Piwne przedsiębiorstwo rycerzy w habitach. W archiwum zakonu Krzyżaków niedawno odkryto dokumenty świadczące o biznesowych talentach walecznych braci

Piwne przedsiębiorstwo rycerzy w habitach. W archiwum zakonu Krzyżaków niedawno odkryto dokumenty świadczące o biznesowych talentach walecznych braci

Zamek należący obecnie do Browaru Namysłów
Zamek należący obecnie do Browaru Namysłów / Źródło: Bartek Sadowski
Po raz pierwszy przybyli tu w XIII wieku, wrócili dopiero za pięćset lat. Krzyżacy kojarzą się najczęściej z bitwą pod Grunwaldem, tymczasem w Namysłowie pokazali drugą twarz, żarłocznych co prawda, ale przedsiębiorców. W tutejszym zamku warzyli piwo, na którym zakon bogacił się w zawrotnym tempie.

W 1222 roku na niebie pojawiła się gwiazda z warkoczem, czyli kometa Halleya. W tym samym czasie w Krakowie powstał klasztor Dominikanów, do Mogiły przybyli cystersi, a Konrad Mazowiecki nadał biskupowi Prus ziemię chełmińską. W okolicach Namysłowa natomiast książę wrocławski Henryk I Brodaty, po powrocie z wyprawy krzyżowej do Prus, nadał dobra Krzyżakom. Osadnictwem na tej ziemi zajmował się ówczesny prokurator zakonu Hermann von Balk, późniejszy pruski Mistrz Krajowy. Nie wiadomo dokładnie, ilu braci dotarło na Śląsk. Jeszcze trudniej znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego nie zagrzali tu miejsca na dłużej.

– Krzyżacy przebywali na ziemi namysłowskiej 27 lat – mówi dr Dariusz Woźnicki z Instytutu Kultury Rycerskiej. – Prawdopodobnie ich darczyńca, czyli Henryk Brodaty, polecił Krzyżaków Konradowi Mazowieckiemu. Kiedy już osiedlili się na ziemi chełmińskiej, von Balk skupił się na sprawach pruskich. Ziemie wokół Namysłowa stały się Krzyżakom zbędne.

Mistrz przegląda finanse

Namysłów nie jest dużą miejscowością, ma za to wielką historię. Położony zaledwie 60 kilometrów od Wrocławia, znany jest z wielowiekowych tradycji warzenia piwa oraz połączonego z browarem zamku. W czasach „pierwszych” Krzyżaków w Namysłowie stał jeszcze drewniany gródek, kiedy jednak zakon powrócił tu w 1703 roku, miał już do dyspozycji potężną warownię ze świetnie funkcjonującą produkcją złocistego napoju. Bracia w habitach nie zamierzali wyważać otwartych drzwi. Piwo zawsze świetnie się sprzedawało, w Namysłowie czekała cała infrastruktura. O wadze namysłowskiej „komórki” świadczy to, że tym razem tutejsza komenda została podporządkowana bezpośrednio Wielkiemu Mistrzowi Zakonu.

W Wiedniu działa archiwum krzyżackie (DOZA), do którego dostęp jest co prawda otwarty dla każdego, niewielu badaczy ma jednak na tyle cierpliwości i wiedzy, żeby przeglądać tysiące nieskatalogowanych dokumentów, do tego pisanych gotykiem. Dr Woźnicki i Sławomir Oxenius z Instytutu Kultury Rycerskiej tygodniami eksplorowali skrzynie z archiwaliami. Są pierwszymi badaczami, którzy dotarli w nich do archiwów z Namysłowa. Nikt nawet nie zdawał sobie sprawy, że te dokumenty w ogóle istnieją. To prawdziwa sensacja. Na pożółkłych, spłowiałych kartach znaleźli informacje, że również w XVIII wieku Krzyżacy walczyli zaciekle, choć na zupełnie innej niwie.

