/ Forum Afganistan: wyjść czy nie wyjść?
11  

Afganistan: wyjść czy nie wyjść?

Dodano 11
Nieoczekiwanie wszyscy główni kandydaci do prezydentury zgodzili się w ostatnim tygodniu kampanii co do jednego: polskie wojska powinny szybko opuścić Afganistan. Nawet wbrew przygotowanej dla całego NATO strategii Baracka Obamy, która przewiduje kontynuowanie misji przez co najmniej siedem lat. Rodzimi politycy uważają, że to już nie nasza wojna. Czy słusznie? I czy Zachód ma jeszcze w ogóle szansę na zwycięstwo w Afganistanie?
  • Hubert   IP
    Premier Donald Tusk, Rząd, służby wywiadu,Biuro Ochrony Rządu i dowództwo lotnictwa wojskowego są odpowiedzialne za katastrofę smoleńską !!!!.

    Od zarazy, od pożaru, od powodzi, od wojny,od kryzysu gospodarczego i wszelkich innych plag, od takiego rządu i takiego prezydenta, KTÓRY JEST PROMOTOREM PALKOTA, WASALEM PREMIERA DONALDA TUSKA, Uchowaj nas Panie Boże !!! NIE MA CO NA TO LICZYĆ, ŻE PAN BRONISŁAW MARIA HRABIA WPADKA - KOMOROWSKI KIEDYKOLWIEK SIĘ ZMIENI ! PRZECIEŻ SAM O TYM MÓWI ! ON NIE JEST ZDOLNY DO ZMIANY ! TO PIERUŃSKI ŚLIMOK I POZOSTANIE ŚLIMOKIEM ! PRZED ŚLIMOKIEM NA URZĘDZIE PREZYDENTA UCHOWAJ NAS PANIE !

