Rząd przyjął projekt budżetu na 2019 rok. Deficyt ma sięgnąć 28,5 mld złotych

Rząd przyjął projekt budżetu na 2019 rok. Deficyt ma sięgnąć 28,5 mld złotych

Posiedzenie rządu premiera Mateusza Morawieckiego
Posiedzenie rządu premiera Mateusza Morawieckiego / Źródło: Flickr / KPRM
We wtorek Rada Ministrów przyjęła wstępny projekt ustawy budżetowej na 2019 rok. Przewidziano w nim dochody budżetu na poziomie 386,9 mld złotych i deficyt na kwotę nie większą niż 28,5 mld złotych.

„Głównym celem polityki budżetowej prowadzonej przez rząd jest utrzymanie stabilności finansów publicznych przy jednoczesnym wspieraniu wzrostu gospodarczego oraz solidarnościowej polityki społecznej” - podkreślono w komunikacie. W projekcie budżetu na 2019 rok zaplanowano dochody budżetu państwa wysokości 386,9 mld zł, wydatki rzędu 415,4 mld zł, deficyt budżetu państwa na kwotę nie większą niż 28,5 mld zł i deficyt sektora finansów publicznych (według metodologii UE) na poziomie 1,8 proc. PKB. Według prognoz resortu finansów wzrost PKB wyniesie 3,8 proc. Ceny towarów i usług mają wzrosnąć o 2,3 proc.

Jak zapewnia rząd, w budżecie na 2019 rok zabezpieczone zostały środki na kontynuację dotychczasowych, priorytetowych działań rządu, jak również na realizację nowych. Zapewniono m.in. kontynuację finansowania programu „Rodzina 500 plus”. Uwzględniono także m.in. skutki wynikające z: realizacji programu „Dobry start”, wprowadzenia tzw. „małego ZUS”, wzrostu wynagrodzeń w sferze budżetowej, obniżenia wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet oraz 65 lat dla mężczyzn, waloryzacji świadczeń emerytalno-rentowych od 1 marca 2019 r. wskaźnikiem waloryzacji na poziomie 103,26 proc. podwyższonej w 2018 r. renty socjalnej,dofinansowania do bezpłatnych leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego i wyrobów medycznych dla osób, które ukończyły 75. rok życia.

Czytaj także:
Trzaskowski czy Jaki? Najnowszy sondaż wyborczy dla Warszawy

Czytaj także

 1
  • No i z czego się te matołki cieszą? Jest maksimum koniunktury gospodarczej w EU. Węgry mają wzrost gospodarczy 10%, a u nas raptem 3,8% planowane czyli 3,5% w rzeczywistości. Przypomnę tylko, że w samym środku kryzysu Tusk miał 2% wzrost gospodarczy a Orban 0% stagnację.