– Zakon nie chciał do końca zrezygnować ze wspierania swoich szeregów siłą zbrojną – tłumaczy dr Woźnicki. –Dlatego też w roku 1696 został utworzony regiment podlegający Wielkiemu Mistrzowi Zakonu oraz cesarzowi. Składał się z dwóch tysięcy żołnierzy, kadrą oficerską mieli być rycerze zakonu. Jednostka ta, pod nazwą Hoch und Deutsche Meister, przetrwała aż do I wojny światowej. Prawda jest jednak taka, że w XVIII wieku Krzyżacy zajmowali się głównie administrowaniem swoich ziem. W Namysłowie pobierali podatki i cło w imieniu cesarza. Wielcy mistrzowie żyli w tych czasach w ogromnym przepychu, oprócz zarządzania zakonem piastowali zazwyczaj również wysokie funkcje kościelne.

Decyzję o sprzedaży Krzyżakom średniowiecznej warowni w Namysłowie podjął Leopold I Habsburg. Prawdopodobnie kilka ciepłych słów szepnął mu ojciec Wielkiego Mistrza Franza Ludwiga von Pfalz-Neuburga, młodego, robiącego zawrotną karierę duchownego. Pfalz przyjął niższe święcenia kapłańskie już w wieku czternastu lat, biskupem został jako dziewiętnastolatek, w trzydzieste urodziny otrzymał godność Mistrza Zakonu. Choć swoje obowiązki, zarówno w stosunku do Boga, jak i browaru, wykonywał nienagannie, gustował również w drobnych przyjemnościach. W skarbcu krzyżackim w Wiedniu zachowało się po nim kilka pamiątek. To głównie pokale z karkonoskich hut. Kunsztownie wykonane, z misternym grawerunkiem, są namacalnym świadectwem aktywnego zainteresowania komtura nie tylko produkcją, ale również degustacją piwa.

Pfalz, podobnie jak jego następca, należał do starorycerskiej szlachty Rzeszy, co oznacza, że jego stanowisko miało wysoką pozycję w hierarchii zakonu. Piwo oznaczało pieniądze, a dużymi pieniędzmi mogły zajmować się odpowiednie osoby. Przez dłuższy czas Krzyżacy radzili sobie w Namysłowie nadzwyczaj dobrze. Mieszkańcy podległych im wsi otrzymali nakaz kupowania piwa wyłącznie z zakonnego browaru. Krzyżacką maszynkę do robienia pieniędzy napędzał również jeszcze piętnastowieczny przywilej, dzięki któremu rycerze pobierali cło od piwa, bydła i wozów, które przejeżdżały przez tereny zakonu. Na dodatek cesarz zwolnił Namysłów z płacenia podatków na całe cztery lata, co zapewniło zakonowi wyjątkową stabilność w gromadzeniu kapitału.

Długi komtura

– Udało nam się ustalić nazwiska wszystkich ośmiu komandorów namysłowskich – mówi Dariusz Woźnicki. – W urzędzie komendy zawsze pracowało kilku urzędników, pozostały po nich liczne sprawozdania finansowe. Krzyżacy z wielką dbałością zapisywali wszystkie przychody pochodzące z browaru, jak i z upraw w podległych miejscowościach. Ze sprawozdań tych wynika jednoznacznie, że główne dochody pochodziły jednak z produkcji piwa. Sprawozdania finansowe co roku jechały do Wielkiego Mistrza. W oddalonym o 150 kilometrów od Namysłowa Bruntálu wielcy mistrzowie zakonu mieli swoją letnią siedzibę aż do 1938 roku. Krzyżacy z Bruntála żywo korespondowali z namysłowskimi kolegami. Głównie o piwie, jako że receptury z namysłowskiego zamku uchodziły za doskonałe. Tak doskonałe, że kiedy w czasie I wojny śląskiej zamek został zniszczony, bracia mogli sobie pozwolić nie tylko na jego odbudowę, ale także dobudowanie kolejnego skrzydła, dzięki któremu powstał okazały dziedziniec. Wszystko za piwo.

Tym bardziej dziwi, że pod koniec XVIII wieku w Namysłowie zapanował kryzys.

