Wysyłasz dziecko na obozy Chrisa? Poznaj ich właścicieli

Wysyłasz dziecko na obozy Chrisa? Poznaj ich właścicieli

Camp Serwy koło Augustowa
Camp Serwy koło Augustowa
Campy Chrisa, czyli letnie obozy dla dzieci i młodzieży, należą dziś do najpopularniejszych w Polsce. Kto stoi za ich sukcesem?

Chris to jeden z największych w Polce organizatorów wypoczynku dla dzieci i młodzieży, którego przychody ze sprzedaży w 2018 r. wyniosły ok. 40 mln zł. I jedyny polski członek międzynarodowej organizacji International Camping Fellowship, zrzeszającej firmy prowadzące obozy dla dzieci i młodzieży na całym świecie.

Wakacje z campami

Historia Chrisa zaczęła się 24 lata temu, gdy Krzysztof Alchimowicz organizował w stolicy zajęcia pływackie dla dzieci i młodzieży. Z czasem podjął się organizacji letnich wyjazdów z podopiecznymi w plener. Było to dość nowatorskie przedsięwzięcie w latach 90. XX wieku. Pierwszą bazą dla letnich campów Chrisa stał się ośrodek w Serwach koło Augustowa. Krzysztof Alchimowicz trafił tam przypadkiem - do szkoły, w której pracował, przyjechała właścicielka obiektu z ofertą zajęć dla dzieci. Ale gdy w 1997 r. pojechał tam pierwszy raz (długa droga fiatem 126 p), ośrodek sprawiał wrażenie zaniedbanego. Zachwyciło go za to jego położenie nad czystym i dzikim jeziorem Serwy. Dlatego gdy w 2001 r. pojawiła się szansa wykupienia ośrodka na własność, wraz z żoną Magdaleną, choć nie mieli wystarczających środków, postanowili zaryzykować, poświęcając odtąd organizacji wypoczynku cały swój czas. Byli przekonani, że kluczem do idealnej formuły campu jest całkowita kontrola nad ośrodkiem, który ma funkcjonować jak miasteczko dla dzieci. Na pomoście nie mogły pojawiać się osoby postronne z piwem w ręku, bo cała idea miejsca bezpiecznego i przyjaznego dzieciom ległaby w gruzach. Właściciele mieli wizję campu, nie mieli za to pewności, czy ośrodek okaże się rentowny. Zajęli się dopracowaniem oferty.

- Odpowiednie zejście do wody, własna plaża - takie elementy są szalenie istotne, choć na pierwszy rzut oka mało kto je dostrzega – tłumaczy szef Chrisa.

Serwy kupili na raty, rozłożone na 4 lata. Następnie wzięli kredyt na Camp Radków w Górach Stołowych. Dziś mają siedem własnych obiektów, a najnowszym nabytkiem jest przejęty w ubiegłym roku mazurski Camp Zefir, w którym trwają prace adaptacyjne.

Raczej szkoła niż hotel

U progu XXI wieku Alchimowiczowie potrafili wykorzystać przynajmniej trzy sprzyjające czynniki: rodzącą się w Polsce klasę średnią, szukającą dla swoich pociech oferty premium (dzisiaj dwutygodniowy wyjazd na camp Chrisa to koszt między 2,5 a 3 tys. zł), ideę campów podbijającą świat i... wejście Polski do Unii Europejskiej. Chris nie byłby tu, gdzie jest, gdyby nie pozyskane z regionalnych programów operacyjnych środki unijne. Dzięki temu firma była w stanie lepiej dostosować campy do dziecięcych potrzeb. Na przykład w ośrodku w Serwach, gdzie odbywają się obozy piłkarskie, wybudowano boiska z profesjonalną murawą z certyfikatem FIFA. Z kolei w ośrodku w Górach Stołowych powstała m.in. 200 metrowa sala do tańca, nowoczesne pracownie filmowe i multimedialne i zadaszona ścianka wspinaczkowa.

W swoich obiektach Chris nie prowadzi żadnej dodatkowej działalności – nie wynajmuje sal na wesela czy imprezy integracyjne firm. Wizja krążących w sieci zdjęć np. z hucznego zjazdu miłośników motocykli, jest dla właścicieli „deal breakerem”.

- Na naszych campach jest zakaz palenia tytoniu i picia alkoholu, przez cały rok i bez wyjątku. Nasz biznes jest bliższy prowadzeniu szkoły niż hotelu. Dla nas to są placówki edukacyjne – opowiada właściciel.

Alchimowiczowie mieszkają na piętrze w dwupiętrowej kamienicy z 1911 r. w podwarszawskim Piasecznie, na parterze mają biuro. Magdalena jest z wykształcenia lekarzem radiologiem. W firmie początkowo odpowiadała za kwestie medyczne i procedury związane z bezpieczeństwem. Z czasem zajęła się zarządzaniem i administracją. 10 lat temu zdecydowała się pójść na studia menadżerskie Executive MBA na Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania w Warszawie, co jej mąż zalicza do przełomowych zdarzeń w historii firmy. On sam zajmuje się przede wszystkim prowadzeniem inwestycji i finansami. Ich dwaj synowie nie pracują w firmie, choć byli instruktorami na campach, odbyli też staże wakacyjne w biurze. Starszy dopiero co skończył zarządzanie zagranicą, młodszy jeszcze się uczy. Na razie nie wiadomo, czy przejmą biznes po rodzicach.

/ Źródło: Wprost

Czytaj także

 2
  •  
    Nie zgodzę się z tym, że oferta Chrisa jest premium. Koszt obozu, to rzeczywiście ok. 2500 zł, ale za pełne 14 dni bez kosztów dodatkowych. Córka brata była w zeszłe wakacje z inną firmą. Obóz trwał 10 dni, a po dopłatach za transport, pakiety zajęć, i nawet koszulkę - cena wyszła nieco ponad 2 tys. Najsłabsze było to, że ona miała wykupione dodatkowe pakiety, a koleżanki z pokoju nie. Nasz syn jeździ z Chrisem kilka lat i chce ciągle wracać. Dla nas to najlepsza rekomendacja.
    • I tym sposobem biedny przysłowiowy robol ,płacąc podatki ,dopłaca ( poprze unijne dotacje) do modnych obozów dla dzieci z bogatszych rodzin. Jego dzieci siedzą w domu.