Sylwetka Andreja Babiša, czeskiego Palikota

Sylwetka Andreja Babiša, czeskiego Palikota

W Polsce Babiš dał się poznać jako fighter. Od lat walczy z Orlenem. Archiwum
Zażarty przeciwnik Orlenu, kontrowersyjny biznesmen i multimilioner Andrej Babiš nie schodzi ostatnio z łamów czeskiej prasy. Wiele wskazuje na to, że może zostać tamtejszym Januszem Palikotem.

Babiš koncentrował się dotychczas na biznesie. W efekcie 57-letni przedsiębiorca i właściciel holdingu rolno-chemicznego Agrofert jest dziś jednym z najbogatszych mieszkańców Czech. Nie angażował się otwarcie w politykę, choć powszechnie wiadomo, że miewał bliskie kontakty z prominentnymi działaczami czeskiej lewicy. Jego wystąpienie sprzed kilku tygodni wywołało szok. ? Nasz kraj zmienił się w Palermo, w którym rządzi mafia ? powiedział w jednym z programów telewizyjnych. O korupcję oskarżył też policję i sądownictwo. ? Czas zacząć z tym walczyć.

Babiš najwyraźniej chce teraz wkroczyć do świata polityki. Właśnie złożył wniosek o rejestrację stowarzyszenia Akce Nespokojenych Občanů (Ruch Niezadowolonych Obywateli) w skrócie ANO2011. Czy będzie to zaczątek nowej partii? Babiš zaprzecza. W oczach Czechów najwyraźniej chce jednak uchodzić za mocnego człowieka walczącego z wszechobecną korupcją i układami, który może zmienić sytuację w kraju.

Także w Polsce Babiš dał się poznać jako fighter. Od lat walczy z największą polską firmą ? Orlenem. Właśnie rozpoczął kolejną bitwę ? znowu pozwał płocki koncern do sądu. Babiš jest bowiem niedoszłym partnerem biznesowym Orlenu. Po przejęciu przez płocką firmę większościowego pakietu akcji czeskiego Unipetrolu, część spółek córek tej praskiej grupy miał trafić do Agrofertu. Tak stanowiła umowa, którą obie strony podpisały przed prywatyzacją Unipetrolu w 2004 roku. Wojna pomiędzy Babišem a płockim koncernem zaczęła się, gdy Orlen nieoczekiwanie postanowił, że nie wywiąże się z postanowień umowy. Babiš poczuł się oszukany. ? Interesy z Orlenem były największym błędem mojego życia ? powiedział wtedy i wytoczył polskiej firmie kilka procesów przed sądem arbitrażowym w Pradze. Żądał w nich w sumie ? w przeliczeniu na naszą walutę ? ponad 3,3 mld zł, tytułem kar umownych oraz odszkodowania za utracone korzyści. Orlen, zgodnie z decyzją sądu, zapłacił tylko małą część tej sumy (równowartość niespełna 400 mln zł).

Po ostatniej decyzji arbitraży z lipca 2010 roku Babiš pozornie złożył broń. Zadeklarował, że nie będzie się odwoływał od wyroku. Później jednak zmienił zdanie lub od początku tylko blefował, postanowił bowiem złożyć kolejny pozew.

Przejęcie Unipetrolu, do którego należą m.in. rafinerie i największa czeska sieć stacji paliw, było biznesowym marzeniem Babiša. Od lat ostrzył sobie zęby na tę firmę. Najpierw chciał ją kupić na spółkę z OMV, Austriacy wycofali się jednak z procesu prywatyzacji. Potem próbował samodzielnie, poprzez Agrofert. Wtedy sprzedaż odwołano. Trzecie podejście razem z Orlenem miało być już udane. Tego niepowodzenia rewolwerowiec z Czech nie może Orlenowi darować.

Czytaj także

 0