Minister o unijnej dyrektywie: Wyeliminuje polskie firmy, to ponad 100 tys. miejsc pracy

Minister o unijnej dyrektywie: Wyeliminuje polskie firmy, to ponad 100 tys. miejsc pracy

Minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk
Minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk / Źródło: Newspix.pl / DAMIAN BURZYKOWSKI
Minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk mówił w programie „Gość Wiadomości” o ryzykach jakie niesie za sobą forsowana przez prezydenta Francji dyrektywa o delegowaniu pracowników.

Komisja Europejska pracuje nad zmianami dotyczącymi delegowania pracowników w Unii Europejskiej, a wśród proponowanych zmian jest m.in. zasada, która nakazywałaby płacić te same pensje za tę samą pracę, w tym samym miejscu. W praktyce pracownik z Litwy delegowany przez pracodawcę na przykład do Francji, miałby dostawać za swoją pracę takie same pieniądze, co osoba zatrudniona lokalnie. Obecnie w takiej sytuacji pracownik z Litwy może pracować za stawki swojego kraju, co w takim przypadku jest o wiele mniejszą pensją niż minimalne wynagrodzenie gwarantowane we Francji.

W ostatnim czasie prezydent Francji Emmanuel Macron, zwolennik tego rozwiązania, pojawił się w kilku krajach Unii Europejskiej, by przekonywać głowy państw co do zasadności tej dyrektywy.

Do tego, jakie zmiany niesie ona za sobą, odniósł się na antenie TVP Info w programie „Gość Wiadomości” minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk. – To ponad 100 tys. miejsc pracy i ponad 12 miliardów złotych wpływów do budżetu. Z drugiej strony protekcjonistyczne działanie Francji, zresztą i Niemiec, które forsują projekt dyrektywy unijnej, która tak naprawdę wyeliminuje polskie przedsiębiorstwa transportowe, ale nie tylko polskie, a wielu państw europejskich – mówił Adamczyk.

„Mam nadzieję, że ostateczny kształt dyrektywy będzie korzystny”

Minister wspomniał, że rozmawiał na ten temat z ministrem transportu (resort analogiczny do polskiego ministerstwa infrastruktury i budownictwa – red.) Hiszpanii. Jak wskazał, jego hiszpański odpowiednik ubolewa, że rozwiązania forsowane przez Macrona i KE, będą restrykcyjne także w stosunku do transportu hiszpańskiego w Europie. W związku z tymi zastrzeżeniami, jak mówił minister, Polska prowadzi działania na różnym poziomie, m.in. poprzez MSZ czy spotkania premier Beaty Szydło z szefami rządów krajów Unii Europejskiej. – Ministerstwo infrastruktury jest od wielu miesięcy w bliskim kontakcie z ministrami transportu innych państw UE. Stanowisko analogiczne do polskiego mają, przypomnę: Czesi, Słowacy, Irlandczycy, Hiszpanie, Litwini, Słoweńcy... – powiedział.

Jak przekazał minister infrastruktury, pierwsza debata na szczycie na temat pracowników delegowanych odbędzie się w grudniu tego roku. Natomiast przed nią odbędzie się spotkanie ministrów transportu krajów UE. – Mam nadzieję, że ostateczne rozwiązanie, ostateczny kształt dyrektywy będzie korzystny dla firm m.in. z Polski – stwierdził Adamczyk.

Czytaj także:
Waszczykowski: Francuska gospodarka nie jest w stanie konkurować z Polską

Czytaj także

 8
  •  
    kierowca i zatrudniająca go firma jadący z Polski np do Portugali będzie musiał znać kwoty zarobków i podatków niemal całej Europy ... potem powrót do kraju i wielkie rozliczenia ... na to pójdzie tony nowych druków .. a niby w tej UE tak sie martwią o naszą wycinkę w puszczy białowiejskiej... jedno przeczy drugiemu .. jak to na rządy lewaków przystało
    •  
      Z dużej chmury mały deszcz. Francja i Niemcy chcą na siłę zmanipulować naturalne prawa rynku. Dlaczego 100 tysięcy Polaków znajduje tam zatrudnienie jako "delegowani" bo są konkurencyjni czyli tańsi, a biznes niemiecki i francuzki jest zadowolony że ma tanie usługi. Co się więc stanie jak zabraknie tych "delegowanych". Niemieckie i francuskie firmy stracą tanich podwykonawców, będą musieli zatrudnić zatrudnić droższych lokalnych i tym samym stracić lub podnieć ceny własnych towarów.... lub poszukać innej drogi aby znowu zatrudnić tanich podwykonawców z Polski. Całe te zamieszanie to tylko strzał w stopę Makarona, będzie kupę zamieszania a potem rynek i tak znajdzie sposób aby korzystać z tanich usług Polskich pracowników.
      • Naprawdę myślicie że politycy komisji europejskiej interesują się że ktoś w Polsce będzie miał niższą emeryturę bo pani Krysia pójdzie wcześniej na emeryturę. Mamy tyrać na urzędasów do usranej śmierci za psie pieniądze tylko tyle interesuje Niemców.
        •  
          To może zacznijmy działać i w druga stronę, pracownicy central handlowych mają mieć takie samo wynagrodzenie w filiach krajów, w których je otwierają. Przykład: polscy pracownicy sieci Carrefour, mają mieć takie samo wynagrodzenie, jak pracownicy Carrefour we Francji, a pracownicy Lidla, takie same zarobki w Niemczech i Polsce!!
          • ludzie pracoja tu za  takie same pieniadze jak lokalni,,,, great texas ,,,harvey be gone