Piramidy i pieniądze z Unii

Piramidy i pieniądze z Unii

Największy w ostatnim czasie krytyk obecnego rządu, prof. Krzysztof Rybiński, stwierdził w wywiadzie dla "Gazety Finansowej", że obecny rok będzie dla Polski dobry. Powód? Na 2011 r. przypadnie szczyt wydatkowania środków unijnych, które napompują PKB Polski.
Mam szczerą nadzieję, że stwierdzenie, iż 2011 r. będzie dobry dla naszego kraju dzięki dotacjom unijnym ma w ustach profesora Rybińskiego charakter ironiczny. Wróg socjalizmu i keynesizmu, za którego profesor pragnie uchodzić, nie mógłby przecież chwalić gospodarki, która rośnie wyłącznie dzięki publicznym inwestycjom. Taki rozwój jest bowiem iluzją. Rozwijają się te firmy, którym uda się wejść w konszachty z państwem. Zarabiają przy tym wyłącznie na tych inwestycjach, które państwo uzna za pożądane. A tak się składa, że są to głównie wielkie infrastrukturalne projekty, mające sprawić, że nasz kraj będzie bardziej atrakcyjny dla - przede wszystkim - dużego i zagranicznego biznesu. Niestety, wielkie projekty są z reguły okazją, by część środków w mniej lub bardziej nieoficjalny sposób trafiła do prywatnych kieszeni.

Inwestycje w infrastrukturę przeprowadzone zostałyby o wiele szybciej i bez dużej liczby skandali, gdyby w Polsce panowały lepsze warunki do działania dla małych, średnich i rodzimych firm. Byłoby tak, gdyby wciąż obowiązywała słynna ustawa Wilczka z 1988 r., która wprowadzała w Polsce prawdziwą wolność gospodarczą. Byłoby tak, gdyby nasz aparat fiskalny był mniej złożony i sprawniejszy. W tym alternatywnym i, niestety, baśniowym scenariuszu
bylibyśmy zdecydowanie bogatsi i właśnie dlatego ważne inwestycje zostałyby sfinalizowane już w latach 90-tych. Co więcej - przeprowadzilibyśmy je za własne pieniądze. A wiadomo, że jeśli to nasze pieniądze przeznaczane są przez rząd na inwestycje, to i motywację, by patrzeć mu na ręce mamy większą. Słowem, w takiej sytuacji szansa, ze droga powstanie tam, gdzie jest potrzebna rośnie, a liczba związanych z jej budową skandali maleje. W warunkach wolności gospodarczej infrastruktura szybko przestaje być problemem, a kraj czerpie bogactwo z prawdziwej aktywności ekonomicznej: produkowania i sprzedawania.

Niestety wszystko wskazuje na to, że nasze bogactwo przez długi jeszcze czas będzie rosło głównie dzięki "robotom publicznym", a wzrost będzie notowany głównie w statystykach GUS. Na pocieszenie przyznać trzeba jednak, że efekty publicznych robót bywają nadzwyczaj trwałe i czasami przynoszą zyski. Dzisiejszy Egipt większość swoich przychodów z turystki czerpie z infrastruktury zbudowanej w czasie robót publicznych 4,5 tysiąca lat temu. To bowiem wtedy faraon Cheops postanowił wybudować sobie imponujący grobowiec. Dziesiątki tysięcy ludzi przez lata pompowało intensywnie PKB Egiptu. Pytanie czy sami czuli się przez to bogatsi?

Czytaj także

 0