    Przyczyn katastrofy samolotu prezydenckiego tak jak to przed zdymisjonowaniem przez premiera Tuska sugerował płk Edmund Klich trzeba szukać w złej sytuacji panującej w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego odpowiedzialnym za przewożenie najważniejszych osób w państwie. Program szkolenia w lotnictwie transportowym na jaka-40 i Tu-154 pochodzi z 1973 roku z pewnymi modyfikacjami. Załoga, która poleciała z prezydentem, według wszelkich danych nie trenowała nigdy na symulatorze lotów. Każdy pilot 36. pułku powinien przynajmniej dwa razy w roku szkolić się na symulatorze. Symulatory są w Moskwie ale  i tam nie ćwiczy się standardowych lotów, tylko sytuacje zagrożenia: awarię podwozia, pożar w kabinie, nagły zanik widoczności itp. Problem polega na tym, że załoga, która poleciała do Smoleńska z prezydentem, nigdy nie ćwiczyła na symulatorze w takim składzie. Powtarzam, ani razu! – Przydałyby się pana ludziom treningi na symulatorach? – spytaliśmy płk. Ryszarda Raczyńskiego, dowódcę 36. pułku. – Oczywiście, że tak – odparł. Dlaczego do Smoleńska posłano tak młodą załogę? Bo i tak byli najbardziej doświadczeni w lataniu Tu-154 – trudnymi do pilotowania maszynami. Już przed katastrofą sytuacja w jednostce odpowiedzialnej za wożenie VIP-ów była dramatyczna. Służyło tam ledwie trzech pilotów wyszkolonych na dowódcę Tu -154 (jeden z nich egzamin zdał dopiero w zeszłym roku). Z drugimi pilotami było jeszcze gorzej. Teraz po śmierci mjr Grzywny został tylko jeden. Kto ich posłał w tak trudną misję z elitą kraju na pokładzie ? Gdzie byli dowódcy? Szefowie Ministerstwa Obrony? Załoga nigdy wcześniej wspólnie nie trenowała awaryjnych sytuacji na symulatorze lotów ! Nie  byławięc należycie zgrana! W fatalną pogodę, w tak trudną misję na marnie wyposażone lotnisko w Smoleńsku, z elitą kraju na pokładzie posłano młodą załogę, która w tym składzie nigdy nie lądowała na tym lotnisku! W mediach załogę feralnego lotu okrzyknięto elitą polskiego lotnictwa. Prawda jest taka, że byli to młodzi, utalentowani żołnierze ale o zbyt słabym wyszkoleniu i małym doświadczeniu aby pilotować przecież nie wojskowy myśliwiec tylko duży[ z paliwem blisko 100 tonowy] samolot pasażerski z elitą kraju na pokładzie ! Dowódca lotu Arkadiusz Protasiuk egzaminy na pierwszego pilota Tu -154 zdał niecałe dwa lata temu. Jako kapitan \"tutki\" wylatał jedynie 445 godzin. Drugi pilot Robert Grzywna miał jeszcze mniejszy staż – w prawym fotelu Tu-154 spędził 194 godziny. Technik Andrzej Michalak – 330 godzin. Z całym szacunkiem dla wiedzy, kompetencji i nabytych uprawnień 32-letniego nawigatora por. Artura Ziętka - on miał ledwie 59 godzin wylatanych na samolocie Tu-154 i to większość w czasie lotów na Dominikanę i z powrotem.A to właśnie on – 32-letni porucznik – odpowiadał za korespondencję samolotu z wieżą. Narzuca się pytanie: dlaczego dowództwo 36. SPLT posłało na tak trudne lotnisko tak młodego nawigatora? CRM (Crew Resource Management), czyli czynnik zgrania załogi, to jeden z najważniejszych w lotnictwie, dlatego w angielskim lotnictwie szkolenie trwa rok !W 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego odpowiedzialnym za przewożenie najważniejszych osób w państwie piloci odbywali takie szkolenia w tydzień !!! bez szkoleń i treningów na symulatorze lotów!!! Na lotnisku w Smoleńsku określa się pogodę na podstawie kontaktu wzrokowego, jak na kartoflisku, to znaczy: wychodzi człowiek z wieży i patrzy, w jakiej odległości widać punkty orientacyjne, i podaje dane ! Dlaczego samolotem z głową państwa i pełnym dowództwem Sił Zbrojnych nie dowodził dowódca 36. pułku bądź jego zastępca? Do sierpnia 2008 roku standardem było, że gdy leciała głowa państwa lub premier, to ktoś z dowództwa pułku był za sterami lub przynajmniej w kokpicie! Ano dlatego, że powołany w 2008 roku dowódca ani jego zastępca nie mają uprawnień do latania na samolotach Tu-154 ! Mają uprawnienia na jaka-40. Na kpinę zakrawa tłumaczenie ministra obrony Bogdana Klicha, że nie ma przepisu, który mówi, że dowódca nie musi umieć latać każdym samolotem. Formalnie takiego wymogu nie ma. Jednak zauważmy specyfikę 36. pułku, który był odpowiedzialny za wożenie najważniejszych osób w państwie. Tu-154 był podstawowym samolotem prezydenta i premiera w Polsce. Nie jest łatwo zostać dowódcą tego typu statku powietrznego. Najpierw trzeba mieć papiery kapitana mniejszego jaka-40, potem trzeba praktykować jako nawigator, a następnie jako drugi pilot w Tu-154, dopiero potem można samodzielne zasiąść za sterami dużego, bardzo trudnego Tu-154. Oznacza to, że dowódcy 36. pułku od sierpnia 