"Poprzemy zmianę Traktatu, jeśli nie zostaniemy wykluczeni"

"Poprzemy zmianę Traktatu, jeśli nie zostaniemy wykluczeni"

(fot. Wprost) / Źródło: Wprost
- Jeśli tzw. sześciopak, czyli nowe unijne zasady dyscypliny finansów publicznych, okażą się niewystarczające, by zapobiec kryzysowi, konieczne będą reformy wymagające zmiany traktatu UE - oświadczył w Brukseli minister finansów Jan Antony Vincent-Rostowski.
Rostowski oświadczył, że kraje UE, które (jak Polska) są poza strefą euro, "są chętne poprzeć dalszą integrację strefy euro", co może wymagać zmiany traktatu UE, ale pod warunkiem, "że rezultatem tych zmian, nie będzie to, że będziemy wykluczeni".

Północ myśli, że sześciopak to za mało?

- Jeśli sześciopak jest wystarczający, by zapewnić, że to (kryzys długów) się nigdy więcej nie stanie, to jedyne co mamy zrobić to wdrożyć w życie jego mechanizmy. Jeśli nie jest wystarczający, to potrzebujemy dalszych zmian instytucjonalnych i wtedy trudno wyobrazić sobie, że nie będą one automatycznie wymagały zmiany traktatu - powiedział Rostowski. - Wydaje się, że na tzw. północy (jak określa się kraje o silnej tradycji dyscypliny finansów publicznych, w przeciwieństwie do południa - red.) jest polityczne przeczucie, że "sześciopak" może nie być wystarczający - dodał. Minister finansów wystąpił w debacie zorganizowanej przez think thank "Friends of Europe" na temat stanu Europy.

Traktat zostanie zmieniony?

O zmianie traktatu - by zapewnić dalszą integrację polityk gospodarczych i większą dyscyplinę finansów publicznych krajów UE, a zwłaszcza strefy euro - mówi się coraz częściej w reakcji na niekończący się kryzys grecki, który udowodnił słabości unii monetarnej. Zmiany traktatu - by ratować euro - nie wykluczyła też tydzień temu w Brukseli kanclerz Niemiec Angela Merkel.

- Każdy dziś akceptuje - i widzimy tu zmianę w polityce brytyjskiego rządu - że, by uratować strefę euro, musi nastąpić dalszy poziom jej integracji - powiedział Rostowski. To konieczne, stwierdził, by społeczeństwa krajów wspierających dziś finansowo inne kraje, zaakceptowały tę pomoc. - Jeśli strefa euro ma być bezpieczna, i skoro to wymaga niezakładanego wcześniej poziomu solidarności, to musi być zdecydowanie większa integracja i kontrola nad fiskalnymi i strukturalnymi politykami poszczególnych rządów. Po to, by solidarność była politycznie do zaakceptowania w krajach, które jej udzielają - powiedział.

"Poprzemy zmianę, jeśli nie będziemy wykluczeni"

Rostowski podkreślił, że dla krajów spoza strefy euro, jak Polska, "jest bardzo ważne, by większa integracja strefy euro, nie tworzyła większych podziałów", między "17" a resztą państw UE. - My, jako kraje poza strefą euro, jesteśmy bardzo chętni, by poprzeć dalszą integrację, która jest mało prawdopodobna, bez większych zmian traktatu. Ale druga strona medalu jest taka, że rezultatem tych zmian, nie może być, że zostaniemy wykluczeni. Jeśli nie będziemy wykluczeni, to wesprzemy zmianę traktatu i większą integrację strefy euro - powiedział.

"Rekapitalizacja banków nie wystarczy"

W kontekście kryzysu i działań podejmowanych przez rządy, Rostowski zwrócił uwagę, że nie wystarczy rekapitalizacja banków, by uspokoić rynki. Potrzebne jest też wzmocnienie Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF). - Niebezpieczeństwem wydaje się ryzyko rozprzestrzeniania się kryzysu długu publicznego z kraju na kraj, co widzieliśmy w sierpniu - podkreślił. - Musimy mieć wystarczająco duży fundusz, który upewniłby rynki" - dodał. - Jeśli to zrobimy, przerwiemy połączenie między krajami, których ratingi czy wiarygodność kredytowa jest podważona, a wpływem na banki - dodał.

- Jeśli podejdziemy do problemu od drugiej strony i zaczniemy od rekapitalizacji banków, ale nie upewnimy rynków, co do stabilności długów publicznych, wówczas zrekapitalizujemy straty banków związane z redukcją długu Grecji, ale nie zrekaptalizujemy im możliwych problemów związanych z długami innych krajów - wyjaśnił.

- To nie znaczy, że nie powinniśmy także rekapitalizować banków - zastrzegł. - Ale jeśli nie zbudujemy zapory (z ang. firewall), będziemy mieli rekapitalizację za rekapitalizację, aż w pewnym momencie stanie się jasnym, że nie ma wystarczająco dużo pieniędzy w skarbonce - powiedział minister.

"To błędne koło"

Wyraził też przekonanie, że nie należy się dziwić spowolnieniu gospodarczemu w Europie. - Jeśli jest zagrożenie tak wieloma ryzykami, to żaden przewidujący biznesmen nie będzie dużo inwestował - uzasadnił. Dodał, że spowolnienie gospodarcze wpływa na kondycję banków i finansów państw. - Mamy do czynienia z błędnym kołem. Ono musi być przerwane i myślę, że wszyscy się z tym zgadzamy - potrzebna jest do tego bardzo silna zapora, co nie znaczy, że nie powinno być jednocześnie rekapitalizacji banków - powiedział Rostowski.

zew, PAP

Czytaj także

 0