją. A jest przecież mnóstwo osób, które doskonale znają się na tym rynku i od wielu lat na nim pracują ? tyle że nie zdały jakiegoś drogiego egzaminu. Oczywiście, i tak pracują jako pośrednicy, tyle tylko, że firmuje to osoba z odpowiednią licencją, która podpisuje za nich wszelkie dokumenty. I oczywiście, dzięki temu dodatkowo zarabia na ich pracy. To utrzymywanie chorej fikcji. Gdyby te ograniczenia zniknęły, promowani byliby po prostu najlepsi.

Będziecie ten proces wspierać?

Cały czas to robimy, bo na tym można tylko zyskać.

Czytaj także

 0