2008 roku mają mniejsze uprawnienia niż ich podwładni! Od 1989 roku nigdy w tej jednostce nie było podobnej sytuacji !!! Jeden z pilotów opowiadał, że to tak, jakby oddziałem husarii komenderował ktoś siedzący na kucyku.Trafił w sedno! Zresztą dowódca eskadry w 36. pułku podpułkownik Bartosz Stroiński uprawnienia do pilotowana Tu-154 zdobył w zeszłym roku. Kto go szkolił? Kapitanowie i porucznicy, którzy mu podlegają? Wszystko tam jest postawione na głowie. Bogdan Klich o tym nie wiedział? Nie wierzę, że zmiany w pułku zaszły bez jego akceptacji, bez wiedzy premiera i Służby Kontrwywiadu Wojskowego !!! Kto odpowiada za sytuację 36. pułku? Szef MON i dowództwo Sił Powietrznych. Sytuację i nieprawidłowości w polskim lotnictwie wojskowym od dawna krytykuje płk Edmund Klich, który jko niepokorny i nieposłuszny za taką właśnie krytykę został przez premiera Tuska usunięty z funkcji przewodniczącego polskiej komisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej a na jego miejsce premier mianował posłusznego i pokornego ministra Jerzego Millera. Trzeba tu przypomnieć kto to jest płk Edmund Klich. Edmund Klich urodził się w Lesznie, gdzie mieszkał z rodzicami w pobliżu słynnego lotniska. Jako 15-latek trafił do miejscowego aeroklubu i został pilotem szybowcowym. Po maturze przeniósł się do Dęblina. Tam pod koniec lat 60. skończył Szkołę Orląt, Wyższą Oficerską Szkołę Wojsk Lotniczych.W Dęblinie osiadł na kolejne kilkadziesiąt lat. Rozpoczął od pilota-instruktora. Po kilku latach awansował na zastępcę dowódcy pułku, a skończył jako inspektor bezpieczeństwa lotów. Wykształcił wiele pokoleń pilotów w Dęblinie. W szkole pamiętają go do dziś jako świetnego pilota, latającego na Mig-15 i Mig-17. Już od czasów aeroklubu interesowały go wypadki i badanie ich przyczyn, przede wszystkim pod kątem profilaktyki lotniczej. Dziedziną tą profesjonalnie zaczął się zajmować od początku lat 80. Będąc jeszcze w wojsku spotkał się z kilkoma poważnymi katastrofami, kilkoma katapultowaniami i jak sam mówi – osobiście „przeżył dwa drobne, ale mrożące krew w żyłach wypadki”. Od początku lat 90. podróżował po świecie. Był m.in. w USA, jako uczestnik licznych kursów specjalistycznych, podczas których poznał kilka nieznanych w Polsce teorii systemowych przyczyn wypadków lotniczych. W 1997 roku na Wydziale Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej Akademii Obrony Narodowej obronił doktorat poświęcony bezpieczeństwu lotów. Przez kolejne trzy lata był zastępcą komendanta w swojej ukochanej Szkole Orląt, a w latach 2000-2005 szefował w MON wydziałowi zajmującemu się badaniem wypadków lotniczych. Od czterech lat jest szefem Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.Z armią rozstał się w napięciu, choć oficjalnym powodem był stan zdrowia. Prawda jest taka, że pułkownik Edmund Klich wtopiony przez lata w armię dostrzegał w niej różne grożne nieprawidłowości. Niektórych z nich nie był w stanie zaakceptować. Przy okazji katastrofy Iskry w 1998 roku jako szef komisji badającej jej przyczyny zarzucił szefostwu wojskowego lotnictwa naruszenie wielu obowiązujących w armii zasad. Na ławie oskarżonych znalazł się m.in. zastępca dowódcy wojsk lotniczych. Komu by się podobało, że jeden wysoki oficer doprowadza drugiego jeszcze wyższego oficera na ławę oskarżonych? Klich chciał też, aby jego komisja wchodząca w skład MON nie podlegała żadnym przełożonym. Był przekonany – nie bez racji – że mogłoby to prowadzić do „moderowania” wyników badań, tak aby nie stawiały dowództwa w negatywnym świetle. A Edmund Klich jest człowiekiem, który jako naczelną wartość ceni uczciwość. W jej imieniu, wbrew części środowiska, ujawnił szokującą prawdę w raporcie z katastrofy jak zdarzyła się w 2008 roku podczas popisów zespołu akrobatycznego „Żelazny” na lotniczym show w Radomiu. W wypadku tym czołowo zderzyły się dwie maszyny pilotowane przez akrobatycznych solistów. Obydwaj piloci zginęli. Jednym z nich był as lotnictwa akrobatycznego Lech Marchlewski. Miał to być jego ostatni lot. Śledztwo komisji ustaliło, że nie wolno mu było usiąść za sterami samolotu, ze względu na stan zdrowia, który w każdej chwili groził utratą przytomności lub co najmniej ograniczeniami manualnymi i zmysłowymi. Uczciwość jako cenną cechę Edmunda Klicha podkreślają jego słuchacze w Akademii Obrony Narodowej, gdzie od wielu lat jest wykładowcą. Kto odpowiada za sytuację 36. pułku? Szef MON i dowództwo Sił Powietrznych. Szef MON podlega premierowi. Polityczną odpowiedzialność za katastrofę smoleńską ponosi rząd RP z premierem Donaldem Tuskiem na czele.

    Najczęściej komentowane