Petrov: Kawa i muffin na śniadanie? Można zbankrutować

Petrov: Kawa i muffin na śniadanie? Można zbankrutować

Polak zarabia dużo mniej, ale pije kawę w takiej samej cenie jak bogatszy Amerykanin (fot. sxc.hu) / Źródło: FreeImages.com
Polak zarabia dużo mniej, ale pije kawę w takiej samej cenie jak bogatszy Amerykanin. Jak ten Polak daje sobie radę i czym Amerykanin zasłużył na takie ceny -  zastanawia się Mladen Petrov, dziennikarz „Bloomberg Businessweek Polska”.
W jednym z odcinków „Seksu w wielkim mieście” prawniczka Miranda Hobbs budzi się, jeszcze zanim wypiła kawę. „7,50”, uśmiecha się do niej pracownica kawiarni i wręcza jej kawę oraz muffina. Wniosek jest jasny – w Nowym Jorku jest drogo. Tak samo jak w Warszawie, Krakowie czy Poznaniu, gdzie w przeliczeniu na złotówki taki zestaw kosztowałby mniej więcej tyle samo. Przy tańszym dolarze zestaw nowojorski z pewnością byłby tańszy od warszawskiego połączenia kawy z muffinem.

Lubię kawę, ale biorąc pod uwagę ceny, które jeśli już idą, to tylko w górę, cieszę się, że nie jestem od niej uzależniony tak jak ci wszyscy, którzy codziennie przychodzą do pracy z kartonowym kubkiem w ręku. Mój budżet na pobudkę wynosiłby ponad 200 zł miesięcznie (zakładając, że w weekendy liczę na własny ekspres do kawy), i to tylko dlatego, że przepadam za muffinami. Co ciekawe, miejsce, do którego udają się uzależnieni od kawy, nie ma znaczenia. Jest tak, jeśli spojrzymy na cenę – latte jest w porównywalnej cenie i w Śródmieściu, i na Starej Ochocie, mimo że opłaty za czynsz nie są już tak podobne.

Zaufane źródła zdradzają, że sieci i niezależne kawiarnie cieszą się kilkusetprocentową marżą. Gratulujemy! „Nie chodzę tam, za drogo jest”, mówiła moja znajoma o kawiarni naprzeciwko swojego domu w dobrej dzielnicy San Francisco. „Za drogo?”, nie mogłem się nadziwić, gdyż w niezależnej kawiarence z designerskimi meblami kawa była tańsza o dolara od oferty Starbucksa w moim biurowcu. „Pokażę ci inną, tam chodzą wszyscy”. Pokazała. Trudno będzie znaleźć miejsce z taką kawą (i z takimi cenami) w Warszawie.

Już nie będę wspominał o tym, że kawa, niezależnie od wielkości, w amerykańskim McDonaldzie kosztuje dolara, czyli ok. 3,30 zł. I skoro o Kalifornii mowa, dodajmy, że minimalna stawka jest ciut poniżej 11 dol. za godzinę. Pracownik kawiarni w Kalifornii więc na 10 kaw pracuje godzinę (nie do końca jest to trafny miernik, gdyż z reguły pracownicy kawiarni dostają kawę za darmo). A jego polski kolega? W polskich kawiarniach płace zaczynają się od 5 zł za godzinę.
Mladen Petrov, dziennikarz „Bloomberg Businessweek Polska”.Więcej artykułów i komentarzy znajdziecie na stronie www.bbwp.pl oraz w najnowszym wydaniu dwutygodnika Bloomberg Businessweek Polska.

Czytaj także

 2
  • Itta IP
    Ciesze sie, ze nareszcie ktos podjal ten temat. Od dawna zastanawiam sie, jak Polacy daja sobie rade. Ceny odziezy w sieciowych sklepach sa takie same w Poznaniu, Berlinie i Amsterdamie. A przeciez zarowno czynsz, jak i wynagrodzenie pracownikow jest w Polsce nizsze! Czy zarabiaja na tym tylko wlasciciele sieciowych kawiarni i sklepow odziezowych?
    • liube@o2.pl IP
      Tak już niestety jest w tej Polsce. Kawa na lotnisku w Cork lub Dublinie kosztuje 2,70 euro. W Warszawie zapłaciłem 12 zł za takie samo americano w papierowym kubku. Ciekawe czy ta pracownica co ją serwowała, też zarabia te 8-9 euro za godzinę pracy tak jak w Irlandii?