– Nadeszły złe czasy dla posiadłości zakonnych – mówi dr Woźnicki. – W wyniku rewolucji francuskiej zakon utracił prawie wszystkie posiadłości na lewym brzegu Renu. Zwycięstwa Napoleona i przymierze, jakie zawarł m.in. z Bawarią, Badenią i Wirtembergią, doprowadziły do tego, że poszczególni władcy zagarnęli majątki krzyżackie. Na terenie Niemiec z większych majątków przetrwał jedynie Dom Zakonny we Frankfurcie. Również Namysłów miał trudności.

Browar o mało nie upadł, gdy w 1802 roku na czele namysłowskich Krzyżaków stanął Frank Heinrich Freiherr von Hettersdorf. Jego misja miała charakter ratunkowy. W przeciwieństwie do pierwszego komtura sprzed stu lat był lekkoduchem, człowiekiem o dość słabym charakterze i na dodatek hazardzistą. Dlaczego ktoś taki miał zapanować nad podupadającym interesem?

– Problem polegał na tym, że nowy komtur też był prywatnie zadłużony, stracił rodzinne dobra i ogłosił bankructwo – twierdzi Sławomir Oxenius z Instytutu Kultury Rycerskiej. – Postanowił więc ratować się, defraudując dochody z namysłowskiego browaru, z czasem zaczął zaniedbywać też swoje obowiązki. Posiadanie zamku wiązało się z dbaniem m.in. o mosty i mury miejskie, tymczasem Hettersdorf skupiał się głównie na własnych problemach. Jego rządy trwały zaledwie osiem lat, bowiem 30 października 1810 roku król Fryderyk Wilhelm II odebrał zakonom wszystkie dobra kościelne na terenie Prus.

Po sekularyzacji wybuchła prawdziwa bomba. Okazało się, że od roku komtur był szczęśliwym ojcem Eleonory Franciszki, z której matką postanowił się teraz oficjalnie związać. Nie skorzystał z możliwości zaoferowanego przez państwo pruskie odszkodowania za rozwiązanie zakonów. Hettersdorf wybrał prawo do pozostania na Śląsku i przejęcie dóbr w Wabienicach, które wcześniej należały do komandorii. Tam, jeszcze do niedawna oddany życiu zakonnemu, zaczął teraz wieść szczęśliwe życie rodzinne.

Co zostało po namysłowskich Krzyżakach? Kilka tysięcy dokumentów w wiedeńskim archiwum zakonu, które wymagają dokładnych studiów i przeświadczenie, że piwo rzeczywiście łagodzi obyczaje, jako że historia zakonu w Namysłowie miała przecież pokojowy charakter.

Joanna Lamparska – podróżniczka, pisarka, autorka książek o Dolnym Śląsku i tajemnicach historii.

Czytaj także

 7
  • braciszek IP
    że zakonni oszwabili przy nadawaniu ziemi chełmińskiej... ale przecież to żadna tajemnica, ze kłamali, klamia i będą klamać
    • Rysiu IP
      Sensacyjne dokumenty... które to?
      • ale mi sensacja IP
        klechy chlaly chleja i  chlac beda
        • Ryfka IP
          Prusy, to najbliższy nam przykład "pokojowej" krucjaty KK. Wprowadzili swoją bozię ogniem i mieczem. Zakon, którego nie chciał mieć u siebie nikt w Europie, w Polsce rozgościł się na długie lata. Tacy to zawsze byliśmy mądrzy.
          • nieglupi Jasko IP
            W 1525 Zakon Krzyzakow Najswietszej Maryji Panny przeszedl na luteranizm, zrywajac ze swoja nazwa i wiernoscia. Rozpustni "bracia krzyzowi", pobrali sobie kobiety i zyli odtad jak swieccy. Nie bylo juz wiecej Zakonu Krzyzackiego. Tyle z historii. Opisane przez autora artykulu dzieje nie bardzo pasuja do faktow historycznych.

            Czytaj także